<body><iframe src="http://www.blogger.com/navbar.g?targetBlogID=2065940043628076165&amp;blogName=Edyta+i+Jacek&amp;publishMode=PUBLISH_MODE_FTP&amp;navbarType=BLUE&amp;layoutType=CLASSIC&amp;homepageUrl=http%3A%2F%2Fjacek.rajdy.info%2F&amp;searchRoot=http%3A%2F%2Fblogsearch.google.com%2F" marginwidth="0" marginheight="0" scrolling="no" frameborder="0" height="30px" width="100%" id="navbar-iframe"></iframe> <div id="space-for-ie"></div>

Edyta i Jacek

Markko Martin - Profil

poniedziałek, 13 październik 2003

Markko Martin jest postrzegany jako jedna ze wschodzących rajdowych gwiazd. Jego potencjał był tak ogromny, że Ford na początku sezonu 2002 musiał odeprzeć ataki z czterech innych fabryk, aby móc podpisać kontrakt z młodym estońskim kierowcą gwarantujący cały program startów w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Po imponującym debiucie z Ford Rallye Sport w 2002 roku, to właśnie Martin jest w tej chwili najlepszym kierowcą w zespole i prowadzi team Forda w sezonie 2003.

Wydaje się naturalne, że Märtin powinien nastawiać się na profesjonalną rajdową karierę. Jego ojciec był dobrze znanym kierowcą w estońskich rajdach. Młody Markko był częstym gościem w warsztacie i strefach serwisowych, gdzie z boku z pasją obserwował wysiłki ojca.

Przed uzyskaniem pełnoletności Martin nie mógł brać udziału w rajdach, ale prawie cały rok do swoich osiemnastych urodzin spędził przygotowując pierwszy rajdowy samochód. Kupił Ładę Samarę od wujka i już dwa miesiące po ukończeniu 18 lat, na początku 1994 roku, wystartował w pierwszym rajdzie. To był niesamowity sezon i Martin skończył go na drugim miejscu w klasie Formuły 2 w estońskich mistrzostwach, poprawił to osiągnięcie w 1995 roku, wygrywając w klasie samochodów z napędem na jedną oś. Jego pierwsza próba sił poza Estonią przyszła w tym samym roku, kiedy ukończył 12. Rajd Mantta w Finlandii.

By się dalej rozwijać, Martin potrzebował mocniejszego samochodu. Sprzedał więc Ładę i kupił N-grupowego Escorta Cosworth na sezon 1996. To był bardzo słuszny ruch. Martin skończył sezon na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej narodowych mistrzostw. Wtddy niemal przypadkiem nadarzyła się możliwość startu niefabryczną Toyotą Celica i młody Estończyk wziął udział w rajdzie na Łotwie i wygrał go - to jego pierwszy bezsporny sukces za granicą!

Escort został sprzedany pod końcu sezonu - z pewnym zyskiem - i zastąpiony przez Celicę. Z napiętym budżetem, Märtin prowadził ostrożnie, ale szybko i dzięki temu zdobył mistrzostwo Estonii w 1997 roku. Kiedy przyszło wsparcie z estońskiego koncernu olejowego EOS, był zdolny do rozwinięcia swojego doświadczenia przez udział w rajdach na Litwie, Finlandii i Holandii.

Jego zręczność za kierownicą samochodu rajdowego przyniosła zysk i poparcie. W 1998 ruszył Toyota Celica ST205, dawniej prowadzoną przez Marcusa Grönholma. Wzrost jego budżetu na starty pozwolił mu nie tylko powtórzyć jego sukces w narodowych mistrzostwach, ale także wziąć udział w paru eliminacjach światowych mistrzostw. Jednak jego pierwszy start w sezonie '98 w rundzie mistrzostwach świata - rajdzie Portugalii - skończył się katastrofą, kiedy samochód spalił się. Samochód jednak został zastąpiony przez inną Celicę, przygotowaną przez włoski zespół Grifone, i Märtin wykorzystał go bardzo dobrze, kończąc Rajd Wielkiej Brytani na wysokim dziewiątym miejscu.

