Radziecka Rewolucja w Kijowie
czwartek, 11 październik 2007

W repertuarze będzie można zobaczyć:
Etykiety: film, Filmowa Rewolucja Październikowa, Kino Kijów, Kraków
"Jasminum" - recenzja filmu
piątek, 17 sierpień 2007
Charakter filmów J.J Kolskiego jest zazwyczaj wyjątkowy. W Jaśminowie i jego świecie zapachów ich wonie przeplatają się z brudem tego świata. A mimo to króluje ład i co najistotniejsze harmonia z naturą. Niechlujni mnisi zamieszkujący każdy osobną celę, tylko z sobie znanych powodów osiedli w zamkniętym zakonie. Pieczę nad tym wszystkim sprawuje brat Zdrówko. Dba on zarówno o ludzi i zwierzęta, które to możemy obserwować z prawdziwą pieczołowitością niczym w filmie botanicznym.
Ta symbioza człowieka z przyrodą tak częsta w obrazach Kolskiego przekonuje o jej siłach nadprzyrodzonych.
A wracając do spraw przyziemnych: pewnego dnia tą sielankę zakłóca przyjazd konserwatorki sztuki wraz z córką Eugenią. Ta z pozoru nic nie znacząca wizyta odmienia spokojne życie zakonników. Jednym pomaga się otworzyć, bo kontakt z dzieckiem wymaga wysiłku i cierpliwości u innych przywołuje wspomnienia i tęsknoty.
To inny niż większość, magiczny, wyciszający. Akcja toczy się własnym tempem jakby rytmem natury. Nie dziwi brak dynamizmu, ale tym samym zaskakuje, nie tylko zakończeniem.
Obsada:
Adam Ferency
Etykiety: film, J.Gajos, J.J.Kolski, Jasminum, K.Pieczyński, recenzje
"Dom nad jeziorem" recenzja filmu
Gdyby czas udało się zatrzymać lub cofnąć?byłoby prościej. Można jednak, jak się okazuje, odwrócić bieg historii, stanąć przeznaczeniu na drodze lub pomieszać losowi szyki. Bohaterowie - mieszkańcy tytułowego domu nad jeziorem zamieszkiwali ten sam domek, ale w zupełnie innym czasie. Tym co ich połączyło i dzięki czemu nawiązali kontakt jest magiczna skrzynka na listy. Tam zaczyna się ich romantyczna gra, wymiana myśli i rodzi się uczucie.
To opowieść o przeznaczeniu, ale nie odgórnym gdzieś wysoko zapisanym w gwiazdach, ale o przeznaczeniu i przynależności sobie dwojga ludzi, którzy powinni się spotkać by siebie wzajemnie uszczęśliwić.
Retrospekcje i zakłócenia chronologii wprowadzają nieco niepewności i zamieszania, ale całość finalnie wydaje się spójna i pomysłowa. Co prawda nie równa się oryginałowi, bowiem jest to amerykańska wersja koreańskiego przeboju kinowego "Siworae", którego tytuł międzynarodowy brzmiał "Il Mare", ale film wart jest obejrzenia, choćby ze względu na obsadę;
Keanu Reeves : Alex Wyler
Sandra Bullock : Kate Forster
Christopher Plummer : Simon Wyler
Ebon Moss-Bachrach : Henry Wyler
Willeke van Ammelrooy : Matka Kate
Produkcja USA, 2006
Etykiety: Dom nad jeziorem, film, Keanu Reeves, recenzje, Sandra Bullock
Wpadki Magdy M.
środa, 18 lipiec 2007
Trzy kolejne wątki pokazują jak wraz z Pawłem Małaszyńskim nie uchronili się od gaf i wpadek na planie. Takich zabawnych sytuacji było mnóstwo. Najpierw grany przez Małaszyńskiego narzeczony Magdy w romantycznej scenie w łóżku ma skurcz w łydkę, inna z kolei obrazek pokazuje jak wpada do kąpiącej się w wannie Magdy, a woda okazuje się być za?gorąca.
