Echo Miasta Kraków
czwartek, 20 październik 2005
Echo Miasta Kraków "Szybki jak echo". Wywiad z Piotrkiem Ziarko.Etykiety: echo miasta kraków, prasa, rajdy
Metro
wtorek, 11 październik 2005
Echo Miasta Kraków
czwartek, 6 październik 2005
Echo Miasta Kraków "Rajdowcy wracają do Krakowa". Rajd Wawelski.Etykiety: echo miasta kraków, prasa, rajdy
Echo Miasta Kraków
poniedziałek, 3 październik 2005
Echo Miasta Kraków "Mistrz Kuzaj". Rajd Wawelski.Etykiety: echo miasta kraków, prasa, rajdy
Szybki Japończyk z Węgier
sobota, 1 październik 2005
Suzuki Ignis to jedna z najbardziej konkurencyjnych rajdówek kategorii S1600. Budowa rajdowego Ignisa okazała się dla Suzuki strzałem w dziesiątkę. Japońscy inżynierowie, którzy nie mieli wcześniej większego doświadczenia w budowaniu samochodów rajdowych, wykazali się ogromnymi umiejętnościami i profesjonalizmem. Skonstruowali od podstaw auto, które bardzo szybko zaczęło wygrywać w mistrzostwach świata i osiągnęło prymat w swojej kategorii. Co ciekawe rajdowy Ignis powstał nie w Japonii, gdzie jest główna siedziba Suzuki, ale na terenie węgierskich zakładów tej firmy w mieście Esztegrom. Ojcem całego przedsięwzięcia był Nubohiro ?Monster? Tajima, obecnie szef fabrycznego zespołu Suzuki.
Pierwsza wersja Ignisa, opierająca się na trzydrzwiowym nadwoziu, została homologowana w kwietniu 2001 roku. Jako pierwsi nowym samochodem startowali kierowcy biorący udział w Rajdowych Mistrzostwach Azji i Pacyfiku. Tam przekonano się, jak Ignis radzi sobie w warunkach bojowych. W kolejnym roku Suzuki zdecydowało się wystawić swoje maszyny w mistrzostwach świata ? za ich kierownicami zasiedli zawodnicy walczący w cyklu Junior WRC. Najlepszy z nich ukończył sezon dopiero na ósmym miejscu.
Kierownictwo Suzuki nie zraziło się tymi wynikami i Ignis dalej był rozwijany. Na początku 2004 roku wprowadzono nową wersję auta, zbudowaną na bazie 5-drzwiowego nadwozia. Samochód z zewnątrz był strasznie brzydki, wyglądem przypominał jeżdżące pudełko od zapałek, ale dzięki licznym zmianom wprowadzonym w silniku i zawieszeniu stał się maszyną do wygrywania. W 2004 roku zawodnicy należący do zespołu Suzuki, startujący Ignisami S1600, ?rządzili? w rozgrywkach Junior WRC. Mistrzem został Per-Gunnar Andersson, a jego koledzy z ekipy zajęli trzecie i czwarte miejsce.
Rajdowe Suzuki znakomicie sprawdziło się również w Polse. Pierwszy start tego auta miał miejsce podczas Rajdu Elmot 2004, kiedy do Ignisa S1600 wsiadł Grzegorz Grzyb i bez problemów wygrał imprezę w swojej klasie. Okazało się, że japońska maszyna posiada niesamowite zawiesznie, które daje się odpowiednio wyregulować na polskie nierówne, bardzo specyficzne drogi.
Choć Ignis S1600 sprawdzał się doskonale i był jedną z najlepszych rajdówek w swojej kategorii, inżynierowie Suzuki rozpoczęli pracę nad nowym autem przeznaczonym do rajdów, tym razem opartym na modelu Swift. Wersja ?cywilna? tego auta zbierała bardzo pochlebne opinie, szczególnie, jeśli chodzi o właściwości jezdne. Po raz pierwszy nową rajdówkę zaprezentowana na paryskim salonie we wrześniu ubiegłego roku. Zespół czekało jeszcze wiele pracy związanej z testowaniem i dopracowywaniem tego modelu, a pierwszą imprezą, na starcie której można było zobaczyć Swifta S1600 był tegoroczny Rajd Finlandii.
Jakie innowacje Japończycy wprowadzili konstruując następcę Ignisa? Przede wszystkim unowocześniono zawieszenie i ?odchudzono? auto. W oczy najbardziej rzuca się jednak nowy wygląd. Dotychczasowe podłużne pudełko, zastąpiła dużo nowocześniejsza bryła trzydrzwiowego Swifta. Szerokość nadwozia wzrosła o 11 cm, co jest bardzo ważne dla właściwości jezdnych. Inżynierom Suzuki udało się także zmniejszyć masę pojazdu (Ignis miał ?nadwagę?) i jednocześnie obniżyć środek ciężkości. Ta ostatnia zmiana ma korzystnie wpłynąć na prowadzenie się samochodu po asfalcie, nawierzchni, na której poprzedni model był trochę mniej konkurencyjny. W tej chwili auto wraz z załogą oraz paliwem waży 1000 kg, a właśnie tyle wynosi określone w przepisach minimum.
Zawieszenie Swifta opiera się na kolumnach McPhersona (sprężyny i amortyzatory) i stabilizatorach. Przekonstruowano tylny ?zawias? zastępując sztywną oś niezależnym układem wahaczy. Jak w przypadku wszystkich profesjonalnych rajdówek konstruktorzy Swifta przygotowali dwie wersje zawieszenia ? na asfalt i na luźne nawierzchnie, To drugie jest dużo wyższe, posiada większy skok i jest progresywne ? jego charakterystyka może się zmieniać. Na rajdy asfaltowe do Swifta zakładane będą koła z oponami o średnicy 17 cali, a ogumienie na śnieg i szuter będzie miało średnicę 15 cali. W wersji szutrowej montowane będą również tarcze hamulcowe.
