<body><iframe src="http://www.blogger.com/navbar.g?targetBlogID=2065940043628076165&amp;blogName=Edyta+i+Jacek&amp;publishMode=PUBLISH_MODE_FTP&amp;navbarType=BLUE&amp;layoutType=CLASSIC&amp;homepageUrl=http%3A%2F%2Fjacek.rajdy.info%2F&amp;searchRoot=http%3A%2F%2Fblogsearch.google.com%2F" marginwidth="0" marginheight="0" scrolling="no" frameborder="0" height="30px" width="100%" id="navbar-iframe"></iframe> <div id="space-for-ie"></div>

Edyta i Jacek

Michał Bębenek - najważniejsza jest psychika

środa, 22 czerwiec 2005

Michał Bębenek twierdzi, że sukces zawdzięcza przede wszystkim swojej psychice. W tym sezonie jest jednym z zawodników rajdowego zespołu Lotos, w barwach którego ma szanse walczyć o tytuł najlepszego w kraju. Obecny lider klasyfikacji generalnej MP opowiedział nam co sądzi o konkurencji, polskich rajdach i swoim zespole...


Jak wrażenia po Rajdzie Polski?

Bardzo dobre. Cieszę się przede wszystkim z tego, że zajmujemy pozycje lidera i mamy w miarę komfortową sytuację. Oczywiście niczego nie można być pewnym. W zeszłym roku na trzy rajdy dwóch nie ukończyłem i dopiero pod koniec sezonu zdobyliśmy tytuł. Eliminacji jest jeszcze kilka i naprawdę trzeba walczyć i jechać szybko, by utrzymać tą pozycję, jednak sytuacja wyjściowa jest wręcz wymarzona.

Kogo najbardziej obawiasz się?

W tej chwili ciężko wskazać konkretnych zawodników. Są to ci, których cały czas wymieniałem i uważam, że z nimi będzie przeprawa. Tylko że chłopaki są prawie bez punktów ? Sołowow ma chyba jeden punkt, Maciek Lubiak po Elmocie ma sześć, Grzyb jest trochę bliżej i ma osiem punktów. Na pewno Kuzaj, Lubiak, Sołowow, Frycz, Kościuszko, Kuchar, Karnabal i Grzyb to najwięksi konkurenci, jednak trudno przewidzieć jak się sytuacja potoczy dalej. Nie wiadomo kto jeszcze ?wyskoczy?. Może być i tak, że ja nie skończę jednego, dwóch rajdów i wtedy jakiś inny zawodnik zajmie moje miejsce. Bardzo ważne jest, jak będą punktować, jednak z pewnością trzeba się z wymienionymi zawodnikami liczyć.

Kto Ci przygotowuje samochód?

Firma High-Tec z Krakowa. To są ludzie, którzy pracowali kiedyś u Janusza Kuliga. Ci sami, którzy pracowali ze mną w zeszłym roku, tylko teraz założyli własną firmę. Mają ogromne doświadczenie jeśli chodzi o przygotowywanie samochodów do rajdów, są na rynku już od kilku lat. Nasza współpraca trwa od czasów Megane, a w tym okresie jedynie może dwóch mechaników się zmieniło. Są profesjonalistami w pełni ? widać to po rajdach w tym roku. Mimo, że samochód był zupełnie nowy, nic złego się z nim nie działo.

Jak Ci się podoba przesiadka do nowego samochodu?

Nie ma istotnej różnicy między siódemką a ósemką. Silnikowo to praktycznie jest to samo. Jest to samochód zupełnie nowy - bardziej zwarty i mniej ?rozjechany? niż używany wcześniej. Spora różnica w ósemce jest w napędach, szpery są dużo mocniejsze, szczególnie ta przednia. To zdecydowanie pomaga i to największa ewolucja w porównaniu z siódemką, ale takiej ogromnej różnicy nie widać.

Jak znaleźliście się w zespole Lotosu?