Grani przez ostatnie dwa lata bohaterowie zyskali niebywałą sympatię widzów, a aktorzy sławę i popularność. Urośli do miana idoli pokolenia 20 ? 30 latków. Sam serial miał bardzo zróżnicowaną publiczność. Wiele osób utożsamiało się z granymi przez nich postaciami. Jednak jak to zwykle bywa i oni popełniają błędy, są zwykłymi ludźmi, czego dowodzą właśnie scenki z planu.
Gwiazda czyni dygresje, trafne uwagi, komentuje i wspomina zdarzenia z okresu pracy nad serialem. Wyczuwamy lekką ironię i dystans do siebie samej, okraszony również sporą dawką humoru. Tym bardziej to miłe, że nam Polakom nie łatwo śmiać się z samych siebie.
Etykiety: film, Joanna Brodzik, Magda M., media, seriale
"Eragon"-recenzja filmu
wtorek, 10 kwiecień 2007
Książka a film...jak to zazwyczaj z tym drugim bywa wielokrotnie gorszy. Tak niestety i tym razem. Tym bardziej, że to co najcenniejsze, magiczne i owiane tajemnicą, w "Eragonie" podane jest niemal jak kawa na ławę. Pominięto kluczowe wątki mogące zbudować napięcie, którego z pewnością temu filmowi brak. Spłycono całą historię do pojawienia się niczego nieświadomego tytułowego bohatera, znalezienia i wyklucia się z jaja- Saphiry, ich raczej mało "przygodowej" podróży oraz końcowej walki w obronie jednego z ludów i ogłoszenia Eragona bohaterem. Produkcje fantasty mają do siebie to, że są przesycone efektami specjalnymi, staranie dopracowane technicznie, często nowatorskie. Tu nawet forma nie może wzięć góry nad treścią, bo jej po prostu brak. Obie materie zostały zapomniane, tak jak te odrealnione krainy, postacie, potwory, które zamiast pobudzać wyobraźnie, powodują tęsknotę za książką(o ile ją wcześniej czytaliśmy?a warto:)!!!) i tym czego oczy nie powinny były zobaczyć, wtedy sercu przecież nie byłoby żal. I tak obraz staje się momentami nudnawy, mało dynamiczny, pogubione tempo nie sprzyja rozwojowi akcji. Celowe wycięcie i pominięcie niektórych motywów, z książki nastolatka, który podbił swoją historią o Smoczych Jeźdźcach świat, nie wyszło twórcom filmu na dobre. "Eragon" należy do jednych z najsłabszych obrazów ostatniego sezonu.300 Spartan-recenzja filmu
wtorek, 3 kwiecień 2007

A niebo przykrył cień...;)
Trup ściele gęsto ginąc od nieba strzał, oszczepów i temu podobnej broni starożytnych.
300 Spartan dzielnych, o atletycznej posturze walczy przeciw zdecydowanie wątlejszym Persom. Jest wielka bitwa, oręża, są i potwory, krew i chwała. Jednym słowem obraz batalistyczny.
Wychowani po to by walczyć i ginąć za ojczyznę. Niczym samurajowie życie swe poświęcali za swoich panów, tak oni za ojczyznę.
Zekranizowanie komiksu Franka Millera oddaje jego bajkowy wymiar: "?Frankowi zależało na przedstawieniu czystej esencji Sparty. Nie interesował go realizm i wierność historycznym realiom." I to na pewno nie umknie uwadze wytrawnym znawcom tematu. Ale ponieważ komiks Millera stała się bestsellerem może, a nawet powinien rządzić się swoimi prawami. Twórcy filmu oprócz strony graficznej docenili również współistniejące z nią podpisy. Teksty były tak samo ważne jak rysunki, zachowano ich rytm, a i przy okazji dynamizm kreski. Zimne barwy, wyraziste kontury postaci, zabawa kontrastem i balansowanie kolorem, metodą "kompresji" nadają zarówno postaciom jak i otoczeniu patosu. Nagromadzenie różnych, czasem nowatorskich efektów, choć nie przyćmiewa kultowego Matrixa, można by nazwać starożytną jego odmianą. W tej sferze już dokonał się przełom i trudno pokazać coś nowego, zaskakującego, ale ekipie poniekąd się to udaje. Oto mityczna Sparta i jej obywatele, o niemal niewzruszonej mimice, twardych zasadach, pokazują też ludzkie oblicze jak: Król Leonidas i jego armia o nieprzeciętnej sile, która dodatkowo podkreślana jest przez różne tricki filmowe. Trudno uwierzyć w taką moc i tężyznę fizyczną, jednak czego człowiek nie może tam komputer wykorzysta.