Silnik rajdowego Suzuki nie uległ większym zmianom. Cały czas jest to jednostka o pojemności 1597 cm3 i maksymalnej mocy 218 KM osiąganej przy prawie 9000 obrotów/minutę (seryjne silniki o podobnym litrażu zwykle mają niewiele ponad 100 ?koników). Napęd jest przenoszony na przednie koła przez wyczynowe jednotarczowe sprzęgło oraz za pośrednictwem 6-stopniowej sekwencyjnej skrzyni biegów z systemem cut-off. Pozwala on na zmianę przełożeń bez naciskania pedału sprzęgła.
Jak nowe auto ocenili kierowcy zespołu Suzuki? Per-Gunnar Andersson, mistrz świata w kategorii Junior WRC po jazdach testowych powiedział: Jestem ogromnie zadowolony z tego auta, w którym drzemie ogromny potencjał. Zawsze wierzyłem w naszych inżynierów, ale musze przyznać, że skala postępu, jaki uczyniliśmy, zaskoczyła mnie. Największe wrażenie zrobiło na mnie tylne zawieszenie. Dzięki wprowadzonym zmianom można szybciej pokonywać zakręty, a to bezpośrednio przekłada się na czasy uzyskiwane na odcinkach specjalnych. Jego kolega z ekipy, Guy Wilks cieszył się z doskonałej niezawodności, jaką Swift wykazał się w czasie długotrwałych testów.
Pierwszy raz do prawdziwej walki na odcinkach specjalnych nowe Suzuki stanęły podczas tegorocznego Rajdu Finlandii. Chwalonych przez siebie właściwości Swifta nie zdołał wykorzystać Per-Gunnar Andersson, który już na drugim odcinku specjalnym rozbił świeżo zbudowaną rajdówkę. Guy Wilks poradził sobie znacznie lepiej i mimo przygód na trasie doprowadził Swifta do mety na trzeciej pozycji w klasyfikacji Junior WRC.
Rajd rozpoczął się dla nas pechowo, a zakończył szczęśliwie ? podsumował start brytyjski kierowca - Gdyby nie przebita opona pierwszego dnia, mielibyśmy duże szanse na zwycięstwo. Jestem bardzo zadowolony z osiągów nowego Swifta. Wygrywaliśmy odcinki specjalne, nie wysilając się w szczególny sposób. Samochód niezwykle łatwo się prowadzi. Nie mogę się doczekać następnego rajdu, by przekonać się jak Swift będzie radził sobie na asfalcie ? mówił w Finlandii Wilks.
Ciekawość Brytyjczyka została zaspokojona po trzech tygodniach, kiedy to zakończył się Rajd Niemiec. Po szóstej rundzie cyklu Junior WRC Wilks, podobnie jak w Finlandii, rywalizację ukończył na trzecim miejscu, a do zwycięzcy zabrakło mu prawie czterech minut. Na końcowy wynik znowu wpłynęły problemy z oponami. Podczas drugiego etapu Brytyjczyk musiał zatrzymać się na odcinku specjalnym i zmieniać koło.
Mimo tych problemów widać, że nowemu Swiftowi brakuje jeszcze trochę do aut przygotowanych przez konkurencję. Jeśli zastanowić się o ile dłużej prowadzono rozwój Citroena C2 w porównaniu do naszego samochodu, wydaje mi się, że nasze wyniki są bardzo dobre ? powiedział po Rajdzie Niemiec Guy Wilks. Na pewno bardzo dobre wrażenie robi niezawodność samochodu. W dwóch pierwszych startach żaden ze Swiftów nie uległ awarii, a niezwykle często nowe modele aut rajdowych cierpią ?choroby wieku dziecięcego?. O tym jaki potencjał naprawdę tkwi w następcy Ignisa, przekonamy się podczas najbliższych rajdów.
Pierwsza wersja Ignisa, opierająca się na trzydrzwiowym nadwoziu, została homologowana w kwietniu 2001 roku. Jako pierwsi nowym samochodem startowali kierowcy biorący udział w Rajdowych Mistrzostwach Azji i Pacyfiku. Tam przekonano się, jak Ignis radzi sobie w warunkach bojowych. W kolejnym roku Suzuki zdecydowało się wystawić swoje maszyny w mistrzostwach świata ? za ich kierownicami zasiedli zawodnicy walczący w cyklu Junior WRC. Najlepszy z nich ukończył sezon dopiero na ósmym miejscu.
Kierownictwo Suzuki nie zraziło się tymi wynikami i Ignis dalej był rozwijany. Na początku 2004 roku wprowadzono nową wersję auta, zbudowaną na bazie 5-drzwiowego nadwozia. Samochód z zewnątrz był strasznie brzydki, wyglądem przypominał jeżdżące pudełko od zapałek, ale dzięki licznym zmianom wprowadzonym w silniku i zawieszeniu stał się maszyną do wygrywania. W 2004 roku zawodnicy należący do zespołu Suzuki, startujący Ignisami S1600, ?rządzili? w rozgrywkach Junior WRC. Mistrzem został Per-Gunnar Andersson, a jego koledzy z ekipy zajęli trzecie i czwarte miejsce.
