Klub Panorama
czwartek, 29 marzec 2007
To miejsce spełnia trzy funkcje, restauracji, kawiarni i klubu z muzyką taneczną Klub panorama jest dla klientów raczej niewybrednych. Inaczej mówiąc dostaniesz to co ci podadzą, koniec i kropka. Na jakieś specjalne traktowanie nie licz. Ma w sobie jedną niewątpliwą zaletę. Posiada duży taras z punktem widokowym na zakole Wisły. Panorama z tarasu rozciąga się bardzo daleko, a w przejrzyste dni nawet jeszcze dalej. Po prostu zapiera dech w piersiach. Polecam szczególnie późnym wieczorem, gdy Wawel i całe jego otoczenie jest podświetlone.Niby nowoczesne, odświeżone wnętrze nawiązuję do typowych restauracji z lat 80-tych, w piątkowe i sobotnie noce zmienia się w kipiącą rytmem i roztańczoną dyskotekę. Zanim nadejdzie noc można usiąść i zjeść coś w restauracji bądź napić się czegoś ciepłego lub zimnego w kawiarni. Podawana jest tu włoska kawa Mokarabia, smakowo nie najlepsza. Dlatego proponuje inne napoje. Aby się dostać do klubu, najpierw należy wjechać windą. Innego sposobu nie ma, a to jest zła wiadomość dla chorych na klaustrofobię.


Klub Panorama
Kraków, ul. Zwierzyniecka 50,
DH "JUBILAT", ostatnie piętro.
tel. (12) 422 28 14
www: www.panoramaklub.pl
Etykiety: dyskoteki, kawiarnie, klub panorama, kluby, Kraków, restauracje
Jedna z nielicznych-GALERIA SZTUKI NAIWNEJ
Praca i satysfakcja nie często idą w parze. Kolejnym przykładem, że jednak mogą, a wyroki losu są niezbadane, jest inicjatywa i pomysł na własny interes, który oprócz korzyści materialnych przynosi te duchowe oraz ogromną radość jego posiadaczowi. Przy okazji, co ważne, umożliwiając kontakt, w tym przypadku ze sztuką, wszystkim chętnym, otwartym i jej ciekawym.
Sama sztuka
O Sztuce Naiwnej nie każdy słyszał, brzmi jakby znajomo, z kolei z potocznie rozumianą naiwnością nie ma wiele wspólnego. ? Sztuce naiwnej bliższy jest świat dziecięcej wyobraźni, widoczna w niej jest izolacja psychiczna, zresztą niewiele mająca wspólnego z psychopatologią? ? tak o tym rodzaju wyrażania siebie pisze autorytet i znawca tematu Aleksander Jackowski.
Sztuka Naiwna to sztuka nieprofesjonalna, w której kryje się twórczość artystów ludowych, niepełnosprawnych intelektualnie, ale też osób bez wykształcenia artystycznego. Tworzą oni z potrzeby serca, nie dla pieniędzy. Ich najczęściej trzeba odkryć, pomóc ?rozwinąć im skrzydła?.
Tylko, że nawet najzbożniejszy cel, nieprzeciętny towar czy wręcz bezcenne produkty i ranga przedsięwzięcia nie zastąpią dobrej lokalizacji. Leszek Macak wie o tym najlepiej. Jego jedyna, w Polsce galeria Sztuki Naiwnej, choć miała zostać zamknięta na początku września, dalej trwa i będzie funkcjonować oby jak najdłużej, bo takie miejsca nie często się spotyka. A szkoda? Niewielkie pomieszczenie, kilka półek i regałów eksponuje okazy, które udało się właścicielowi zgromadzić przez lata. To prawdziwe oryginały, ponieważ są one niepowtarzalne, jednorazowe i nieprawdopodobne jest by dwa dzieła tego samego autora mogły być identyczne.
Mecenas geniuszy
Sama idea zrodziła się z pasji. Zaczęło się prozaicznie, trzydzieści pięć lat temu, podczas budowy domu w Bukowinie i na potrzeby jego urządzania Pan Leszek czerpał z porad miejscowych. Usłyszał o świątkach ? malowanych na szkle obrazkach, pozawieszał i poukładał je w całym domu. Wtedy to rozpoczęły się jego poszukiwania, które niezmiennie i z równym, co na początku zacięciem trwają po dziś dzień. Przy okazji zrodziło się wiele przyjaźni i ogromna namiętność do takiej właśnie sztuki ? surowej i chropowatej, tworzonej przez więźniów, bezdomnych czy umysłowo upośledzonych. W poszukiwaniach outsiderów przemierzył całą Polskę, nierzadko z narażeniem zdrowia zdobywał dzieła, na których bardzo mu zależało, porwała go ta sztuka i sposób widzenia świata jej twórców. Dlatego 5 lat temu, kiedy zaproponowano mu utworzenie galerii na krakowskim Kazimierzu nie wahał się długo. W końcu jego kolekcja mogła ujrzeć światło dzienne, mógł podzielić się nią z innymi. Za każdą rzeźbą i pracą z jego zbiorów, kryje się człowiek i jego historia, często taki, który nie zdaje sobie sprawy tego, co stworzył.
Dla kogo?
Do galerii d?Art. Naif przychodzą też i tacy odwiedzający jak zupełnie przypadkowi przechodnie, turyści, ale zdarzają się zaglądać znawcy sztuki i kolekcjonerzy z całego świata. Pan Leszek wysyła swoje eksponaty do galerii na całym świecie, zgłasza prace swoich przyjaciół do wszelakich konkursów, sam był propagatorem kilku wystaw w Krakowie i cały czas szykuje dla zainteresowanych albo tych, którzy dopiero odkryją w sobie zamiłowanie do Art Brut ( inna nazwa Sztuki Naiwnej) coś nowego. Obecnie, wynajmując lokal, w co prawda chodliwym miejscu, czasem ginie się w ciągu ulicznym, przeróżnych atrakcji. Ale Pan Leszek ma w planie kilka pomysłów marketingowych, mających nieco zaznaczyć i rozreklamować istnienie galerii, zaskoczy nas także odświeżonym wejściem frontowym, czym jeszcze?
Nie zwlekając dłużej należy po prostu zajrzeć na Józefa 11.