To wszystko wyszło przez zupełny przypadek. Nie brałem pod uwagę takiego sponsora. Owszem - kilka lat temu próbowaliśmy, ale nic z tego nie wyszło. Teraz nawet nie wiedziałem, że powstaje taki zespół. Dostałem pewnego dnia telefon od ludzi z grupy Lotos, wtedy, gdy ustalano skład całego zespołu. Było to na początku marca, tuż przed Rajdem Dolnośląskim. Mieliśmy wiele szczęścia, to ogromny zbieg okoliczności.

Czy kierowcy w zespole współpracują ze sobą?

Jeśli chodzi o wspólne treningi to raczej nie. Każdy z nas ma swoją koncepcję na temat jazdy. Oczywiście jeżeli jest taka możliwość, że ktoś dysponuje kawałkiem zamkniętego odcinka drogi i możemy razem potrenować, to doszłoby to do skutku. Takiej sytuacji jednak nie było w tym roku ani razu. Między zawodnikami w zespole rajdowym atmosfera jest bardzo zdrowa. Bardzo ich lubię i myślę, że oni mnie troszku też. Po dwóch dotychczasowych rajdach nie było żadnych problemów. Z pewnością dobrze to wpływa na całokształt działań Lotosu. Jeśli chodzi o chłopaków startujących w wyścigach płaskich czy w ? mili, to nie mam z nimi żadnego kontaktu - poznaliśmy się trochę na prezentacji.

Jak długo zespół Lotosu ma zamiar istnieć w rajdach?

Nic nie jest jeszcze przesądzone. Wyczuwam plany na kolejne lata, ale wiemy, że jest to zależne od szefów tej firmy. Sporo zależy od tego sezonu. To jest przecież duży koncern, więc muszą oni kalkulować i oceniać. Każda inwestycja powinna się w jakimś stopniu zwrócić, a najlepiej wyjść na plus. Jednak atmosfera jest wspaniała ? nie ma żadnego nacisku psychicznego, mamy ogromny komfort. Zdajemy sobie sprawę, że trzeba jechać i być na mecie. Oczywiście można pokonać pięć, sześć odcinków bardzo szybko i nie ukończyć rajdu. Przecież nie o to chodzi, ponieważ sponsorów to nie interesuje, że dobrze jechałem przez kilka oesów. Trzeba być na mecie, by dać sponsorom coś w zamian za ich inwestycje.

Szefem zespołu jest Lesław Orski, były wicemistrz Polski. Jak wygląda współpraca z nim?

To naprawdę wspaniały człowiek. Sam startował kiedyś w rajdach, doskonale rozumie i jest w stanie przewidzieć wiele sytuacji. Widziałem nieraz, jak w innych zespołach działali ludzie, którzy kompletnie nie znali się na rajdach. To bardzo przeszkadza w organizacji, takie osoby mają zupełnie inną wizję. Tutaj sytuacja jest cudowna. Cieszymy się, że jest Leszek, bo on doskonale zna się na tym sporcie. Wie czego potrzebuje i czego nie lubi zawodnik przed rajdem. Tak samo z kierownictwem grupy Lotos. To są ludzie, którzy kiedyś brali udział w rajdach, mają doświadczenie. Nie ma tutaj wpadek, znają się i rozumieją to, co robią. Nie ma żadnego nacisku, że mam wygrywać każą imprezę. Tu liczy się wynik końcowy.

Panuje taka opinia, że kierowcy, którzy świetnie radzą sobie na nawierzchniach szutrowych, również będą świetni na asfalcie. Zgadzasz się z tą opinią?

W moim przypadku akurat najlepszym dowodem na to jest Rajd Elmot i Rajd Polski. Nie mam problemów z przestrojeniem się z asfaltu na szutry. U nas jest więcej rajdów asfaltowych, chociaż pomału się to zmienia. Mamy już Rajd Warszawski, a całkiem niedawno był tylko jeden szutrowy ? Kormoran. Nie będę się wypowiadał za innych kierowców, ale ja bardzo dobrze się czuje na szutrach, jak również radzę sobie na asfaltach - i na mokrych, i suchych. Mogę powiedzieć, że staram się po wszystkich nawierzchniach jechać jak najszybciej potrafię.

Na której nawierzchni się najlepiej czujesz ?