Rajdowe Suzuki znakomicie sprawdziło się również w Polse. Pierwszy start tego auta miał miejsce podczas Rajdu Elmot 2004, kiedy do Ignisa S1600 wsiadł Grzegorz Grzyb i bez problemów wygrał imprezę w swojej klasie. Okazało się, że japońska maszyna posiada niesamowite zawiesznie, które daje się odpowiednio wyregulować na polskie nierówne, bardzo specyficzne drogi.
Choć Ignis S1600 sprawdzał się doskonale i był jedną z najlepszych rajdówek w swojej kategorii, inżynierowie Suzuki rozpoczęli pracę nad nowym autem przeznaczonym do rajdów, tym razem opartym na modelu Swift. Wersja ?cywilna? tego auta zbierała bardzo pochlebne opinie, szczególnie, jeśli chodzi o właściwości jezdne. Po raz pierwszy nową rajdówkę zaprezentowana na paryskim salonie we wrześniu ubiegłego roku. Zespół czekało jeszcze wiele pracy związanej z testowaniem i dopracowywaniem tego modelu, a pierwszą imprezą, na starcie której można było zobaczyć Swifta S1600 był tegoroczny Rajd Finlandii.
Jakie innowacje Japończycy wprowadzili konstruując następcę Ignisa? Przede wszystkim unowocześniono zawieszenie i ?odchudzono? auto. W oczy najbardziej rzuca się jednak nowy wygląd. Dotychczasowe podłużne pudełko, zastąpiła dużo nowocześniejsza bryła trzydrzwiowego Swifta. Szerokość nadwozia wzrosła o 11 cm, co jest bardzo ważne dla właściwości jezdnych. Inżynierom Suzuki udało się także zmniejszyć masę pojazdu (Ignis miał ?nadwagę?) i jednocześnie obniżyć środek ciężkości. Ta ostatnia zmiana ma korzystnie wpłynąć na prowadzenie się samochodu po asfalcie, nawierzchni, na której poprzedni model był trochę mniej konkurencyjny. W tej chwili auto wraz z załogą oraz paliwem waży 1000 kg, a właśnie tyle wynosi określone w przepisach minimum.
Zawieszenie Swifta opiera się na kolumnach McPhersona (sprężyny i amortyzatory) i stabilizatorach. Przekonstruowano tylny ?zawias? zastępując sztywną oś niezależnym układem wahaczy. Jak w przypadku wszystkich profesjonalnych rajdówek konstruktorzy Swifta przygotowali dwie wersje zawieszenia ? na asfalt i na luźne nawierzchnie, To drugie jest dużo wyższe, posiada większy skok i jest progresywne ? jego charakterystyka może się zmieniać. Na rajdy asfaltowe do Swifta zakładane będą koła z oponami o średnicy 17 cali, a ogumienie na śnieg i szuter będzie miało średnicę 15 cali. W wersji szutrowej montowane będą również tarcze hamulcowe.
Silnik rajdowego Suzuki nie uległ większym zmianom. Cały czas jest to jednostka o pojemności 1597 cm3 i maksymalnej mocy 218 KM osiąganej przy prawie 9000 obrotów/minutę (seryjne silniki o podobnym litrażu zwykle mają niewiele ponad 100 ?koników). Napęd jest przenoszony na przednie koła przez wyczynowe jednotarczowe sprzęgło oraz za pośrednictwem 6-stopniowej sekwencyjnej skrzyni biegów z systemem cut-off. Pozwala on na zmianę przełożeń bez naciskania pedału sprzęgła.
Jak nowe auto ocenili kierowcy zespołu Suzuki? Per-Gunnar Andersson, mistrz świata w kategorii Junior WRC po jazdach testowych powiedział: Jestem ogromnie zadowolony z tego auta, w którym drzemie ogromny potencjał. Zawsze wierzyłem w naszych inżynierów, ale musze przyznać, że skala postępu, jaki uczyniliśmy, zaskoczyła mnie. Największe wrażenie zrobiło na mnie tylne zawieszenie. Dzięki wprowadzonym zmianom można szybciej pokonywać zakręty, a to bezpośrednio przekłada się na czasy uzyskiwane na odcinkach specjalnych. Jego kolega z ekipy, Guy Wilks cieszył się z doskonałej niezawodności, jaką Swift wykazał się w czasie długotrwałych testów.
Pierwszy raz do prawdziwej walki na odcinkach specjalnych nowe Suzuki stanęły podczas tegorocznego Rajdu Finlandii. Chwalonych przez siebie właściwości Swifta nie zdołał wykorzystać Per-Gunnar Andersson, który już na drugim odcinku specjalnym rozbił świeżo zbudowaną rajdówkę. Guy Wilks poradził sobie znacznie lepiej i mimo przygód na trasie doprowadził Swifta do mety na trzeciej pozycji w klasyfikacji Junior WRC.
Rajd rozpoczął się dla nas pechowo, a zakończył szczęśliwie ? podsumował start brytyjski kierowca - Gdyby nie przebita opona pierwszego dnia, mielibyśmy duże szanse na zwycięstwo. Jestem bardzo zadowolony z osiągów nowego Swifta. Wygrywaliśmy odcinki specjalne, nie wysilając się w szczególny sposób. Samochód niezwykle łatwo się prowadzi. Nie mogę się doczekać następnego rajdu, by przekonać się jak Swift będzie radził sobie na asfalcie ? mówił w Finlandii Wilks.
Ciekawość Brytyjczyka została zaspokojona po trzech tygodniach, kiedy to zakończył się Rajd Niemiec. Po szóstej rundzie cyklu Junior WRC Wilks, podobnie jak w Finlandii, rywalizację ukończył na trzecim miejscu, a do zwycięzcy zabrakło mu prawie czterech minut. Na końcowy wynik znowu wpłynęły problemy z oponami. Podczas drugiego etapu Brytyjczyk musiał zatrzymać się na odcinku specjalnym i zmieniać koło.