Etykiety: galerie, Kraków, sztuka, sztuka naiwna
(; Testosteron okiem męskim
środa, 28 marzec 2007
Kobiety nie rozumieją mężczyzn. Nie jest to żadną tajemnicą. Ja z kolei nie będę robił tajemnicy z tego, że nie do końca rozumiem film Testosteron. Oglądając go zgubiło mi się jego przesłanie. Nie wiem czy jest to film ukazujący grupę mężczyzn skrzywdzonych bądź krzywdzonych przez kobiety czy też ma na celu ośmieszenie męskiej płci. Tytułowy bohater zostaje porzucony przed ołtarzem przez swoją wybrankę. Czy zdarzyło się wam oglądać podobną scenę wykonaną przez faceta? Mnie nigdy! W żadnym filmie. Niestety kobiety, takie jesteście. Dla ścisłości, to tylko niektóre z was, na szczęście dla nas mężczyzn. Po pierwszych minutach filmu przypomniało mi się, że sztukę tę napisaną przez Andrzeja Saramowicza czytaliśmy na zajęciach z Kulturowego i Społecznego oddziaływania mediów. Andrzej Saramowicz jest również reżyserem tej lekkiej komedii o męskim spojrzeniu na płeć piękną. W ulotce, która streszczała film można było przeczytać:
W podmiejskim ośrodku weselnym trwają właśnie ostatnie przygotowania do wesela. Kelner Tytus - nieco rozdrażniony, bo przed momentem okazało się, że wkrótce zostanie ojcem - rozkłada na stołach sztućce. Niespodziewanie na dziedziniec wjeżdża z piskiem opon srebrny rolls-royce. Trzej postawni mężczyźni wyciągają z niego pobitego chłopaka i barykadują się w jednej z sal. Gangsterzy? Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy niebawem pojawiają się w ośrodku pan młody z obandażowaną głową oraz jego brat Janis. Tytus już wie, że będzie to wesele inne niż zwykle. Nie wie jednak, że najbliższe kilkanaście godzin na zawsze odmieni jego życie.
Faktycznie, nieco a nawet nieco bardziej odmieniło, i to na zawsze. Wasze życie też odmieni. Fabuła, którą inteligentny widz bez kłopotu może odgadnąć, zawiera w sobie częste zaskakujące zmiany akcji, których nie sposób przewidzieć. Montaż filmu jest bardzo dobry. Zobaczymy sceny w zwolnionym tempie, czy wstawki z wspomnień bohaterów wyjaśniające ich dyskusję, i niebanalne animacje jak walący się mur, bądź powrót samochodem z Płońska do ukochanej czy też wybuch bomby atomowej. Wszystko to zostało przeplecione niebanalnymi komentarzami siedmiu bohaterów filmu. Wyartykułowane przez nich zdania będzie powtarzać cała Polska. Szkoda, że znów będą to przekleństwa. Może wcześniejszą tezę o odmianie życia, między bajki włożę?
Siedmiu bohaterów: Janis (Kosiński), Kornel (Adamczyk), Stavros (Stelmaszyk), Tytus (Szyc), Tretyn (Stuhr), Fistak (Karolak) i Robal (Kot) dyskutują nad swoim miejscem w życiu kobiet. Pikanterii dodaje fakt, że dwóch z nich specjalizuje się w biologii. Właśnie tą nauką próbują wyjaśnić zachowanie się kobiet, których mężczyźni nie rozumieją od wieków. Bo jak biologicznie można wytłumaczyć ucieczkę sprzed ołtarza panny młodej w dniu ślubu? Ano właśnie nie można, więc przestawmy się na męski punkt widzenia i pomyślmy zdroworozsądkowo. Żeby nawiać sprzed ołtarza nam potrzebna by była do tego motywacja. Motywacja w postaci korzyści marketingowych bądź finansowych. I takich właśnie samczych zachowań u coraz większej ilości kobiet można cię coraz częściej dopatrywać w naszym życiu codziennym. Kobiety mówią, że to równouprawnienie, a ja mówię im, że powinny urodzić się w odmiennej płci. Żeby świat zachował równowagę kobiety, powinny być kobietami. Jeśli ten trend się nie zmieni, scenki z filmu testosteron będziemy znać z autopsji.
Testosteron:
Rok i kraj produkcji: 2006 / Polska
Czas trwania: 119 minut
Reżyseria: Andrzej Saramonowicz, Tomasz Konecki; Scenariusz: Andrzej Saramonowicz; Zdjęcia: Tomasz Madejski; Muzyka: Misza Hairulin
Obsada: Piotr Adamczyk - Kornel, Borys Szyc - Tytus, Maciej Stuhr - Tretyn, Krzysztof, Stelmaszyk - Stavros, Cezary Kosiński - Janis, Tomasz Karolak - Fistach, Tomasz Kot - Robal
Zobacz też:
Testosteron widziany kobiecym okiem ;)
Etykiety: film, recenzje, testosteron
Testosteron widziany kobiecym okiem;)
wtorek, 27 marzec 2007
W przyrodzie nic nie ginie? Takim oto sloganem można by opatrzyć film Saramonowicza Testosteron.
Siedmiu mężczyzn, z których kipi złość i agresja do płci pięknej. Bo przecież wszystkiemu winne są kobiety. Nawet, jeśli do tej pory niektórzy przedstawiciele męskiego rodu nie podzielali tego poglądu, to pewnie zmienią zdanie. Przypisywanie kobiecie zachowań samczych, to w dobie walki o równouprawnienie całkiem słuszne i na miejscu.
Bowiem i my mamy swoje potrzeby i oczekiwania, a co najważniejsze w końcu mówimy o nich głośno. Ale doszukiwanie się w tym zawsze jakichkolwiek korzyści to już lekkie nadużycie. Niewyszukane określenia kobiet, nagromadzenie wulgaryzmów i przekleństw tylko ośmiesza męską część populacji. Panowie z wielkiego ekranu zdają się być przesadnie złośliwi.
Słynna i dowiedziona jest solidarność męska, ale cenna ta mądra i przemyślana. A nie owa w niesłusznej sprawie. Zarówno świat mężczyzn jak i kobiet to zbiór poszczególnych jednostek, gdzie każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Zabawne jest, że zatwardziali niemal ?macho? w rzeczywistości okazują się być pełnymi kompleksów, wątpliwości, a być może nawet wrażliwości i czułości, samcami. Oprócz aktu prokreacji dają sobie przyzwolenie na czerpanie przyjemności z obcowania z druga osobą, czego z kolei odmawiają kobietom. I nie chodzi tu tylko o zdrady, te pomijam, bo jeśli do nich lub ich samemu się dopuścić to sygnał, że zbliża się rychły, nieubłagany koniec związku. Wtedy haniebny czyn może tylko pomoc i uświadomić nam, że w naszym życiu, relacji z partnerem/ką coś jest nie tak?