Film ma swoje tempo, którego co jest rzadkością, nie gubi, wyróżnia się swoistą dynamiką; kolejne starcia wojsk, pełne brutalnych ujęć i nieraz wstrząsających widoków nie powodują uczucia odrazy, bo góruje nad nimi właśnie zachowana konwencja baśniowa.
Ważnym, integralnym elementem tego filmu jest ścieżka dźwiękowa, skomponowana specjalnie na jego potrzeby i momentami wyśpiewywana przez irańską piosenkarkę. Wzmacnia ona identyfikacje widza z bohaterami, podkreślając ich poświecenie.
Etykiety: 300 Spartan, film, recenzje
(; Testosteron okiem męskim
środa, 28 marzec 2007
Kobiety nie rozumieją mężczyzn. Nie jest to żadną tajemnicą. Ja z kolei nie będę robił tajemnicy z tego, że nie do końca rozumiem film Testosteron. Oglądając go zgubiło mi się jego przesłanie. Nie wiem czy jest to film ukazujący grupę mężczyzn skrzywdzonych bądź krzywdzonych przez kobiety czy też ma na celu ośmieszenie męskiej płci. Tytułowy bohater zostaje porzucony przed ołtarzem przez swoją wybrankę. Czy zdarzyło się wam oglądać podobną scenę wykonaną przez faceta? Mnie nigdy! W żadnym filmie. Niestety kobiety, takie jesteście. Dla ścisłości, to tylko niektóre z was, na szczęście dla nas mężczyzn. Po pierwszych minutach filmu przypomniało mi się, że sztukę tę napisaną przez Andrzeja Saramowicza czytaliśmy na zajęciach z Kulturowego i Społecznego oddziaływania mediów. Andrzej Saramowicz jest również reżyserem tej lekkiej komedii o męskim spojrzeniu na płeć piękną. W ulotce, która streszczała film można było przeczytać:
W podmiejskim ośrodku weselnym trwają właśnie ostatnie przygotowania do wesela. Kelner Tytus - nieco rozdrażniony, bo przed momentem okazało się, że wkrótce zostanie ojcem - rozkłada na stołach sztućce. Niespodziewanie na dziedziniec wjeżdża z piskiem opon srebrny rolls-royce. Trzej postawni mężczyźni wyciągają z niego pobitego chłopaka i barykadują się w jednej z sal. Gangsterzy? Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy niebawem pojawiają się w ośrodku pan młody z obandażowaną głową oraz jego brat Janis. Tytus już wie, że będzie to wesele inne niż zwykle. Nie wie jednak, że najbliższe kilkanaście godzin na zawsze odmieni jego życie.
Faktycznie, nieco a nawet nieco bardziej odmieniło, i to na zawsze. Wasze życie też odmieni. Fabuła, którą inteligentny widz bez kłopotu może odgadnąć, zawiera w sobie częste zaskakujące zmiany akcji, których nie sposób przewidzieć. Montaż filmu jest bardzo dobry. Zobaczymy sceny w zwolnionym tempie, czy wstawki z wspomnień bohaterów wyjaśniające ich dyskusję, i niebanalne animacje jak walący się mur, bądź powrót samochodem z Płońska do ukochanej czy też wybuch bomby atomowej. Wszystko to zostało przeplecione niebanalnymi komentarzami siedmiu bohaterów filmu. Wyartykułowane przez nich zdania będzie powtarzać cała Polska. Szkoda, że znów będą to przekleństwa. Może wcześniejszą tezę o odmianie życia, między bajki włożę?