W 1999 wrócił do Forda na pierwszą część sezonu, prowadząc Escorta WRC w Szwecji i Portugalii - eliminacjach mistrzostw świata. Talent Martina został zauważony przez wpływowe osoby i Toyota postanowiła powierzuć mu ex-fabryczną Corollę WRC, którą pojechał Rajd Finlandii. Za kierownicą tego samochodu walczył jeszcze w czterech eliminacjach mistrzostw świata. Wtedy to właśnie stawał się gwiazdą, która cały czas pieła się do góry, kończąc wyjątkowo trudny grecki Rajd Akropolu na piątej pozycji.

W 2001 roku estończyk został kierowcą fabrycznym w Subaru i wystartował w 9 eliminacjach za kierownicą nowej Subaru Imrezy WRC 2001. Sezon ten nie był najlepszy dla 25-letniego wówczas kierowcy i obfitował w liczne awarie samochodu. Pomimo tego kierowca zaprezentował się z dobrej strony uzyskując dobre czasy na odcinkach i kończąc m.in Rajd Finlandii na piątej pozycji i Korsyki na ósmej.

Ford Rallye Sport zatrudnił Märtina w 2002 roku i Estończyk pojechał swój pierwszy sezon we wszystkich eliminacjach świata na bardzo wysokim poziomie poziomie jak na młodego kierowcę. Po raz pierwszy objął poważne prowadzenie w eliminacji mistrzostw świata na rajdzie Akropolu. Wszyscy byli zaskoczoni świetnymi osiągami Estończyka, ale przebicie opony pogrzebało jego nadzieje na zwycięstwo. Prawdzwą szansę na wygraną Martin miał także podczas Rajdu Wielkiej Brytanii, gdzie walczył do ostatniego oesu i do pierwszego miejsca zabrakło mu zaledwie jednej sekundy. Sezon 2002 Markko zakończył na dziewiątej pozycji w klasfikacji kierowców.

Daleko od odcinków specjalnych, spokojny estoński kierowca gra w koszykówkę i jeździ na rowerze górskim, co stanowi część jego programu treningowego.

Etykiety: ,

opublikował Jacek, 14:16 | link | 0 komentarzy |  

Tomasz Czopik - najdłuższe przesłuchanie w historii polskich rajdów

środa, 8 październik 2003

Tomasz Czopik opowiada, o najlepszych i najgorszych momentach tego sezonu. Czy czuje się najlepszym kierowcą rajdowym w Polsce i kto zaraził go pasją do rajdów. Co denerwuje Mistrza Polski i czy na rajdowych trasach ponownie wystąpi załoga Baniowski/Czopik. Czego zazdrości kierowcom fabrycznym i kogo typuje na mistrza? Odsłania swoje plany na przyszły sezon oraz wyjawia tajemnice swoich samochodów...najdłuższy wywiad jaki ujrzał światło dzienne.


Gratulujemy tytułu mistrzów Polski. Jak czują się nowi championi?

Mistrzostwo będziemy świętować po Rajdzie Warszawskim. Startujemy w nim, więc wszelkie ?obchody? odkładamy na metę rajdu. Ale rzeczywiście, jesteśmy mistrzami Polski. Wszystko to stało się nieoczekiwanie i powoli się do tego przyzwyczajamy. Jako ciekawostkę podam, że jesteśmy bodaj pierwszymi mistrzami Polski, którzy nadal mają swoje obowiązki biznesowe. Zarówno Łukasz i ja prowadzimy własne interesy.

Co czuł Pan, gdy na Rajdzie Śląskim na przedostatnim odcinku mijał Pan stojąca na poboczu Imprezę Leszka Kuzaja?

W pewnym momencie kibice zaczęli nas hamować. Myślałem, że z trasy wyleciała któraś z ?zerówek?. Dopiero potem zobaczyłem stojące Subaru Leszka. Byłem bardzo zaskoczony. Po głowie zaczęły mi wirować tysiące myśli, ale Łukasz od razu ustawił mnie do pionu i kazał mi się skoncentrować.