Mimo tych problemów widać, że nowemu Swiftowi brakuje jeszcze trochę do aut przygotowanych przez konkurencję. Jeśli zastanowić się o ile dłużej prowadzono rozwój Citroena C2 w porównaniu do naszego samochodu, wydaje mi się, że nasze wyniki są bardzo dobre ? powiedział po Rajdzie Niemiec Guy Wilks. Na pewno bardzo dobre wrażenie robi niezawodność samochodu. W dwóch pierwszych startach żaden ze Swiftów nie uległ awarii, a niezwykle często nowe modele aut rajdowych cierpią ?choroby wieku dziecięcego?. O tym jaki potencjał naprawdę tkwi w następcy Ignisa, przekonamy się podczas najbliższych rajdów.
Etykiety: motoryzacja, rajdy, suzuki, swift
Wywiad z Michałem Kościuszką
Dlaczego rajdy?
Chęć rywalizacji, co się wiąże z adrenaliną. Robienie czegoś nieprzeciętnego. To jest sport bardzo trudny, wymagający dużej koncentracji, dużej uwagi, odwagi, przygotowań wiążących się ze startem. Bardzo lubię tą otoczkę wokół rajdów. Gdybym uprawiał jakiś inny sport pewnie wyglądałoby to podobnie. Rajdy fascynowały mnie od najmłodszych lat. W moim domu zawsze gdzieś te samochody się przewijały. Ojciec był kierowca rajdowym, potem wyścigowym, więc jest to już tradycją rodzinną. Jak byłem mały to rajdy nie do końca mnie interesowały. Tak jak dla wszystkich chłopaków piłka nożna czy koszykówka były numerem jeden. Później zacząłem się interesować rajdami i chciałem zacząć coś robić w tym kierunku. Ojciec nie chciał się zgodzić, gdy wymyśliłem sobie, że chciałbym jeździć w kartach. Nie chciał się zgodzić ponieważ wiedział z jakim ryzykiem to jest związane i jakie to jest niebezpieczne. Dopiero po dłuższym czasie udało mi się go przekonać i teraz angażuje się bardzo w to żebym mógł jeździć, pomaga mi, doradza. Myślę, że bez niego byłoby to niemożliwe, tak więc w tej chwili wspólnie działamy i to jest nasza wspólna pasja.
Jak zacząłeś przygodę ze sportami samochodowymi?
Stosunkowo późno jak na kierowcę wyścigowego ponieważ na początku rozpocząłem od startów w kartach w wieku 15 lat.. Były to najmocniejsze karty o pojemności 125 z długa sekwencyjną skrzynia. W pierwszym sezonie udało mi się wyjeździć tytuł Mistrza Polski, co było dużym zaskoczeniem dla mnie i wszystkich obserwatorów.
Rok później rozpoczęły się starty w rajdach ..
Tak, rok później zacząłem ubiegać się o licencję międzynarodową, ponieważ narodową dostałem za Mistrzostwo Polski w kartach. Rozpocząłem od startów Skodą Felicją Kit Car w Pucharze PZM. Startując tam, jako najmłodszy kierowca w historii wygrałem rajd w Pucharze PZM, miałem zaledwie 17 lat. To był Rajd Pokale. Z różnym szczęściem podróżowałem na pozostałych rajdach. Miałem różne przygody, byłem zupełnie niedoświadczony. Czymś nowym dla mnie była obecność pilota w samochodzie. W kartach czy podczas treningów, które robiłem sobie na torach czy na drogach, nie miałem z tym do czynienia. Także do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić, nauczyć się tego rzemiosła rajdowego i wypracować swój system opisu, co było dla mnie najtrudniejsze.
Za kierownicą Skody Felicji miałem różne kłopoty techniczne. W Barbórce Cieszyńskiej wystartowałem już w samochodzie Renault Megane zbudowanym przez nasz zespół. Chodziło o to, bym ukończył ten ostatni rajd. Gdybym tego nie zrobił musiałbym czekać jeszcze jeden sezon na zgromadzenie odpowiedniej ilości punktów i zrobienie licencji.
W roku 2003 zadebiutowałeś w Mistrzostwach Polski ..
Tak, rozpocząłem starty za kierownicą samochodu Opel Corsa Super 1600. Cieszę się, że tak mogłem rozpocząć swoją karierę, od tak dobrych samochodów. Angaż w zespole EFL Corsa Castrol Rally, był dla mnie dużym zaskoczeniem, dlatego że sponsor zdecydował się wyłożyć pieniądze na mnie, młodego zawodnika, który nikomu nie był znany. W tej chwili młodzi kierowcy dążą do tego, żeby jeździć właśnie samochodami S1600.
W 2004 roku zmieniłeś pilota ...
Ten sezon był przełomowym dla mnie ponieważ od początku roku wsiadł do mojej rajdówki Jarek Baran, doskonały znany pilot rajdowy, wicemistrz europy wraz ze świętej pamięci Januszem Kuligiem. Mój system opisu, był niedopracowanym elementem w moim rzemiośle rajdowym. Nauczyłem się od niego jak to powinno wyglądać. Dobry opis jest kluczem do osiągania dobrych rezultatów. W tym sezonie również startowałem samochodem Opel Corsa S1600, ścigałem się z samochodami już nowszymi generacyjnie o parę lat od mojego samochodu czyli z Peugotem czy z Fiatem. Tamte auta były nowsze i szybsze, ale udawało mi się jednak nawiązywać walkę. Był to dość udany sezon dla mnie. Również starty zagraniczne w rajdach Mille Miglia, Barum wniosły bardzo dużo w moją karierę. Cały czas staram się zdobywać doświadczenia i uczyć się. W momencie gdy robię to w konfrontacji z najlepszymi zawodnikami w Europie, rozwijam się znacznie szybciej i robię coraz lepsze rezultaty.