Siedmiu bohaterów: Janis (Kosiński), Kornel (Adamczyk), Stavros (Stelmaszyk), Tytus (Szyc), Tretyn (Stuhr), Fistak (Karolak) i Robal (Kot) dyskutują nad swoim miejscem w życiu kobiet. Pikanterii dodaje fakt, że dwóch z nich specjalizuje się w biologii. Właśnie tą nauką próbują wyjaśnić zachowanie się kobiet, których mężczyźni nie rozumieją od wieków. Bo jak biologicznie można wytłumaczyć ucieczkę sprzed ołtarza panny młodej w dniu ślubu? Ano właśnie nie można, więc przestawmy się na męski punkt widzenia i pomyślmy zdroworozsądkowo. Żeby nawiać sprzed ołtarza nam potrzebna by była do tego motywacja. Motywacja w postaci korzyści marketingowych bądź finansowych. I takich właśnie samczych zachowań u coraz większej ilości kobiet można cię coraz częściej dopatrywać w naszym życiu codziennym. Kobiety mówią, że to równouprawnienie, a ja mówię im, że powinny urodzić się w odmiennej płci. Żeby świat zachował równowagę kobiety, powinny być kobietami. Jeśli ten trend się nie zmieni, scenki z filmu testosteron będziemy znać z autopsji.
Testosteron:
Rok i kraj produkcji: 2006 / Polska
Czas trwania: 119 minut
Reżyseria: Andrzej Saramonowicz, Tomasz Konecki; Scenariusz: Andrzej Saramonowicz; Zdjęcia: Tomasz Madejski; Muzyka: Misza Hairulin
Obsada: Piotr Adamczyk - Kornel, Borys Szyc - Tytus, Maciej Stuhr - Tretyn, Krzysztof, Stelmaszyk - Stavros, Cezary Kosiński - Janis, Tomasz Karolak - Fistach, Tomasz Kot - Robal
Zobacz też:
Testosteron widziany kobiecym okiem ;)
Etykiety: film, recenzje, testosteron
Testosteron widziany kobiecym okiem;)
wtorek, 27 marzec 2007
W przyrodzie nic nie ginie? Takim oto sloganem można by opatrzyć film Saramonowicza Testosteron.
Siedmiu mężczyzn, z których kipi złość i agresja do płci pięknej. Bo przecież wszystkiemu winne są kobiety. Nawet, jeśli do tej pory niektórzy przedstawiciele męskiego rodu nie podzielali tego poglądu, to pewnie zmienią zdanie. Przypisywanie kobiecie zachowań samczych, to w dobie walki o równouprawnienie całkiem słuszne i na miejscu.
Bowiem i my mamy swoje potrzeby i oczekiwania, a co najważniejsze w końcu mówimy o nich głośno. Ale doszukiwanie się w tym zawsze jakichkolwiek korzyści to już lekkie nadużycie. Niewyszukane określenia kobiet, nagromadzenie wulgaryzmów i przekleństw tylko ośmiesza męską część populacji. Panowie z wielkiego ekranu zdają się być przesadnie złośliwi.
Słynna i dowiedziona jest solidarność męska, ale cenna ta mądra i przemyślana. A nie owa w niesłusznej sprawie. Zarówno świat mężczyzn jak i kobiet to zbiór poszczególnych jednostek, gdzie każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Zabawne jest, że zatwardziali niemal ?macho? w rzeczywistości okazują się być pełnymi kompleksów, wątpliwości, a być może nawet wrażliwości i czułości, samcami. Oprócz aktu prokreacji dają sobie przyzwolenie na czerpanie przyjemności z obcowania z druga osobą, czego z kolei odmawiają kobietom. I nie chodzi tu tylko o zdrady, te pomijam, bo jeśli do nich lub ich samemu się dopuścić to sygnał, że zbliża się rychły, nieubłagany koniec związku. Wtedy haniebny czyn może tylko pomoc i uświadomić nam, że w naszym życiu, relacji z partnerem/ką coś jest nie tak?
I tak podobnie jak popularny wstęp stał się początkiem tych rozważań tak puenta też będzie powszechnie znana: nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe.
Etykiety: film, recenzje, testosteron