I tak podobnie jak popularny wstęp stał się początkiem tych rozważań tak puenta też będzie powszechnie znana: nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe.
Etykiety: film, recenzje, testosteron
Mountainboard
Etykiety: Kraków, mountaiboard, video
Hipokryzja rzecznika prezydenta miasta Krakowa
poniedziałek, 26 marzec 2007
Wg. rzecznika prezydenta miasta Pana Helbina redaktor Kwaśniewski:
- podaje nieprawdziwe powody stojące u podstaw decyzji Prezydenta Krakowa
Kwaśniewski pisał:
Jeżeli jednak ktoś uznał, że karą za niepoprawne teksty jest niewpuszczanie dziennikarza, na salę obrad rady miasta, to znaczy, że ktoś nie rozumie nie tyle prawa co podstawowych zasad demokracji.
Helbin odpisał, że:
Podstawowym i jedynym powodem decyzji w sprawie dziennikarzy "Faktu" była troska o prawidłowy i niezakłócony przebieg sesji Rady Miasta Krakowa. Prezydent Krakowa podjął ją wspólnie z Przewodniczącym Rady ? po licznych sygnałach radnych i innych osób uczestniczących w pracach krakowskiego samorządu, skarżących się na niestosowne, a często wręcz prowokacyjne zachowania dziennikarzy tej gazety.
Gdyby takowe prowokacyjne i niestosowne zachowania naprawdę miały miejsce, myślę że już dawno przeczytalibyśmy o nich w konkurencyjnych gazetach. Rzecznik prasowy Prezydenta na pewno by je ujawnił, by wzmocnić swój przekaz w postaci sprostowania prasowego.
Wg. Helbina, redaktor Kwaśniewski:
Myli się także pisząc, że prezydent ogranicza dostęp dziennikarzom "Faktu" do prac krakowskiego samorządu. Mogą oni swobodnie śledzić sesje Rady Miasta Krakowa z balkonu dla gości.
Niezrozumiałe dla mnie w tym sprostowaniu jest to stwierdzenie.. Czy nie jest ograniczeniem zakaz wstępu dziennikarzy na sale obrad tak jak innym dziennikarzom? Wszak jak sama nazwa wskazuje galeria dla gości z której obrady krakowskiego samorządu mogą śledzić dziennikarze "Faktu", jest przeznaczona dla publiczności, a miejsce dla dziennikarzy jest miejscem osobnym.
Poza tym Pan Helbin o "Fakcie" pisze że jest w nim:
Brak rzetelnej informacji o istotnych dla mieszkańców sprawach i problemach omawianych podczas sesji.
Ciężko mi się odnieść do tego fragmentu. Nie czytam "Faktu". Stwierdzenie to wygląda na tzw. dołożenie dziennikarzom "Faktu" i zdyskredytowanie ich pracy w oczach opinii publicznej.
Ciekaw jestem dlaczego Pan Helbin odniósł się tylko do komentarza Redaktora Macieja Kwaśniewskiego, a nie do artykułu, który nad nim widniał, i wyjaśniał wszystkie kwestie co do których miał zastrzeżenia Pan Helbin.
Fragment artykułu z Gazety Krakowskiej (15 marzec 2007)
Krakowscy dziennikarze gazety "Fakt" mogą śledzić sesję rady miasta tylko z galerii dla publiczności. Prezydent Jacek Majchrowski jedynie reporterom tej redakcji zabronił wstępu na salę obrad, argumentując, że przeszkadzają w pracy radnym. Tymczasem radni, niezależnie od opcji politycznej, zapewniają, że "Fakt" wcale im nie przeszkadza. (...) Rzecznik prezydenta Marcin Helbin twiedzi jednak, że radni zachowują się w sposób dwulicowy, ponieważ najpierw narzekają, że dziennikarze "Faktu" przeszkadzają im w pracy, a potem stają w obronie tej redakcji. Pytany przez "GK" o nazwiska dwulicowych radnych, odparł, że ich nie poda, bo nie jest pewien, czy radny chcieliby je ujawnić. Wczoraj dziennikarzom "Faktu" także nie udało się dotrzeć na salę obrad. Przed każdym z trzech wejść dostępu broniło po trzech strażników miejskich.
Komentarz Redaktora Macieja Kwaśniewskiego:
W każdej chwili któryś z naszych tekstów może się nie spodobać urzędnikom. Dziś dotyczy to "Faktu", jutro "Gazety Wyborczej", "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej". Pojutrze władzy nie spodoba się obywatel, który krzywo spojrzał. Nie ma tu wyjątków. Jeżeli jednak ktoś uznał, że karą za niepoprawne teksty jest niewpuszczanie dziennikarza na salę obrad rady miasta, to znaczy że ktoś nie rozumie nie tyle prawa, co podstawowych zasad demokracji. W Polsce mieliśmy do tej pory do czynienia z kilkoma podobnymi incydentami, ale wszystkie dotyczyły głębokiej prowincji, gdzie władza zżarta była korupcją. Mam nadzieję, że krakowski przykład okaże się incydentem, który łącznie z nazwiskiem pomysłodawcy trafi do podręczników dziennikarstwa, komentarzy do prawa prasowego, ustawy o dostępie do informacji publicznej i samorządzie terytorialnym. Posłuży jako przykład źle zrozumianych zasad demokracji. I to w Krakowie!!! Na koniec sentencja do wycięcia i powieszenia nad biurkiem. Polityk narzekający na media jest jak żeglarz narzekający na fale.