Zacząłeś od kartingu, a to bliżej do wyścigów niż do rajdów. Dlaczego jednak rajdy?
Od początku wiedziałem, że chcę być kierowcą rajdowym, ani przez chwilę nie zastanawiałem się nad karierą kierowcy wyścigowego. Musiałem od czegoś zacząć, miałem 15 lat nie miałem prawa jazdy, nie mogłem jeździć normalnym samochodem więc postanowiłem startować w kartach. Myślę, że jest to świetny początek dla wszystkich zawodników. Od najmłodszych lat rywalizować, obyć się z bezpośrednią konkurencją, zrozumieć że ten czas jest bardzo istotny, że należy go szukać w różnych miejscach, no i obyć się z prędkością. Starty w kartach bardzo mile wspominam, to był dla mnie bardzo udany sezon, startowałem w Mistrzostwach Polski, parę razy startowałem w Mistrzostwach Europy, zobaczyłem jak to wygląda na najwyższym poziomie.
Możesz opowiedzieć więcej o swoim obecnym samochodzie ?
Startuję Suzuki Ignis Super 1600. Moc samochodu to jest około 230-240 KM. Wszystkie samochody Super 1600 są w miarę podobne. Muszą ważyć tyle samo, muszą mieć takie same wymiary. Mocną stroną Ignisa jest bardzo nisko położony wbrew pozorom środek ciężkości. Wszystko w tym samochodzie jest zamontowane praktycznie na ziemi, przez co auto prowadzi się znakomicie i na szutrze i na asfalcie. Szczególnie w bardzo szybkich partiach, świetnie hamuje no i ma niezawodną skrzynię biegów. Jest to duży plus tego auta, że skrzynia jest naprawdę niezawodna. Jeszcze nigdy nie miałem z nią jakichkolwiek problemów.
Czy twój zespół myśli o zmianie samochodu ?
W tej chwili Swifty są dwa, lub trzy. Fabryczny zespół Suzuki nie wyprodukował tych aut więcej i nie są one dostępne dla prywatnych tunerów, którzy mogliby później wynajmować te samochody. Na razie zostajemy przy Ignisie. Do końca tego sezonu mamy podpisaną umowę z JM Engenering na wynajmowanie samochodu Suzuki Ignis i tym samochodem na pewno skończymy sezon. Jak będzie w przyszłym roku tego jeszcze nie wiem. Oczywiście bardzo chciałby wsiąść do tego auta. Na pewno jest nowsze, przez co musi być lepsze. Z tego co wiem nowy Swift w stosunku do Ignisa jest lżejszy. To jest bardzo istotne ponieważ Ignis ma małą nadwagę i tak naprawdę nie wiadomo z czego wynikającą. To auto jest około 100 kg. cięższe od pozostałych samochodów Super 1600, ale nie przeszkadza mu to wygrywać RMŚ, czy narodowych rajdów. Ignis jest znakomitym autem i na tą chwilę, nadal jest najlepszy w swojej klasie. Jestem zadowolony, że mogę nim startować.
Jak się przygotowujesz do rajdu?
To jest dość złożony proces bo samo spakowanie torby i wyjazd na zawody to nie jest moment, w którym ten rajd się rozpoczyna. Trenuje z trenerem, który jest odpowiedzialny za moje przygotowanie fizyczne: biegam, pływam. Mam sesje z psychologiem sportowym co jest bardzo ważne w tym sporcie. Współpracuje z specjalistami z AWF, np. z fizjologiem który pomaga mi dobrać odpowiednią dietę. Wszyscy ci ludzie pracują nad tym, bym mógł osiągać dobre rezultaty. Z tego co wiem niewielu kierowców w Polsce próbuje właśnie w ten sposób wygrywać. Myślę, że jest to niezbędne kompleksowe przygotowanie kierowcy rajdowego jako sportowca.
W jaki sposób doskonalisz swój rajdowy warsztat?
Tej zimy uczyłem się jeździć czteronapędowym samochodem, pod okiem fińskich asów kierownicy. Między innymi Mika Kalliomaa współpracującego z Tommi Makkinenem czy Kosti Katajamakim, tak więc byłem oddany w dobre ręce. Wiedziałem, że ten człowiek wie jak przekazać wiedzę, którą ma i wiele się od niego nauczyłem. Chciałbym tam pojechać również w przyszłym roku, ale niewykluczone są testy z którymś kierowcą z europejskiej czołówki jeszcze w tym sezonie lub na przełomie sezonów.
Masz bardzo doświadczonego pilota, Jarka Barana jak układa się wasza współpraca?
Myślę, że zaprzyjaźniliśmy się. Relacje między nami są bardzo dobre. Jarek jest starszy o 18 lat, ale ta różnica wieku nie jest tak bardzo odczuwalna. Złapaliśmy wspólny język, dużo czasu ze sobą przebywamy, ponieważ wyjeżdżamy w różne miejsca w Europie, więc mogliśmy się poznać lepiej. Jarek jest bardzo fajnym facetem, oprócz tego, że jest doskonałym pilotem rajdowym. Nie musze mówić jakim jest profesjonalistą w rajdówce, zawsze opanowany, spokojny, umie podkręcić tempo i umie wychwycić moment gdy zaczyna mnie ponosić młodzieńcza fantazja, potrafi to opanować i wspólnie nam się bardzo dobrze pracuje. Mam nadzieje, że ta współpraca będzie trwała bardzo długo.