Myślę, że szutry i śnieg dają tyle frajdy z jazdy, że się w głowie nie mieści. Szkoda, że jest tak mało takich rajdów, bo kontakt z szutrami miałem ostatni raz w tamtym roku na Warszawskim. Przez resztę czasu zupełna przerwa, ani pół kontaktu z luźną nawierzchnią. Tutaj gdzie mieszkamy więcej jest dróg asfaltowych i ciężko znaleźć jakieś szutry, a wyjazd w tereny Olsztyna wiąże się z kosztami, także generalnie nie jeździmy na takie testy. Przed Polskim zrobiliśmy testy w piątek, wtedy gdy był odcinek testowy. Pojechaliśmy na taki swój odcinek, mieliśmy tam zorganizowane 2-3 kilometry trasy adekwatnej do rajdu, bo odcinek testowy nie za bardzo nam pasował do ustawienia samochodu.

Na Rajdzie Polski nawiązałeś walkę z czołowymi kierowcami europejskimi, nie korci cię żeby spróbować swoich sił na zagranicznych odcinkach?

Bardzo mnie korci, bo w tym momencie zajmujemy bodajże trzecie miejsce w mistrzostwach Europy, startując tylko w tym jednym rajdzie, ale niestety chyba to nie przejdzie. W tym roku próbowałem zaszczepić tym tematem sponsorów, ale chyba nic z tych planów nie wyjdzie. Teraz patrzymy na RSMP i chcemy osiągnąć bardzo dobry wynik, bo jest to karta przetargowa. Wtedy można rozmawiać ewentualnie o przyszłym sezonie, ale w obecnym raczej jest to w sferze marzeń.

Jakie założenia na dalszą część sezonu ?

Wszystkie mistrzostwa Polski i pojedziemy dwa, może trzy rajdy w Pucharze PZM. Mieliśmy w planach wystartować w Rajdzie Krakowskim, przede wszystkim dla naszych kibiców. Były by to również wspaniałe testy przed Nikonem. Niestety, z przyczyn organizacyjnych nie jest to możliwe. Nie zdążylibyśmy dobrze przygotować samochodu przed kolejną rundą mistrzostw Polski, które są naszym priorytetem. Chcielibyśmy pojechać także Rajd Bałtyku, bo organizuje go właśnie Automobilklub Orski, a my jesteśmy obecnie w tym automobilklubie, więc pewnie tam wystartujemy.

Dlaczego zmieniłeś automobilklub ?

Zmieniłem automobilklub, ponieważ związaliśmy się z grupą Lotos, w której do spraw sportu ma sporo do powiedzenia Lechu Orski. Dzięki niemu jesteśmy w tym zespole. W Automobilklubie Krakowskim nie było żadnego problemu podczas przeniesienia się. Szefostwo Lotosu chciało, abyśmy się byli w ich klubie. Jest sponsor, którego udało się zorganizować, postawił taki wymóg, a nam to nic nie przeszkadza.

Jeździłeś wurcem w 2002, rajd Wisły - 2 miejsce w generalce. Później powiedziałeś, że nie wsiądziesz do N-ki, bo jest nudna. W tej chwili znów walczysz o generalkę i to w N-ce. Co się zmieniło w tym czasie?

Wtedy jeździliśmy Evo VI. Szczerze mówiąc, wiele się nie zmieniło. Toyota WRC, którą startowaliśmy była pierwszym egzemplarzem tego samochodu. Nadal uważam, że jazda takim samochodem, nawet z tamtych lat, to frajda o wiele większa niż N-ką. Chociaż N-grupy poszły bardzo do przodu - szczególnie pod względem zawieszenia. Ósemka jest mniej widowiskowa w porównaniu do szóstki. Najnowsza ewolucja nafaszerowana jest elektroniką, aktywnymi dyferencjałami, jest szersza i niższa. Jazda takimi poślizgami jak szóstką jest owszem możliwa, ale przynosi duże straty czasowe. Evo VIII tak się prowadzi, że generalnie nie widać, żeby się bardzo ?uślizgiwał?. Wewnątrz wrażenie jest zupełnie inne ? tam jest naprawdę potwornie szybko.