Czy czuje się Pan najlepszym kierowcą rajdowym w Polsce?

Wynikowo tak. Czuję, że jestem w ścisłej czołówce. Niestety w tym sezonie nie jeździ wielu kierowców, z którymi chciałbym się zmierzyć na oesach.

Kto Pana zaraził tym sportem? Komu zawdzięcza Pan, że jest teraz Mistrzem Polski?

Tytuł zawdzięczam przede wszystkim sponsorom, bez których osiągnięcie sukcesu byłoby niemożliwe. Ponad to od przeszło dwóch lat cały team bardzo solidnie przygotowuje się do każdej eliminacji. Z mojej strony zawsze staram się jak najlepiej przygotować zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym.

Rajdami zaraził mnie Marian Bublewicz. Gdy byłem na studiach wybrałem się na Rajd Krakowski i wówczas zobaczyłem Bubla w akcji. Pomyślałem sobie, że fajnie by było startować w rajdach. Zrobiłem licencję Maluchem i niestety musiałem się na jakiś czas rozstać z rajdami. Założyłem firmę i dopiero, gdy było mnie stać rozpocząłem karierę.

Jest Pan jednym z niewielu kierowców, którzy jeżdżą bardzo bezpiecznie (brak wypadków) i prawie zawsze osiąga Pan linię mety. Czy to jest Pańska recepta na sukces i czy to prawda, że jest Pan kierowcą, który lubi kalkulować i rozgrywać rajd taktycznie? W jednym z wywiadów padło stwierdzenie "szachista".

Tak. Zawsze staram się kalkulować rajd. W obecnej sytuacji, gdy tak trudno znaleźć pieniądze każdy wypadek i uszkodzenie auta może wiązać się z zakończeniem startów. Pod tym względem bardzo zazdroszczę kierowcom fabrycznym, którzy zawsze muszą (!!) jechać na sto procent.

Jest Pan jednym z najsympatyczniejszych i najweselszych kierowców. Jak Pan to robi, że na każdym rajdzie jest Pan uśmiechnięty, na strefie z każdym zamieni dwa słówka i zawsze znajdzie chwilkę dla kibiców?

Miło mi to słyszeć. Przyznam, że jestem trochę zaskoczony gdyż niektórzy zarzucają mi, że na strefach mam bojową i zacięta minę. Uśmiecham się, bo lubię i taki już jestem. Poza tym uważam, że to należy się naszym kibicom.

Na początku sezonu jeździł Pan Subaru imprezą WRC '99 (na Warszawskim 2002 jechał Pan Corollą), później przesiadł się Pan do A-grupowego Lancera. Jak ocenia Pan dystans techniczny dzielący samochody?

Z wymienionych samochodów niewątpliwie najlepsza była Toyota. Na Subaru zdecydowaliśmy się ze względów finansowych. Potem jednak okazało się, że musimy ograniczyć koszty, aby dokończyć sezon. Początkowo zakładaliśmy powrót do ?enki?. Wówczas niespodziewanie nawiązaliśmy współpracę z Pawłem Dytko, naszym byłym rywalem z rajdowych tras. Paweł przygotował dla nas pół A grupę. Zabiegi takie nie zawsze się udają, jednak w tym wypadku się powiodło. Wybór był trafiony.

Jak ma się Pański Lancer do typowo A-grupowych rajdówek jak Impreza 555 czy Celica Gt-4

Stare A grupy, to takie małe WRC. Naszego Lancera trudno do nich porównywać. Nasza rajdówka to praktycznie ?enka?. Ma zwiększoną moc i trochę ?grzebnięty? silnik. Można by zwiększać mu moc, ale wówczas nie wytrzymałyby N grupowe, półosie, dyferencjały, skrzynia biegów itp.

Mówił już Pan, że Lancer to taka duża N-grupa. Czy można, zatem zaryzykować stwierdzenie, że jest to N++ lub A-- ?