Sprostowanie Marcina Helbina, rzecznika prasowego prezydenta Miasta Krakowa (Gazeta Krakowska 22 marzec 2007):
Gazeta Krakowska z 15 marca br. Publikuje komentarz redaktora Macieja Kwaśniewskiego "Wszyscy jesteśmy z Faktu". Autor bierze w nim w obronę dziennikarzy "Faktu", "ukaranych" przez Prezydenta Krakowa odmową kart wejścia do sali obrad Rady Miasta Krakowa, jakoby za 'niewygodne teksty' pod swoim adresem. W swoim komentarzy redaktor Kwaśniewski, nie ustrzegł się nieścisłości. Co więcej podaje nieprawdziwe powody, stojące u podstaw decyzji Prezydenta Krakowa. Myli się pan Redaktor pisząc, że decyzja Prezydenta to reakcja na "niewygodne teksty", które "nie podobają się urzędnikom". Nikt nie przeszkadza dziennikarzom tej gazety w publikowaniu materiałów prasowych, które uznają za stosowne i nie ingerują w ich treść. Takie prawo daje im ustawa Prawo Prasowe. Podobnie jak władzom Krakowa, ta sama ustawa, daje prawo do reakcji na nieścisłe czy nieprawdziwe treści zawarte w tych materiałach. Z prawa korzystamy, śląc do redakcji "Faktu" sprostowania za każdym razem kiedy w materiałach prasowych tej gazety podawane są nieprawdziwe informacje o samorządzie Krakowa. Podstawowym i jedynym powodem decyzji w sprawie dziennikarzy "Faktu" była troska o prawidłowy przebieg sesji Rady Miasta Krakowa. Prezydent Krakowa podjął ją wspólnie z Przewodniczącym Rady ? po licznych sygnałach radnych i innych osób uczestniczących w pracach krakowskiego samorządu, skarżących się na niestosowne, a często wręcz prowokacyjne zachowania dziennikarzy tej gazety. Redaktor Kwaśniewski myli się także pisząc, że prezydent ogranicza dostęp dziennikarzom "Faktu" do prac krakowskiego samorządu. Mogą oni swobodnie śledzić sesje Rady Miasta Krakowa z balkonu dla gości. Trudno stwierdzić, czy z tej możliwości korzystają, bo w gazecie brak jest rzetelnej informacji o istotnych dla mieszkańców sprawach i problemach omawianych podczas sesji. Jedną z zasad demokracji jest nieskrępowany dostęp do informacji publicznej. Prezydent tej normy nie łamie. Jednak podstawowym fundamentem ładu demokratycznego jest przestrzeganie ogólnie przyjętych zasad i porządku, a te były wielokrotnie przez dziennikarzy "Faktu" łamane.
Seat Altea XL
Altea jest najlepiej sprzedającym się modelem Seata. Stworzona została z myślą o rodzinach, które często podróżują i potrzebują przestronnego wnętrza, aby móc pomieścić w podróż cały potrzebny bagaż. Pomyślano również o rzeczach niezbędnych w trakcie podróży i model wyposażono w uchwyty i schowki tak, aby te wszystkie drobiazgi były łatwo dostępne. Wsłuchując się w sugestie klientów, nowy model tego auta powiększono na, tyle, że do jego członu dodano końcówkę XL. Nowa Altea jest pojemna, przestronna i prawdziwie rodzinna. Prawdziwy XL. Samochód jest dziełem słynnego projektanta Waltera de?Silvy i był wielokrotnie nagradzany na międzynarodowych konkursach. Zdobył nawet tytuł najpiękniejszego samochodu świata w 2004 roku podczas konkursu w Mediolanie. Czy poradzi sobie z rywalami, czyli VW Golfem Plus, Toyotą Corollą Verso czy Fordem S-Maxem?

Nowy Seat Altea jest dłuższy od swojego poprzednika o 18,7 cm. Dzięki temu w bagażniku mamy aż 532 l pojemności (123 l więcej niż w pierwowzorze). Po przesunięciu tylnych siedzeń o 16 cm do przodu pojemność bagażnika wzrośnie o 103l, a gdy tylne fotele złożymy całkowicie, do naszej dyspozycji zostanie 1064 l pojemności bagażowej.

W wydłużonym samochodzie zaszły niewielkie zmiany stylistyczne tylnej części nadwozia. Duże światła zachodzą na pokrywę bagażnika rozdzielając klapę bagażnika i błotniki. Podobnie jak światła, nie pozostają niezauważone relingi dachowe, które podkreślają rodzinny charakter samochodu. Kolejną zmianą w stylistyce nadwozia są duże kwadratowe lusterka zewnętrzne. Z przodu auta nie wprowadzono, żadnych zmian i nowa Altea wygląda zupełnie tak samo jak Toledo.

Więcej podobieństw do Toledo odnajdujemy również we wnętrzu, które jest identyczne, jakby żywcem z niego przeniesione. We wnętrzu znajdziemy szereg funkcjonalnych rozwiązań jak składane stoliki w oparciach przednich foteli, gniazdko elektryczne w bagażniku. Tam znajdziemy jeszcze jedną ciekawostkę, zamiast tradycyjnej tylnej półki zastosowano roletę, którą można zwinąć jednym ruchem.

W standardowym wyposażeniu jest klimatyzacja, radio z mp3 wraz z wejściem na zewnętrzne źródła dźwięku, układ kontroli ciśnienia w oponach, 16 calowe obręcze ze stali, czarne listy dachowe, tempomat, komputer pokładowy, elektrycznie podnoszone szyby z przodu i z tyłu, elektrycznie regulowane i składane lusterka, fotel z regulacją wysokości. Do elementów podnoszących bezpieczeństwo należy system sześciu poduszek powietrznych, ABS + TCS, zaczepy Isofix do montażu fotelika dziecięcego. Do wyboru są trzy wersje wyposażenia ? Audiencje (od 63 900 zł), Reference (od 70 490 zł) oraz Stylance (od 77 490 zł).
Zawieszenie jest twarde, a zostało oparte ma kolumnach McPhersona z przodu oraz układzie wielowachaczowym z tyłu. Dzięki temu, że jest twarde, Altem prowadzi się bardzo pewnie, nawet na nierównej drodze. Bezpośredni układ kierowniczy ze wspomaganiem elektromechanicznym, oraz sześciostopniowa skrzynia biegów jednoznacznie wskazują, że prowadzimy duże kombi.
Altea XL oferowana jest z dwoma silnikami benzynowymi, 1.6 o mocy 102 KM i 2.0 FSI ze 105 KM. Gamę silników Diesla tworzą trzy jednostki: 19, TDI (105 KM), 2.0 TDI (140 KM) oraz 2.0 TDI (170 KM).