Zrobiłeś wspaniały show na Karowej, obrót wokół beczki, machaliście rękami, masz także swój fanklub. Jak utrzymujesz kontakt ze swoimi kibicami?

Są to ludzie, którzy namówili mnie do zrobienia swojej strony internetowej. Wcześniej o tym w ogóle nie myślałem. Przyszli z propozycją, że mają takie możliwości, wiedzą jak to zrobić i bardzo, bardzo chcieliby. To praktycznie mnie nic nie kosztuje, jakieś drobne pieniądze na transfer, żeby można było on-boardy wrzucać itd. Jeżdżą za mną na rajdy z transparentami i mam nadzieje, że grupa ta się powiększy. Jest to bardzo miłe. Akurat z nimi utrzymuje bardzo bliski kontakt, ponieważ prowadzą tą stronę i często trzeba konsultować się. Słyszę pozytywne opinie na temat mojej strony, mimo że rzadko tam zaglądam. Wiem, że przykładają się do tego i chcą, żeby było zrobione jak najlepiej. Jeśli chodzi o Barbórkę Warszawską... Fantastycznie naprawdę - obrót na beczce, wszystko gra i super zabawa. Chyba jednak zabrakło mi paru metrów, ponieważ wybuchł silnik w moim aucie. To potworne koszty, po prostu zrujnowało mnie takie zakończenie sezonu. Nie dość, że wybuchł, to się jeszcze zapalił, dobrze że nie cały... Jednak warto było i miło to wspominam.

Wielu młodych kierowców zastanawia się jak zacząć, kto może im pomóc. Masz jakieś pomysły?

Muszę przyznać, że cały czas walczyłem, żeby się utrzymać na tym rynku. Oczywiście nieoceniona była pomoc ze strony Janusza Kuliga. To nie było tak, że Janusz przyszedł do mnie i powiedział: ?choć pomogę ci, bo tak mi się podoba i tak chcę?. Zawsze starałem się grac fair. Nie ma takiej możliwości, że powiem jakiemuś młodemu chłopakowi: ?chodź, ja ci pomogę, a ciebie nic nie będzie interesowało?. Niestety tak nie jest - to potwornie drogi sport. Na początku trzeba samemu się jakoś wykazać i walczyć o sponsorów. Z drugiej strony brakuje mi też czasu, żeby się zająć młodszymi. Myślę, że jak trochu się odbije i wszystko zacznie się układać, gdy przekonam sponsorów i niedowiarków, że warto przykleić jakąś naklejkę na ten samochód, może wtedy coś ruszy. Jeśli los zetknąłby mnie z jakimś młodym zawodnikiem, któremu zależy i w głowie ma poukładane, to starałbym się mu pomóc. W tej chwili jednak ciężko utrzymać się samemu, koszty rajdów rosną, samochody są coraz droższe i trudno za tym nadążyć.

Masz ponad 55 startów na koncie, dużo się nauczyłeś sam, wiele także od Janusza. Jaki element rajdowej jazdy jest najtrudniejszy do opanowania?

Przede wszystkim technika pokonywania zakrętów i wciskania gazu. Najważniejsza jednak jest psychika. Potwornie ważne jest, aby wytrzymywać całe napięcie i stres. Pierwsze starty są najgorsze ? na przykład złapanie kapcia, wizyta poza drogą - wybija tak z rytmu, że później naprawdę noga drży i po zawodach. W naszym przypadku, z rajdu na rajd jest coraz lepiej i nie poddaje się. Chociażby Rajd Polski - złapałem kapcia, jednak starałem się bardzo szybko jechać, żeby stracić jak najmniej. Nie chciałem się poddać. Mimo całej atmosfery i tej sytuacji w aucie panował pełen spokój. Nie biłem rękami w kierownicę, ale walczyłem dalej. Gdyby to wydarzyło się na dwa odcinki przed końcem rajdu - można by było się załamać, ale tym razem strata ta była do odrobienia. Bardzo ważna jest technika, odwaga i ten spryt w samochodzie, ale to musi iść w parze z psychiką.