Nie To takie duże N+

Jakie są różnice w prowadzeniu Lancera i Imprezy? Co sprawiało Panu w Subaru najwięcej kłopotów, a co najbardziej zaskoczyło?

Impreza dawała szalenie dużo możliwości. Aktywne dyfry sterowane z wewnątrz, możliwość zmiany biegów bez sprzęgła w górę i w dół itp. Poza tym auta WRC są pancerne. Parę razy przy dużej prędkości przoraliśmy pole i nic się nie stało. Lancerem natomiast trzeba jeździć ?enkowo?, delikatnie. W porównaniu z Imprezą Lancer jest jak katedra, prowadzi się trochę podobnie do S-klasy

Dla sponsora załogi, firmy Sapa był to debiut na rajdowych trasach i już w pierwszym sezonie przyniósł mistrzostwo polski. Czy zamierzacie wspólnie kontynuować dalszą przygodę w rajdach samochodowych?

Nie wiem. O to musisz zapytać prezesa firmy SAPA.

Jest Pan jednym z nielicznych kierowców w Polsce, którzy dysponują w miarę pełnym budżetem. Jak Panu udało się tego dokonać, skoro inni zawodnicy z czołówki mają takie problemy ze znalezieniem sponsorów?

Jakoś udało się. W dzisiejszych czasach trudno pozyskać sponsora. Jeśli prezes firmy siedzi zamknięty w swoim biurze i nie ma zielonego pojęcia o rajdach, to nic z tego nie będzie. Mam wielu znajomych, którzy pomagają nam w pozyskaniu nowych sponsorów. Chodzą, załatwiają i nagle dwa tygodnie przed rajdem okazuje się, że nic z tego nie wychodzi.

Jak skomentowałby Pan obecną sytuację polskich rajdów? Kto za to odpowiada i jakie jest na to według Pana lekarstwo?

To temat na długą dyskusję. Generalnie całą winę ponosi PZMot. Brak relacji z rajdów, a jeśli już to w porach nocno-porannych, nieprzemyślane decyzje godzące w zawodników...Można by tak długo wymieniać. Lekarstwo? Przede wszystkim do PZMotu muszą przyjść nowi ludzie, którzy będą widzieć więcej niż własny czubek nosa. Trzeba zastąpić działaczy z 20 letnim stażem, którzy dbają tylko o posady ludźmi młodymi i energicznymi, dla których rajdy są priorytetem.

Czy z Łukaszem wystartujecie w którejś z Barbórek? Jeśli tak, to, jakim autem?

Bardzo chcielibyśmy wystartować w Barbórce Warszawskiej. Jednak wszystko wskazuje, no to, że się to nie uda. Powód jest prosty - nie mamy budżetu. W tym momencie nasz skarbiec jest zupełnie wyczyszczony. Jeśli chodzi o Barbórkę Cieszyńską, to chciałbym w niej wystąpić na podobnych zasadach jak w zeszłym roku. Zobaczymy. Czas pokaże.

Czy tytuł mistrza Polski w klasie A-6, dwa tytuły mistrza polski w grupie N i mistrzostwo Polski w klasyfikacji generalnej sprawiają, że czuje się Pan spełniony na polskich trasach i czas na starty za granicą? Już od paru lat w wywiadach deklaruje Pan chęć wybrania się zagranicę - czy w sezonie 2004 się to uda?

Myślę, że jeżeli chodzi o starty w Polsce, to osiągnąłem już wszystko. Z tymi deklaracjami jestem ostrożny. Cała polska czołówka składała deklaracje i nic z nich nie wyniknęło.

Żadnych przebłysków, czym i gdzie?

Niestety na razie nie

Czy jest jeszcze jakiś element w Pana technice jazdy, który chciałby Pan zmienić, poprawić?

Myślę, że poprawy wymaga moja jazda autem WRC po szutrze. Z reszty jestem zadowolony.

Czy można powiedzieć o Panu, że jest Pan samoukiem rajdowego rzemiosła, a Robert Herba tylko pomagał Panu w niektórych kwestiach i czy był on obecny w zespole w tym sezonie?