Czy analizujecie rajdy, np. nagrania on-board?
Oczywiście, ja to robię zawsze. Patrzę na swoje błędy, próbuje je wychwycić, również szukam tego co było dobre, analizuje poszczególne on-boardy z czasami na oesach. To jest bardzo istotne, żeby patrzeć na swoją jazdę na chłodno i wychwytywać swoje błędy, starając się to poprawić na kolejnym rajdzie.
Od paru lat chciałbyś startować w JWRC. Plany zostały przełożone do roku 2006. Czy już coś więcej wiadomo?
Na tą chwile robię wszystko, żeby wystartować od pierwszej eliminacji JWRC. Oczywiście jest to uzależnione od sponsorów, od budżetu jaki uda nam się zamknąć na sezon 2006. Wszystkie działania podejmowane są właśnie po to abym mógł startować w JWRC w pełnej edycji tego cyklu. Oczywiście nie chciałbym zrezygnować ze startów w Mistrzostwach Polski. Wszystko rozbija się o sponsorów. Mam nadzieje, że będę mógł startować w RMŚ i w MP, to by było optymalne dla mojego rozwoju.
Kierowcą jesteś kilkanaście, dni w roku, jak wyglądają pozostałe?
Rzeczywiście rajdy zajmują tylko cześć mojego życia, i pozostaje całe mnóstwo czasu. Jestem na pierwszym roku studiów Zarządzania i Marketingu na Krakowskiej Szkole Wyższej. Jest to dla mnie duże wyzwanie by pogodzić studia ze sportem motorowym, ale na razie udaje mi się to. Mam indywidualny tok nauczania przez co nie musze chodzić na wykłady, ani na zaliczenia. Wystarczy, że jestem na egzaminach i przygotowuje się sam do egzaminów. Jest to bardzo ciężkie, gdyż muszę poświęcić dość sporo czasu na to, żeby przejrzeć cały materiał, którzy moi koledzy przerabiają przez cały rok. Ja mam na to np. tydzień lub dwa. W nielicznych wolnych chwilach staram się spotykać z dziewczyną...
Czy twoja dziewczyna boi się jak startujesz w rajdach?
Na pewno się boi, zawsze mi mówi, że się boi gdy wyjeżdżam. Ona jest zestresowana, ale wie, że ja to kocham, że to jest moja pasja. Godzi się z tym. Żałuje że mamy tak mało czasu dla siebie, ale wiem, że z całego serca mi kibicuje jak odnoszę sukcesy i wspiera mnie gdy ponoszę porażki.
Czy zostaje ci czas na jakieś inne Hobby?
Tak, bardzo lubię muzykę np. House czy UK Garage. W tym miesiącu mam zamiar zapisać się do szkoły DJ?ów. Bardzo mnie to pasjonuje, zawsze chciałem to zrobić, udało mi się już nawiązać kontakty w tym kierunku i myślę, że będę robił to w wolnych chwilach. Nareszcie będę mógł zacząć uczyć się grania na deklach djskich. Bardzo lubię też pływanie, narty, tenis, Uwielbiam jeździć motocyklem enduro np. wyjechać do lasu, żeby pojeździć po górach, rzekach, dolinach - odcinając się od wszystkiego
Chęć rywalizacji, co się wiąże z adrenaliną. Robienie czegoś nieprzeciętnego. To jest sport bardzo trudny, wymagający dużej koncentracji, dużej uwagi, odwagi, przygotowań wiążących się ze startem. Bardzo lubię tą otoczkę wokół rajdów. Gdybym uprawiał jakiś inny sport pewnie wyglądałoby to podobnie. Rajdy fascynowały mnie od najmłodszych lat. W moim domu zawsze gdzieś te samochody się przewijały. Ojciec był kierowca rajdowym, potem wyścigowym, więc jest to już tradycją rodzinną. Jak byłem mały to rajdy nie do końca mnie interesowały. Tak jak dla wszystkich chłopaków piłka nożna czy koszykówka były numerem jeden. Później zacząłem się interesować rajdami i chciałem zacząć coś robić w tym kierunku. Ojciec nie chciał się zgodzić, gdy wymyśliłem sobie, że chciałbym jeździć w kartach. Nie chciał się zgodzić ponieważ wiedział z jakim ryzykiem to jest związane i jakie to jest niebezpieczne. Dopiero po dłuższym czasie udało mi się go przekonać i teraz angażuje się bardzo w to żebym mógł jeździć, pomaga mi, doradza. Myślę, że bez niego byłoby to niemożliwe, tak więc w tej chwili wspólnie działamy i to jest nasza wspólna pasja.
Jak zacząłeś przygodę ze sportami samochodowymi?
Stosunkowo późno jak na kierowcę wyścigowego ponieważ na początku rozpocząłem od startów w kartach w wieku 15 lat.. Były to najmocniejsze karty o pojemności 125 z długa sekwencyjną skrzynia. W pierwszym sezonie udało mi się wyjeździć tytuł Mistrza Polski, co było dużym zaskoczeniem dla mnie i wszystkich obserwatorów.
Rok później rozpoczęły się starty w rajdach ..
Tak, rok później zacząłem ubiegać się o licencję międzynarodową, ponieważ narodową dostałem za Mistrzostwo Polski w kartach. Rozpocząłem od startów Skodą Felicją Kit Car w Pucharze PZM. Startując tam, jako najmłodszy kierowca w historii wygrałem rajd w Pucharze PZM, miałem zaledwie 17 lat. To był Rajd Pokale. Z różnym szczęściem podróżowałem na pozostałych rajdach. Miałem różne przygody, byłem zupełnie niedoświadczony. Czymś nowym dla mnie była obecność pilota w samochodzie. W kartach czy podczas treningów, które robiłem sobie na torach czy na drogach, nie miałem z tym do czynienia. Także do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić, nauczyć się tego rzemiosła rajdowego i wypracować swój system opisu, co było dla mnie najtrudniejsze.