Etykiety: altea, motoryzacja, seat
Zielony konsument
czwartek, 22 marzec 2007
Z okazji Światowego Dnia Konsumenta Polska Zielona Sieć, Food and Water Watch oraz Kino 18 zorganizowali pokaz filmów pobudzających do konsumenckiej refleksji. "Jako konsumenci mamy ogromną siłę." - przekonywali organizatorzy - "wydawana przez nas złotówka jest dalej w obiegu, jest później inwestowana i tylko od nas zależy na co wydajemy nasze pieniądze.Spotkanie było podzielone na trzy części, w trakcie których osoby zainteresowane odpowiedzialnymi zakupami skonsumowały:
Przystawka czyli Meatrix - to czterominutowa parodia filmu Matrix podejmująca problem rolnictwa przemysłowego. W filmie występują: młody idealistyczny prosiak Leo, który walczy z niezrównoważoną konsumpcja mięsa i mleka i zastanawia się czy jest ?wybrańcem?; Chickity, działaczka na rzecz farm rodzinnych; oraz Moopheus, odziana w płaszcz krowa ze słabością do zielonych pastwisk.Parodia pokazuje problem masowej produkcji mleka i hodowli bydła w dużych fermach oraz problemy związane z tym. Czyli zatłoczone obory, antybiotyki w pokarmie dla trzody, która potem podawana jest w postaci smacznych hamburgerów. Zamknięte zakłady tuczu zwierząt stanowią poważne zagrożenie dla rolnictwa rodzinnego. Rolnicy posiadający małe hodowle nie są w stanie wytrzymać konkurencji z fermami przemysłowymi. Rolnicy, którzy chcą utrzymać się na rynku czują presję, aby upodobnić się do swoich konkurentów. Czasem rolnicy z konieczności godzą się na podpisanie kontraktów z wielkimi korporacjami mięsnymi. To pogłębia problem uprzemysłowionego tuczu zwierząt rzeźnych i często utrudnia rozróżnienie między fermami przemysłowymi i rodzinnymi.
Zobacz animację w polskiej wersji dubbingowej The Meatrix oraz Meatrix 2 z polskimi napisami.
Danie Główne - Brand New World to odsłaniający cienie społeczeństwa konsumpcyjnego koktajl animacji, ulicznego happeningu i wyjątkowej muzyki w wykonaniu londyńskiego zespołu Cassetteboy. Tę mieszankę dokumentalnych form i stylów, która oparta została na słynnej antyutopii Aldousa Huxley'a ?Nowy wspaniały świat?, tworzą między innymi szwedzcy konsumenci, walijskie dzieci oraz pustelnicy z obu stron Kanału La Manche. Czy żyjemy w huxleyowskim społeczeństwie opartym na manipulacji umysłów, ogłupiającej pop-kulturze oraz nieustającej konsumpcji? Reklama, telewizja, mania zakupów ? czy są urzeczywistnieniem proroctw Huxley'a? Brand New World próbuje odpowiedzieć na te pytania i nie zamierza uciec od najtrudniejszego: czy sami autorzy potrafią stworzyć film, który nie będzie kolejną atrakcją ogłupiającą widzów? Bo jeśli ich Brand New World jest sprawnie zrobionym, rozrywkowym dokumentem, to doskonale wpasowuje się w mechanizmy ?Nowego wspaniałego świata?, gdzie sztukę rozmieniono na telewizyjne efekty specjalne, zsamplowaną muzykę i garść manipulujących widzem półprawd. Czy autorzy potrafią uniknąć krytyki, którą sami głoszą?
Cały film do ściągnięcia pod adresem: www.perswazja.kapitan.pl
Deser: niespodzianka, którą miało być spotkanie z jednym z autorów filmu Andrzejem Wójcikiem. Nie mógł przybyć na spotkanie. W zamian za to, organizatorzy zaprezentowali jeszcze jeden film.
Choć organizatorzy mieli trochę wpadek np. Meatrix był po angielsku, początkowe kłopoty z projekcją filmu czy dźwiękiem reszta poszła jak z płatka. Koktajl animacji Brand New World, warto było oglądnąć. Naprawdę ciekawy, dynamicznie skomponowany. Zawierał w sobie elementy animacji, reportażu, wywiadu, felietonu i wiele innych. W filmie udzielał wywiadu m.in Wiesław Godzic z UJ, medioznawca ekspert od telewizji.
Spotkanie zwróciło uwagę na zjawisko konsumeryzmu i odpowiedzialnego kupowania. Prawda jest taka, że kupujemy za dużo rzeczy które są nam właściwie zbędne oraz kupujemy bardzo nierozsądnie. Nierozsądnie gdy zastanowimy się czy nasze kakao uprawiały dzieci-niewolnicy wyzyskiwane przez duży koncern, albo czy producent naszych ulubionych perfum nie torturuje zwierząt lub czy jeansy w których chodzimy nie powstały w obozach pracy przymusowej.
Tym, których na spotkaniu nie było podpowiem, że odpowiedzi na te pytania oraz wskazówki dotyczące mechanizmów działania reklamy znajdziemy na stronach internetowych www.zielonasiec.pl oraz www.ekonsument.pl
Kia Cee'd
środa, 21 marzec 2007
Nie jest najszybsza, ani najładniejsza nawet nie pali najmniej, ale jest najbardziej konkurencyjna w segmencie C. Jeszcze przed debiutem w grudniu 2006 roku została wyróżniona nagrodą ?Idea od the year? (Innowacja roku). Nagrodę Kia Cee'd przyznał brytyjski magazyn Autocar. Zaprezentowana na paryskim salonie Kia jest bowiem objęta najdłuższą gwarancją, jaką dotąd oferowano w Europie. Producent oferuje pięcioletnią gwarancję na cały samochód oraz jeszcze dodatkową dwuletnią na zespół napędowy. Gwarancja nie wymaga żadnych dopłat do ceny samochodu, a korzystać z niej mogą wszyscy kolejni właściciele pojazdu. Samochód został zaprojektowany w nowo powstałym centrum projektowym Kia w Rüsselsheim pod Frankfurtem (Niemcy) specjalnie dla europejskiego klienta. Produkowany w wybudowanym od podstaw pierwszym europejskim zakładzie produkcyjnym Kia w Żylinie (Słowacja). Nazwa Cee'd nawiązuje do faktu że powstaje on w Unii Europejskiej (CE - Community of Europe) oraz że został zaprojektowany dla europejskiego klienta (ED - european design).