Tak, jestem rajdowym samoukiem, jak z resztą większość polskich kierowców. Dopiero po osiągnięciu pewnego etapu można skorzystać z nauki bardziej doświadczonych kierowców. Oni jednak nie zdradzają wszystkich swoich sekretów - przynajmniej dopóki sami startują. Ja dużo nauczyłem się obserwując Janusza Kuliga. Robert jeździł ze mną przez pół sezonu. Potem sytuacja rodzinna zmusiła go do odejścia.

Zaczynał Pan karierę dosyć późno, miał Pan już rodzinę. Jaki był jej stosunek do Pana startów?

To był mój status quo. Rodzice do zeszłego sezonu byli przeciwni, ale teraz powoli zmieniają zdanie. Jedynie mamy nie mogę jakoś przekonać do rajdów;) Jeśli chodzi o żonę, to uznała, że woli mieć rzadziej normalnego męża niż częściej frustrata.

Jakie jest samopoczucie profesjonalnych rajdowców przed rajdem? Czy ma Pan tremę i w jaki sposób się ona objawia? Czy rajdy są dla Pana rzeczą normalna, tak jak dla przeciętnego kierowcy np. wyjazd do pracy czy na wczasy?.

Życzę powodzenia i czy byłaby możliwość przeprowadzenia wywiadu z Panem dla publiki chicagowskiej?

Jeśli chodzi o wywiad, to nie ma przeciwwskazań. Z przyjemnością go udzielę Polonii.

Uczestniczyłem już w blisko 100 eliminacjach i przyznaję, że po pewnym czasie można się przyzwyczaić do startów w rajdach. Jednak trema i emocje pozostają nadal. To one nas motywują do walki z czasem na oesach. Przyznaję też, że czasami muszę motywować samego siebie, aby być bardziej agresywnym na osie.

A w jaki sposób Pan to robi?

Mam na to swoje metody

Jeżeli miałby Pan możliwość startu topowym samochodem S1600, to przesiadłby się Pan do tego auta czy uważa Pan to za cofanie się w rozwoju?

Zacznijmy od tego, że mocne ośki nie bardzo nadają się polskie brudne, dziurawe i przeważnie mokre asfalty. Wyjątkowo ten sezon był bardzo ?suchy?. Jednak wcale nie uważam, że cofałbym się w rozwoju gdybym przesiadł się do S1600. Jestem kierowcą typowo ośkowym i chętnie podjąłbym wyzwanie. Odpowiada mi agresywny styl jazdy tymi autami.

Pański sezon marzeń?

?Enką? po Europie. Przepiękne rajdy rozgrywane w przepięknych krajach. Była by to dla nas niesamowita przygoda. Dodam, że istnieją plany utworzenia Mistrzostwa Europy grupy N i klasy Super 1600.

Jak wyglądają Pańskie kontakty z innymi kierowcami? Czy wymieniacie się doświadczeniami?

Generalnie są w porządku. Czasem zdarzają się zgrzyty, ale mam dobre stosunki z moimi rywalami. Przyjaźnię się z Marcinem Turskim, Pawłem Dytką, braćmi Bębenkami. Pozostaje w dobrych układach z Januszem Kuligiem. Nie podoba mi się jednak, że kierowcy z czołówki toczą walkę nie tylko na oesach.

Zdobywał Pan laury wraz z Darkiem Burkatem i Łukaszem Wrońskim. Jak oceniłby Pan ich pracę? Czy podczas oesu Łukasz potrafi odpowiednio Pan ?nakręcić? lub uspokoić?

Odbywają są dobrymi pilotami. Zarówno ze współpracy z Darkiem jak i z Łukaszem jestem zadowolony. Obydwaj dyktją w tempo i ogólnie rzecz ujmując są dobrymi fachowcami.
Łukasz i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi od paru lat. Znamy się i współpraca między nami układa się bardzo dobrze. Łukasz ma jedną wspaniałą cechę - chce walczyć do końca. Nigdy nie odpuszcza. Zdarzały się chwile, że mnie opadały już ręce, a on dopingował, aby walczyć dalej.