Za kierownicą Skody Felicji miałem różne kłopoty techniczne. W Barbórce Cieszyńskiej wystartowałem już w samochodzie Renault Megane zbudowanym przez nasz zespół. Chodziło o to, bym ukończył ten ostatni rajd. Gdybym tego nie zrobił musiałbym czekać jeszcze jeden sezon na zgromadzenie odpowiedniej ilości punktów i zrobienie licencji.
W roku 2003 zadebiutowałeś w Mistrzostwach Polski ..
Tak, rozpocząłem starty za kierownicą samochodu Opel Corsa Super 1600. Cieszę się, że tak mogłem rozpocząć swoją karierę, od tak dobrych samochodów. Angaż w zespole EFL Corsa Castrol Rally, był dla mnie dużym zaskoczeniem, dlatego że sponsor zdecydował się wyłożyć pieniądze na mnie, młodego zawodnika, który nikomu nie był znany. W tej chwili młodzi kierowcy dążą do tego, żeby jeździć właśnie samochodami S1600.
W 2004 roku zmieniłeś pilota ...
Ten sezon był przełomowym dla mnie ponieważ od początku roku wsiadł do mojej rajdówki Jarek Baran, doskonały znany pilot rajdowy, wicemistrz europy wraz ze świętej pamięci Januszem Kuligiem. Mój system opisu, był niedopracowanym elementem w moim rzemiośle rajdowym. Nauczyłem się od niego jak to powinno wyglądać. Dobry opis jest kluczem do osiągania dobrych rezultatów. W tym sezonie również startowałem samochodem Opel Corsa S1600, ścigałem się z samochodami już nowszymi generacyjnie o parę lat od mojego samochodu czyli z Peugotem czy z Fiatem. Tamte auta były nowsze i szybsze, ale udawało mi się jednak nawiązywać walkę. Był to dość udany sezon dla mnie. Również starty zagraniczne w rajdach Mille Miglia, Barum wniosły bardzo dużo w moją karierę. Cały czas staram się zdobywać doświadczenia i uczyć się. W momencie gdy robię to w konfrontacji z najlepszymi zawodnikami w Europie, rozwijam się znacznie szybciej i robię coraz lepsze rezultaty.
Zacząłeś od kartingu, a to bliżej do wyścigów niż do rajdów. Dlaczego jednak rajdy?
Od początku wiedziałem, że chcę być kierowcą rajdowym, ani przez chwilę nie zastanawiałem się nad karierą kierowcy wyścigowego. Musiałem od czegoś zacząć, miałem 15 lat nie miałem prawa jazdy, nie mogłem jeździć normalnym samochodem więc postanowiłem startować w kartach. Myślę, że jest to świetny początek dla wszystkich zawodników. Od najmłodszych lat rywalizować, obyć się z bezpośrednią konkurencją, zrozumieć że ten czas jest bardzo istotny, że należy go szukać w różnych miejscach, no i obyć się z prędkością. Starty w kartach bardzo mile wspominam, to był dla mnie bardzo udany sezon, startowałem w Mistrzostwach Polski, parę razy startowałem w Mistrzostwach Europy, zobaczyłem jak to wygląda na najwyższym poziomie.
Możesz opowiedzieć więcej o swoim obecnym samochodzie ?
Startuję Suzuki Ignis Super 1600. Moc samochodu to jest około 230-240 KM. Wszystkie samochody Super 1600 są w miarę podobne. Muszą ważyć tyle samo, muszą mieć takie same wymiary. Mocną stroną Ignisa jest bardzo nisko położony wbrew pozorom środek ciężkości. Wszystko w tym samochodzie jest zamontowane praktycznie na ziemi, przez co auto prowadzi się znakomicie i na szutrze i na asfalcie. Szczególnie w bardzo szybkich partiach, świetnie hamuje no i ma niezawodną skrzynię biegów. Jest to duży plus tego auta, że skrzynia jest naprawdę niezawodna. Jeszcze nigdy nie miałem z nią jakichkolwiek problemów.
Czy twój zespół myśli o zmianie samochodu ?
W tej chwili Swifty są dwa, lub trzy. Fabryczny zespół Suzuki nie wyprodukował tych aut więcej i nie są one dostępne dla prywatnych tunerów, którzy mogliby później wynajmować te samochody. Na razie zostajemy przy Ignisie. Do końca tego sezonu mamy podpisaną umowę z JM Engenering na wynajmowanie samochodu Suzuki Ignis i tym samochodem na pewno skończymy sezon. Jak będzie w przyszłym roku tego jeszcze nie wiem. Oczywiście bardzo chciałby wsiąść do tego auta. Na pewno jest nowsze, przez co musi być lepsze. Z tego co wiem nowy Swift w stosunku do Ignisa jest lżejszy. To jest bardzo istotne ponieważ Ignis ma małą nadwagę i tak naprawdę nie wiadomo z czego wynikającą. To auto jest około 100 kg. cięższe od pozostałych samochodów Super 1600, ale nie przeszkadza mu to wygrywać RMŚ, czy narodowych rajdów. Ignis jest znakomitym autem i na tą chwilę, nadal jest najlepszy w swojej klasie. Jestem zadowolony, że mogę nim startować.
Jak się przygotowujesz do rajdu?