Wygląd i wnętrze
Estetyka i dobry smak zawsze zwracają na siebie uwagę. Na linii nadwozia nie dostrzeżemy żadnej dysharmonii. Przemyślane przetłoczenia na bocznych płaszczyznach nie pozwalają na ochlapanie i nawet po dłuższej jeździe samochód jest czysty. Konstruktorom należy się pochwała za zgrabne i obszerne nadwozie. Tylne światła są zespolone. To najlepsza identyfikacja, bo każdy na drodze będzie mógł wyróżnić ten model od licznych konkurentów. Równie charakterystyczne są także przednie reflektory, oraz światła przeciwmgielne umieszczone w zderzaku przednim. Wygląd drzwi czy tkwiących w nim klamek nie zachwyca, ale też nie odrzuca. Mierzący 4,235 metra Cee'd ma niezwykle duży rozstaw osi (2,650 mm), i największe w klasie wnętrze.
To wnętrze zaskakuje przestronnością i niezłymi materiałami. Plastiki z których wykonana jest górna części deski rozdzielczej są miękkie, a pozostałe tworzywa przyjemne w dotyku. Kierownicę obito prawdziwą skórą. Wnętrze jest dobrze rozplanowane i ma nowoczesny wygląd. Zgrabna deska rozdzielcza mieści przyjemne dla oka zegary z czytelnymi kontrolkami. We wnętrzu zaprojektowano wystarczającą liczbę miejsc na napoje i różne przedmioty. Na brak przestrzeni na nogi i nad głową nie będą narzekać ani siedzący z przodu, ani pasażerowie podróżujący z tyłu. Bagażnik ma pojemność 340 l. Można ją powiększyć do 1300 l po złożeniu tylnych siedzeń.
Silnik i zawieszenie
Do wyboru mamy cztery silniki. Dwa benzynowe oraz dwa w wersji diesel. Podstawowa benzynowa jednostka napędowa ma pojemność 1,4 litra z dwoma wałkami rozrządu w głowicy o mocy 109 KM osiąganej przy 6200 obr/min. Maksymalny moment obrotowy wynosi 137 Nm przy 5000 obr/min. Drugi silnik benzynowy ma większą pojemność czyli 1,6 litra i również sterowany jest dwoma wałkami rozrządu w głowicy a jego moc wynosi 122 KM osiągane przy takiej samej prędkości obrotowe jak w słabszym silniku. Mamy za to wyższy maksymalny moment obrotowy 154 Nm, który osiągamy już od 4200 obr/min. Warto dodać, że ta jednostka wyposażana jest już w zmienne fazy rozrządu.
Obydwa silniki diesla wyposażone są w system common-rail oraz mają identyczną pojemność wynoszącą 1,6 litra. Różnią się jednak charakterystyką pracy i mocą silnika. Pierwsza wersja ma 90 KM osiągane przy 4000 obr/min, jej maksymalny moment obrotowy wynosi 235 Nm przy zakresie obrotów od 1750-2500. Druga jednostka jest mocniejsza i osiąga 110 KM, równie przy 4000 obr/min a jej maksymalny moment obrotowy to 255 NM w wyższym i szerszym niż w poprzedniku zakresie obrotów 1900-2750.
Zawieszenie zostało oparte na nowej płycie podłogowej z nowym systemem zawieszenia. Z przodu zastosowano kolumny McPhersona. Z tyłu wielowahaczowe zawieszenie typu multi-link z
podwójnymi górnymi wahaczami poprzecznymi i długimi dolnymi wzdłużnymi drążkami reakcyjnymi. Część elementów zawieszenia ukryto w wewnętrznej części obręczy kół lub tuz przy nich. Kia Cee'd został wyposażony wyłącznie w opony marki Michelin. Do tego modelu zostały wybrane dwa typy opon: najnowsza generacja Michelin Energy - dla samochodów wyposażonych w koła 15 i 16 calowe oraz Michelin Primacy HP, wprowadzonej na rynek w tym roku, dla kół 17 calowych.
Wersje i wyposażenie
Producent przewidział dla klientów trzy wersje wyposażenia: Comfort, Comfot plus i Optimum.
Comfort kupimy od 46 400 zł (1.4 DOHC CVVT 109 KM), 48 900 zł (1.6 DOHC CVVT 122 KM), 53 400 zł (1.6 CRDi VGT 90 KM) do 55 900 zł (1.6 CRDi VGT 115 KM)
Wyposażony będzie w sześć poduszek powietrznych, system ISOFIX, ABS z systemem rozdziału siły hamowania EBD, elektryczne progresywne wspomaganie układu kierowniczego, komputer
pokładowy z radioodtwarzaczem MP3, centralny zamek, elektrycznie sterowane szyby przednie, zderzaki w kolorze nadwozia, barwione szyby i 15 calowe alu-felgi.
Ceny w wersji Comfort plus zaczynają się od 51 400 zł (1.4 DOHC CVVT 109 KM), 53 900 zł (1.6 DOHC CVVT 122 KM), 58 400 zł (1.6 CRDi VGT 90 KM) do 60 900 zł (1.6 CRDi VGT 115 KM). Oprócz wyposażenia z Comforta otrzymamy dodatkowo aktywne przednie zagłówki, manualną klimatyzację, elektryczne regulowane i podgrzewane lusterka, regulowany odcinek lędźwiowy w fotelach, wysoko tonowe głośniki, podłokietnik oraz lampkę do czytania
Najdroższa wersja Optimum zaczyna się od ceny 52 900 zł (1.4 DOHC CVVT 109 KM), 55 400 zł (1.6 DOHC CVVT 122 KM), 59 900 zł (1.6 CRDi VGT 90 KM) a kończy na 62 400 zł (1.6 CRDi VGT 115 KM). Poza wcześniejszymi elementami w wersjach Comfot i Comfort Plus mamy dodatkowo przednie lampy przeciwmgielne typu projekcyjnego, elektrycznie sterowane szyby tylne, skórzaną tapicerkę, pakiet stylistyczny wnętrza, kieszenie w oparciach foteli i 16-calowe alu-felgi.
Wyposażenie opcjonalne dostępne dla wszystkich wariantów modelu Cee'd: czujnik parkowania do tyłu (1000 zł), ESP oraz BAS (2000 zł), Klimatyzacja manualna z filtrem przeciwpyłkowym
oraz funkcją chłodzenia schowka (3500 zł), Pakiet skórzany (3000 zł), Szyberdach sekwencyjny, sterowany elektrycznie z funkcją bezpieczeństwa (2500 zł), automatyczna skrzynia biegów
(4000 zł), aluminiowe obręcze kół z oponami Michelin 205/55 R16 (1500 zł), autoalarm (1000 zł), dopłata za lakier metalizowany (1700 zł).