Co drażni Pana podczas rajdu?

Denerwują mnie bezsensowne decyzje sędziów i działaczy. Na każdym kroku podkreślają, że to oni są najważniejsi. Niekiedy wręcz przeszkadzają w sprawnym przeprowadzeniu rajdu. Ponad to nie przepadam, gdy na strefie tłum krzyczących (skądinąd sympatycznych) dzieciaków prosi mnie o autografy. Nie mam nic przeciwko dzieciom, autografom i pamiątkowym zdjęciom, ale na strefie potrzebuję paru spokojnych chwil, aby się wyciszyć i nabrać energii na kolejne odcinki. W końcu strefy serwisowe są dla nas jedyną wolną chwilą podczas rajdu, aby złapać oddech.

Czy jest Pan przeciwny wprowadzeniu zakazu używania aut WRC?

Jeśli chodzi o zakaz używania aut WRC, to w zeszłym roku byłem zagorzałym przeciwnikiem tego projektu. Teraz wydaje mi się, że pomysł jest dobry. Z resztą proszę spojrzeć ile WRC mamy w Polsce? Przeważnie jest to jedna topowa maszyna, a reszta to, ?wurce?, które lata świetności maja dawno za sobą, ( Cordoba, którą Janusz Kulig startował w zeszłym sezonie podczas Rajdu Zimowego i Krakowskiego, nasza Impreza w tym sezonie). Taka sytuacja zaczyna być chora, bo w końcu, z kim ma walczyć kierowca dysponujący topowym autem i jak w ogóle w takiej sytuacji można mówić o wyrównanej walce?

Którym z kierowców młodego pokolenia wróży Pan wielką karierę?

Sebastian Frycz jest bardzo utalentowanym kierowcą, ale według mnie powinien jeździć zagranicą, jeśli chce myśleć o zespole fabrycznym. Wydaje mi się, że raczej nie ma już szans, aby dostać się do ?fabryki?. Michał Kościuszko ma bardzo dobre podstawy finansowe i to stawia go na dobrej pozycji. Poza tym nie wiem o nim zbyt dużo. Jedynie tyle, że zaczyna jeździć coraz lepiej i pewniej. Mariusz Pelikański też ma talent. Od dwóch sezonów słychać o nim dość głośno, a więc spodziewam się, że niebawem zobaczymy go w jakimś mocnym samochodzie.

Czy w rajdowych kuluarach dyskutowało się na temat wielkich ?rajdowych rozwodów? (Hołowczyc / Wisłwaski, Kulig / Baran, Kuchar/ Szczepaniak) ?

Tak, ale to nie temat do wywiadu.

Kto z kierowców fabrycznych jest według Pana faworytem sezonu 2003?

Zdecydowanie Sebastian Loeb. Jest bardzo szybki i skuteczny na asfaltach, a ponad to podczas Rajdu Australii udowodnił, że na szutrach też potrafi jeździć. Myślę, że on zdobędzie tytuł, tym bardziej, że przed nimi dwa rajdy rozgrywane na nawierzchniach asfaltowych. Jeśli chodzi o Markko Martina, to jest on dobrym materiałem na mistrza, ale jeszcze nie w tym sezonie. Solberg natomiast jest bardzo szybki, ale Subaru nie ma szans na asfaltach.

W którym teamie fabrycznym chciałby Pan jeździć najbardziej?

Peugeot. Mają niesamowite doświadczenie, a 206 WRC jest genialne. Widziałem na Polskim, jak te auta po prostu odjeżdżają konkurencji. Podczas drugiego dnia rajdu cięliśmy się z Vasinem na sekundy. Mimo, że on nie jechał rewelacyjnie ( a my dawaliśmy z siebie wszystko) pokonała nas. Tu widać przepaść technologiczną dzielącą nasze auta.