To jest dość złożony proces bo samo spakowanie torby i wyjazd na zawody to nie jest moment, w którym ten rajd się rozpoczyna. Trenuje z trenerem, który jest odpowiedzialny za moje przygotowanie fizyczne: biegam, pływam. Mam sesje z psychologiem sportowym co jest bardzo ważne w tym sporcie. Współpracuje z specjalistami z AWF, np. z fizjologiem który pomaga mi dobrać odpowiednią dietę. Wszyscy ci ludzie pracują nad tym, bym mógł osiągać dobre rezultaty. Z tego co wiem niewielu kierowców w Polsce próbuje właśnie w ten sposób wygrywać. Myślę, że jest to niezbędne kompleksowe przygotowanie kierowcy rajdowego jako sportowca.
W jaki sposób doskonalisz swój rajdowy warsztat?
Tej zimy uczyłem się jeździć czteronapędowym samochodem, pod okiem fińskich asów kierownicy. Między innymi Mika Kalliomaa współpracującego z Tommi Makkinenem czy Kosti Katajamakim, tak więc byłem oddany w dobre ręce. Wiedziałem, że ten człowiek wie jak przekazać wiedzę, którą ma i wiele się od niego nauczyłem. Chciałbym tam pojechać również w przyszłym roku, ale niewykluczone są testy z którymś kierowcą z europejskiej czołówki jeszcze w tym sezonie lub na przełomie sezonów.
Masz bardzo doświadczonego pilota, Jarka Barana jak układa się wasza współpraca?
Myślę, że zaprzyjaźniliśmy się. Relacje między nami są bardzo dobre. Jarek jest starszy o 18 lat, ale ta różnica wieku nie jest tak bardzo odczuwalna. Złapaliśmy wspólny język, dużo czasu ze sobą przebywamy, ponieważ wyjeżdżamy w różne miejsca w Europie, więc mogliśmy się poznać lepiej. Jarek jest bardzo fajnym facetem, oprócz tego, że jest doskonałym pilotem rajdowym. Nie musze mówić jakim jest profesjonalistą w rajdówce, zawsze opanowany, spokojny, umie podkręcić tempo i umie wychwycić moment gdy zaczyna mnie ponosić młodzieńcza fantazja, potrafi to opanować i wspólnie nam się bardzo dobrze pracuje. Mam nadzieje, że ta współpraca będzie trwała bardzo długo.
Czy analizujecie rajdy, np. nagrania on-board?
Oczywiście, ja to robię zawsze. Patrzę na swoje błędy, próbuje je wychwycić, również szukam tego co było dobre, analizuje poszczególne on-boardy z czasami na oesach. To jest bardzo istotne, żeby patrzeć na swoją jazdę na chłodno i wychwytywać swoje błędy, starając się to poprawić na kolejnym rajdzie.
Od paru lat chciałbyś startować w JWRC. Plany zostały przełożone do roku 2006. Czy już coś więcej wiadomo?
Na tą chwile robię wszystko, żeby wystartować od pierwszej eliminacji JWRC. Oczywiście jest to uzależnione od sponsorów, od budżetu jaki uda nam się zamknąć na sezon 2006. Wszystkie działania podejmowane są właśnie po to abym mógł startować w JWRC w pełnej edycji tego cyklu. Oczywiście nie chciałbym zrezygnować ze startów w Mistrzostwach Polski. Wszystko rozbija się o sponsorów. Mam nadzieje, że będę mógł startować w RMŚ i w MP, to by było optymalne dla mojego rozwoju.
Kierowcą jesteś kilkanaście, dni w roku, jak wyglądają pozostałe?
Rzeczywiście rajdy zajmują tylko cześć mojego życia, i pozostaje całe mnóstwo czasu. Jestem na pierwszym roku studiów Zarządzania i Marketingu na Krakowskiej Szkole Wyższej. Jest to dla mnie duże wyzwanie by pogodzić studia ze sportem motorowym, ale na razie udaje mi się to. Mam indywidualny tok nauczania przez co nie musze chodzić na wykłady, ani na zaliczenia. Wystarczy, że jestem na egzaminach i przygotowuje się sam do egzaminów. Jest to bardzo ciężkie, gdyż muszę poświęcić dość sporo czasu na to, żeby przejrzeć cały materiał, którzy moi koledzy przerabiają przez cały rok. Ja mam na to np. tydzień lub dwa. W nielicznych wolnych chwilach staram się spotykać z dziewczyną...
Czy twoja dziewczyna boi się jak startujesz w rajdach?
Na pewno się boi, zawsze mi mówi, że się boi gdy wyjeżdżam. Ona jest zestresowana, ale wie, że ja to kocham, że to jest moja pasja. Godzi się z tym. Żałuje że mamy tak mało czasu dla siebie, ale wiem, że z całego serca mi kibicuje jak odnoszę sukcesy i wspiera mnie gdy ponoszę porażki.
Czy zostaje ci czas na jakieś inne Hobby?
Tak, bardzo lubię muzykę np. House czy UK Garage. W tym miesiącu mam zamiar zapisać się do szkoły DJ?ów. Bardzo mnie to pasjonuje, zawsze chciałem to zrobić, udało mi się już nawiązać kontakty w tym kierunku i myślę, że będę robił to w wolnych chwilach. Nareszcie będę mógł zacząć uczyć się grania na deklach djskich. Bardzo lubię też pływanie, narty, tenis, Uwielbiam jeździć motocyklem enduro np. wyjechać do lasu, żeby pojeździć po górach, rzekach, dolinach - odcinając się od wszystkiego
Etykiety: michał kościuszko, rajdy, wywiady