Nadchodzące modele
Kia Cee'd na początku roku będzie oferowana jedynie w wersji pięciodrzwiowej. W sierpniu do salonów trafi wersja kombi o nazwie Sport Wagon (oferta silników będzie taka sama). Kombi będzie miało aż 4,5 m, czyli 23 mm więcej niż hatchback oraz będzie 10 mm wyższa od niego. Bagażnik o pojemności 534 l (hatchback ma 200 mniej). Po złożeniu tylnych siedzeń mamy do dyspozycji aż 1664 l. Natomiast pod koniec roku w grudniu pojawi się wersja trzydrzwiowa.
Etykiety: cee d, Kia, motoryzacja
Chorobliwie nieśmiały chłopak
czwartek, 15 marzec 2007
Dziewczyna popatrzyła na niego i wrzasnęła: - Nie! Chcę iść z tobą do łóżka!!!
Wszyscy w knajpie zamilkli. Przerażony chłopak zawstydzony wrócił do stolika. Po chwili dziewczyna podchodzi do niego i przeprasza: - Jestem studentką psychologii i badam, jak ludzie zachowują się w kłopotliwych sytuacjach. Na to chłopak ile sił w płucach: - Dwie stówy ci wystarczą?!!!
Etykiety: kawały
Czy serwis internetowy jest gazetą?
Sąd regionalny uznał, że serwis internetowy Gazety Bytowskiej jest gazetą w rozumieniu prawa prasowego i postawił zarzut prowadzenia jej bez rejestracji w sądzie. Sąd umorzył jednak tę część oskarżenia ze względu na niską szkodliwość czynu.
Wynika z tego, że tysiącom stron internetowych grożą procesy za nierejestrowanie swoich witryn jako gazet. Według Artykułu 20 ustawy z dnia 28 stycznia 1984 r. Prawo prasowe wynika że: wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej "organem rejestracyjnym". Do postępowania w tych prawach stosuje się przepisy kodeksu postępowania cywilnego o postępowaniu nieprocesowym, ze zmianami wynikającymi z niniejszej ustawy.
Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone - podlega karze grzywny2).Ale czy witryna internetowa jest prasą w rozumieniu prawa prasowego? Prasa zazwyczaj przecież kojarzy się nam z zadrukowaną kartą papieru. Ale ustawa uchwalono w 1984 roku wybiega daleko w przyszłość i z punktu widzenia tj ustawy Artykuł 7 ustawy z dnia 28 stycznia 1984 r. Prawo prasowe:
1. Ustawa reguluje prasową działalność wydawniczą i dziennikarską.
2. W rozumieniu ustawy:1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz w roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie tele- i radiowęzły zakładowe upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,
2) dziennikiem jest ogólnoinformacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku i obrazu, ukazujący się częściej niż raz w tygodniu,
3) czasopismem jest druk periodyczny ukazujący się nie częściej niż raz w tygodniu a nie rzadziej niż raz w roku: przepis ten stosuje się odpowiednio do przekazu za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu innego niż określony w pkt. 2,
5) dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji,
6) redaktorem jest dziennikarz decydujący lub współdecydujący o publikacji materiałów prasowych,
7) redaktorem naczelnym jest osoba posiadająca uprawnienia do decydowania o całokształcie działalności redakcji,
8) redakcją jest jednostka organizująca proces przygotowywania (zbierania, omawiania i opracowywania) materiałów do publikacji w prasie.
Tak więc zgodnie z punktem pierwszym "prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania" zalicza się do nich internet. Skoro internet jako medium jest w sensie prawa prasą, czy innym środkiem przekazu, każdą stronę internetową na której publikujemy informacje powinniśmy zarejestrować. Wynika z tego, że Polska jest krajem o bardzo dużej liczbie dziennikarzy i zapewne przodujemy w tym na świecie :)
Myślę jednak, że jest to luka prawna, a osoby które na serio chcą prowadzić stronę internetową przypominającą funkcjonalnością i zawartością informacji czasopismo lub gazetę powinni ją zarejestrować. Istnieje obawa że ze względu na właśnie rozpoczętą lustrację dziennikarzy, osoby prowadzące takie witryny nie zechcą ów internetowego periodyku zarejestrować w sądzie jako gazetę lub czasopismo. Jest jednak na to sposób.
Nazwy (domeny) stron internetowych rejestruje NASK. W przedmiocie działania ma obowiązek rejestracji i utrzymania domen internetowych. Prawodawcy powinni przemyśleć, czy nie dodać do obowiązków NASK, określania co jest a co nie internetową prasą. Następnie organizacja ta przekazywałyby do sądu dane o tych witryny, które jako prasa nie byłyby zgłoszone. Sąd zmuszałby do rejestracji właścicieli domen bądź do zawieszenia działalności
Posty na forum są materiałem prasowym.
środa, 14 marzec 2007
Leszek Szymczak, redaktor naczelny internetowej "Gazety Bytowskiej naruszył wolność słowa, nie usuwając z forum postów wzywających do linczu na miejscowym komorniku." Uznał w środę Sąd Rejonowy w Słupsku (Pomorskie). (...) Ta bezprecedensowa sprawa dotyczyła 5 z 935 postów, jakie ukazały się w marcu 2005 r. na internetowym forum "Gazety Bytowskiej" pod tekstem dotyczącym nieprawidłowej pracy miejscowego komornika. Ich autorzy nawoływali do linczu na komorniku. Posty te pozostawały na stronie "Gazety Bytowskiej" trzy miesiące. Komornik poczuł się zagrożony ich treścią, o czym zawiadomił miejscową prokuraturę.Czy posty na forum dyskusyjnym są materiałem dziennikarskim w rozumieniu prawa prasowego?
Materiały dziennikarskie przygotowuje dziennikarz, według Artykułu 7 podpunkt 5 ustawy z dnia 28 stycznia 1984 r. Prawo prasowe dziennikarzem jest:
osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji.Tak więc redakcja strony internetowej musiałaby płacić forumowiczom za pisanie na forum. Wiadomo, że tak nie jest więc osoba ta z punktu widzenia tej części prawa prasowego dziennikarzem nie jest, a więc nie może przygotowywać materiałów prasowych. Jednakże druga część mówi o tym że osoba ta prowadzi taką działalność na rzecz i z upoważnieniem redakcji. Można by powiedzieć, że rejestracja osoby na forum dyskusyjnym i umożliwienie jej publikowania jest upoważnieniem redakcji do tworzenia materiałów prasowych. Tak więc wydawca strony internetowej, którą sąd uznał za dziennik odpowiada za wszystkie treści publikowane na swoich łamach.