Ma Pan 39 lat. Jak długo planuje pan kontynuować karierę? Czy wyznaczył Pan sobie jakąś górną granicę wieku, do której będzie Pan startował czy może będzie Pan jeździł dopóki dopisują sponsorzy i jest wola walki?

W obecnej sytuacji strasznie trudno znaleźć sponsora i przed rozpoczęciem sezonu mieć zamknięty budżet. Mnie nigdy się nie udało, dlatego pod koniec sezonu nasza rajdówka wygląda jak gazeta. Cały czas poszukuję sponsorów, aby dokończyć sezon. Nie wyznaczałem sobie żadnych granic, ale jestem już zmęczony ciągłym bieganiem za pieniędzmi. Zobaczymy jak to będzie.

Co planuje Pan po zakończeniu kariery? Może coś w rodzaju Czopik Promotion?

Jeszcze dokładnie nie wiem. O czymś w rodzaju Czopik Promotion nigdy nie myślałem. Chciałbym prowadzić program poświęcony rajdom samochodowym. W Polsce są one pokazywane dosyć kulawo. Dobrze czułem się, przed kamerą i myślę, że potrafiłbym zrobić porządny program.

Czy rajdy dają Panu tyle satysfakcji, że byłby Pan skłonny jeździć słabszym autem byle by tylko być obecnym na rajdowych trasach czy woli Pan krócej, a mocniej?

Jeszcze dwa lata temu było mi wszystko jedno, do czego wsiądę i czym pojadę. Dzisiaj tak już nie jest. Jeśli chodzi o Polskę, to osiągnąłem wszystko, więc nie musze startować za wszelką cenę.

Czy osiągnął Pan już pułap, na którym zarabia Pan na rajdach?

Nie. Nigdy nie zarobiłem na rajdach ani grosza. Z resztą wiąże się to z tym, że nigdy nie udało mi się zgromadzić pełnego budżetu przed rozpoczęciem sezonu.

Czy myślał Pan nad tym, aby dla zabawy, w jakieś eliminacji pucharu PZM wystartowała załoga Baniowski/ Czopik?

Śmiech. Nigdy mi to głowy nie przyszło. Z Bartkiem jesteśmy serdecznymi przyjaciółmi i zawsze mamy niezły ubaw, gdy wspominamy stare czasy. Nie wiem czy odważyłbym się usiąść na prawym fotelu. Myślę, że Bartek też by się bał, długo nie startował.

Jak Pan ocenia tegoroczny Rajd Kormoran i długie, jednokrotnie przejeżdżane oesy?

Nie mam nic przeciwko. Ja ciągle uczyłem się jazdy WRC po szutrze (szczególnie pierwszego dnia) i dla nas było by lepiej gdyby odcinki byłby krótsze i przejeżdżane parokrotnie. Minusem oesów Kormorana były długie niekiedy 3 kilometrowe proste, gdzie jechaliśmy ?denkiem?. Jako ciekawostkę mogę podać, że dużo mniej wymagający był blisko 44 kilometrowy odcinek Derc od 22 kilometrowego Bzie. Na Bziu było bardziej kręto i bardziej wymagająco.

Który moment sezonu był najtrudniejszy, a który wspomina Pan najmilej? Jakaś śmieszna przygoda?

Jednym z trudniejszych momentów był koniec Kormorana, po którym nie wiedzieliśmy czy w ogóle dokończymy sezon. Jeśli chodzi o miłe chwile, to niewątpliwie jedną z nich jest widowisko, jakie urządziliśmy z naszymi sponsorami na deptaku w Polanicy po zakończeniu Rajdu Polski. Przypominało to regularną bitwę z tym, że każdy z nas zamiast broni miał w ręku szampana. Innym miłym akcentem, było to, gdy po zakończeniu Śląskiego wylądowaliśmy wraz z Łukaszem w pełnym rynsztunku w basenie.

Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy powodzenia.
Rozmawiali: Michał "Mikee" Miklaszewski i Jacek Filipek

Etykiety: , ,

opublikował Jacek, 15:20 | link | 0 komentarzy |