W zeszłym roku zdecydowanie krytykowałeś nielegalne treningi zawodników z czołówki, mówiąc, że przez to walka staje się nie fair. Wiemy, że w tym roku nie do końca było tak, jak powinno. Czy jest możliwe, by zawodnik, który nie upala wyprzedził ?upalaczy??

Myślę, że tak. Głównie chodziło o Rajd Kormoran. Po artykule w ?WRC?, w którym była mowa, że podobno przyznałem się do nielegalnego zapoznania, ponieważ inni też tak robili. Po tym wywiadzie sporo posypało się pod moim nazwiskiem nieprzyjemnych tekstów. Aż mną telepie, kiedy czytam wywiady innych zawodników i wszyscy mówią, że absolutnie nie trenowali, że wcale ich tam nie było. I ludzie im wierzą! Doskonale wiem, że tam przyjechali. To jest coś okropnego, ponieważ nawet nie potrafią się przyznać. Niepojęte to dla mnie.

Dyrektor Rajdu Nikon podszedł do ciebie i powiedział, że jeśli złapie kogokolwiek na nielegalnym zapoznaniu, to natychmiast usunie go z rajdu. Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek, aby podobnie zareagował jakiś inny dyrektor?

Nie. Ta sytuacja była na tydzień przed Rajdem Nikon. Startowałem wtedy w Rajdzie Krakowskim. Obecny był tam także pan Ryszard Krawczyk. Przyszedł na metę i powiedział mi, jak podchodzi do Rajdu Nikon. Nie będzie go interesowało, czy jest to zawodnik z czołówki, czy mniej znany - kogo tylko złapią, wyrzucą. Sprawa wydawała się jasna i uwierzyłem na sto procent w jej powodzenie. Niestety podczas rajdu zobaczyłem, że jeden z zawodników musiał być tam wcześniej. To było w trakcie oficjalnego zapoznania z trasą. Nie możliwe jest robienie notatek przy prędkości 80-90 km/h. Wyprzedzili mnie tuż przy mecie. Pojechałem za nimi do startu i pytam się chłopaków, którzy zapisywali ilość przejazdów, który raz ten zawodnik jedzie po tym odcinku. Jeśli pierwszy, to powinien pisać a nie wprowadzać tylko poprawki przy takiej prędkości.

Twój ulubiony oes w Mistrzostwach Polski?

Sporo tych oesów jest. Musze przyznać, że spodobał mi się odcinek Derc na Rajdzie Polski, jednak tylko pierwszy przejazd słynnej "Finlandii". Druga pętla staje się fatalna, oes robi się rozkopany, ponieważ jest tam bardzo miękki szuter. Jak byliśmy na zapoznaniu wydawał się nam wspaniały - nie było pół koleinki.

Generalnie bardzo lubię długie odcinki w przeciwieństwie do takich 10-kilometrowych, jakoś nie potrafię się na nich skoncentrować. Zazwyczaj czasy mam słabsze na tych krótkich odcinkach. Lubię długie próby, bo jak popełnię jakiś błąd, zawsze jest szansa gdzieś to nadrobić. Szczególnie jak na rajdzie są 2-3 długie oesy, to bardziej przed nimi się mobilizuje i koncentruje, bo wiem, że tam można najwięcej zarobić. Na odcinku 7-8 km można wygrać lub przegrać 2 sekundy, a to jest żadna różnica. Na odcinku 40 km można zyskać nawet 30 sek. Najbardziej preferuje te długie odcinki, natomiast niezależnie gdzie to jest, czy to są Karkonosze, czy okolice Świdnicy, czy Rzeszów. Ja się na nich dobrze czuje, ale niekoniecznie w parze idą dobre wyniki.

Oes życia?

Taki odcinek miałem na Rajdzie Polski w 2001 r. w Kłodzku przez Spaloną. Miał 23 kilometry, naprawdę wspaniały oes! Pojechałem potwornie szybko, a na dodatek spadł deszcz. Mam ten odcinek nagrany od środka i strasznie lubię go oglądać. Jakoś taki wielki sentyment tam czuję, bo wygrałem tą próbę 17 sekund nad kolejną załogą w ence. Wtedy chyba zaskoczyłem tempem wszystkich chłopaków, bo rano każdemu się wydaje, że się tak trochu śpi, sam mam ten problem, nie ukrywam, ale tam zdecydowanie się obudziłem.