Należałoby się zastanowić czy strona internetowa w rozumieniu prawa prasowego może być dziennikiem. Nad tym zastanawiać będziemy się już jutro.
Przypuszczalny czas kopiowania 9 miesięcy
- No dobrze mój synu, kiedyś musieliśmy odbyć tę rozmowę: tata poznał mamę na chatroomie.
- Później tata i mama spotkali się w cyberkafejce i w toalecie mama zechciała zrobić kilka downloadów z taty memory sticka.
- Jak tata byl gotowy z uploadem zauważyliśmy, że nie zainstalowaliśmy żadnego firewalla.
- Niestety było już za późno, żeby nacisnąć, "cancel" albo "escape", a meldunek "Chcesz na pewno sciagnac plik?" już na początku skasowaliśmy w opcjach w "ustawienia".
- Mamy antywirus już od dłuższego nie był uaktualniany i nie poradził sobie z taty robakiem.
- Wiec nacisnęliśmy klawisz "Enter" i mama otrzymała komunikat: "Przypuszczalny czas kopiowania 9 miesięcy".
Etykiety: kawały
Niemedialny smok
wtorek, 13 marzec 2007
Zauważyłem dziś na rynku głównym siedzącego smoka na ławce. Smok był wolontariuszem jeden z fundacji charytatywnych. Czyżby zmienił profesję, pomyślałem i ucieszyłem się. W końcu przez te wszystkie wieki, gdy był delikatnie mówiąc niepraktyczny teraz smok się nam do czegoś przyda. Przebranie się za smoka to fajny pomysł na zwrócenie uwagi na siebie oraz pozyskanie środków dla fundacji. Pomyślałem, że pomogę smokowi i porozmawiam z nim, aby potem rozpropagować ideę smoczej charytatywności.Podszedłem i zapytałem czy można przeprowadzić ze smokiem wywiad. Niestety smok nie chciał ze mną rozmawiać, zapytany dlaczego odrzekł że jest zajęty i mu się nie chce. Owszem smok był zajęty korzystaniem z medium jakim jest telefon komórkowy. Szkoda, że nie znalazł czasu dla mnie i dla was drodzy czytelnicy. A może miał coś do ukrycia? Niewątpliwie był mało komunikatywny. Jego zadaniem na rynku było zyskać dla najbardziej potrzebujących, a niestety swoim zachowaniem stracił. Chyba jego praca nie miała polegać na okupywaniu ławki i rozmawianiu przez telefon, no ale cóż. Może powinienem mu przy następnym spotkaniu zasugerować powrót do swojej smoczej jamy i zajęcie się zjadaniem bezbronnych dziewic? Niewątpliwie prze wieki wychodziło mu to najlepiej. Co o tym sądzicie?

Manifa 2007 Kraków
piątek, 9 marzec 2007
Zaczęły swoją manifestację o 16:00 na Rynku Głównym w Krakowie. Ich przewodnim hasłem było "Nasze prawa w nasze ręce". Domagały się :- prawa pracy
- praw reprodukcyjnych
- praw lgbt
Data 8 marca nie jest bez znaczenia. Dzień Kobiet to święto obchodzone corocznie 8 marca jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Święto to zostało ustanowione dla upamiętnienia strajku 15 tysięcy kobiet, pracownic fabryki tekstylnej, które 8 marca 1908 roku w Nowym Jorku domagały się praw wyborczych i polepszenia warunków pracy.
Kontrmanifestację przygotowała Młodzież Wszechpolska. Wykorzystywali hasła :
- Chłopa wam trzeba!
- Chłopak i dziewczyna - normalna, polska rodzina
- Feministki do kopalni
- Samiec twój przyjaciel
- Same nie dacie rady
- Mordercy
Zobacz videoreportaż z rozpoczęcia manifestacji (01:53). Co sądzisz o zachowaniu się Młodzieży Wszechpolskiej? Czy feministki mają rację? Czy jest potrzeba organizowania manifestacji tego typu?
Etykiety: feministki, Kraków, manifestacja, protest, video
Zdjęcia z Manifestacji feministek w Krakowie
czwartek, 8 marzec 2007
Nie najlepsze wiadomości z Genewy dla fanów sportów motorowych
Podczas targów motoryzacyjnych w Genewie, Castrol przedstawił plan swojej komunikacji marketingowej. Wśród trzech głównych punktów znajduje się sponsoring. Niestety nie dotyczy on sportów motorowych, które przecież lepiej kojarzą się z olejem, niż piłka nożna którą Castrol zamierza sponsorować. Dokładniej ten potentat olejowy objął patronat nad Mistrzostwami Europy w piłce nożnej UEFA Euro 2008. Jest to największa akcja sponsoringowa w historii tej firmy.Dziwi fakt, że podczas salonu samochodowego firma zakorzeniona w motoryzacji pokazuje, że woli piłkę od samochodów. To nienajlepiej świadczy o sporcie samochodowym na świecie. Już od dawna wiadomo, że Rajdowe Mistrzostwa Europy potrzebują bogatego sponsora. Firmy z dużymi środkami finansowymi wolą inne sporty od tych motoryzacyjnych. Na pocieszenie zostaje fakt, że przegraliśmy ze sportem który cieszy się największą popularnością na świecie.
Jednak Castol nie jest zupełnie obcy dla kibiców. Na arenie światowych sportów motorowych logo tej firmy można zobaczyć na rajdówkach m.in. Marcusa Gronholma i Mikko Hirvonena, jak również na Volskawgenach Tauregach ścigających się na trasie Rajdu Dakar.
W Polsce Castrol wspiera zespoły Fiat Castrol Rally team (Maciej Lubiak i Sebastian Rozwadowski), Castol Q-Serwis Rally Team (Maciej Oleksowicz i Andrzej Obrębowski), Oraz Subaru Poland Rally Team (Leszek Kuzaj i Jarosław Baran).
Etykiety: castrol, rajdy, sponsoring
