Wolisz gonić kogoś na odcinku czy trzymać tempo i kontrolować czasy zawodników za sobą?

Mówi się, że lepiej się ściga, ale tak naprawdę lepiej jest być te parę sekund z przodu, zawsze jest to jakaś rezerwa i zapas. Natomiast zdecydowanie bardziej wolę - i to tak psychicznie - jeśli się jedzie za kimś, kogo gonisz. Przyjeżdżając, wynik masz na tablicy i od razu w tym momencie znasz czas konkurenta, natomiast jeśli jedziesz pierwszy, czekasz na mecie ta chwilę, a czy dobrze pojechałem, a czy źle, a czy mógł ze mną wygrać 5 sekund, czy 2. Jest parę minut takich niepotrzebnych nerwów, także lepiej jest jechać za kimś, ale niekoniecznie z nim przegrywać. Sam fakt, że się jedzie za nim jakoś tak działa psychicznie lepiej. Natomiast jeżeli już tam przeskoczysz go o parę sekund i startujesz na drugi dzień przed nim, no to jak mówię, w momencie zjechania z odcinka, czekasz na ten czas i jest niezbyt przyjemnie. Jeżeli wygrasz daną próbę to jest w porządku, ale jeśli przegrasz to już zaczynają się niepotrzebne nerwy, a no bo wydawało mi się, że jadę szybko a on jednak wygrał, pojechał szybciej.

Czy Rajd Polski może być rundą Rajdowych Mistrzostw Świata?

Wydaje mi się, że jeszcze chyba Polska nie jest na to przygotowana. Byłem na kilku imprezach do RSMŚ, oglądając oczywiście, i to zupełnie inaczej wygląda. Życzę organizatorom wszystkiego najlepszego, żeby się starali i być może kiedyś uda się coś takiego zorganizować, ale wydaje mi się, że organizatorów czeka jeszcze ciężka droga. Nie wiem, jaka jest opinia ludzi z zagranicy, którzy byli i oglądali ten rajd, ponieważ to oni generalnie decydują. Dla mnie wszystko było w porządku, nie miałem żadnych problemów ani z komisarzami na trasie, ani z kibicami, więc z mojego punktu widzenia - kierowcy startującego - było dobrze. Nie wiem jednak jak wyglądała sytuacja w oczach takiego delegata, który zwraca uwagę na dużo innych rzeczy, którym my niekoniecznie musimy się przyglądać.

Jak sądzisz, czy sytuacja w polskich rajdach poprawia się?

Myślę, że był taki sezon zaraz po tym jak posypały się koncerny tytoniowe. Po tym wielkim bum w Polsce, kiedy startowało kilka samochodów WRC, przyszła naprawdę ogromna posucha - wtedy było najgorzej. Także uważam, że gorzej już nie mogło być. Mam wrażenie, że to się odbiło w tym momencie. Można popatrzeć na czołówkę. Naprawdę jest kilka mocnych i bogatych zespołów. W tym sezonie przybyło kilka nowych samochodów, także mam wrażenie, że poszło to do przodu, zresztą nawet każdy przed Rajdem Elmot, mówił, że jest około 10 zawodników, których teoretycznie można było typować na zwycięzców, taka wielka niewiadoma. Każdy był ciekawy jak po tej zimie na pierwszym rajdzie pojedzie jeden, drugi, trzeci zawodnik, także wszyscy podkreślali, że przynajmniej kilku startujących ma teoretyczne szanse wygrać taki rajd. Wcześniej typowało się jednego, dwóch kierowców do zwycięstwa. Myślę, że poszło to w dobrym kierunku i oby, oby poszło w jeszcze lepszym i mam taką głęboką nadzieję, że przyszłe lata będą jeszcze bogatsze w Polsce.

Rozmawiali: Magda Geringer i Jacek Filipek

Etykiety: , ,

opublikował Jacek, 13:15 | link | 0 komentarzy |