Wystawka chodnikowa.
czwartek, 4 październik 2007
Rosnące zainteresowanie krakowian akcją "Wystaw książki! Daj poczytać!" sprawiło, że organizatorzy postanowili kontynuować akcję. Niepotrzebne książki, zapakowane szczelnie w worki foliowe wystarczy zostawić wieczorem na chodniku wzdłuż ulic objętych akcją.
Ulotki ze szczegółowym harmonogramem odbioru książek w październiku są dostępne w siedzibach Urzędu Miasta Krakowa. Harmonogram akcji rozprowadzany jest wśród mieszkańców także za pośrednictwem Rad Dzielnic.Wystaw książki! Daj poczytać!
czwartek, 16 sierpień 2007
Pilotażowa akcja 'Wystaw książki! Daj poczytać!' prowadzona będzie cały wrzesień, w ramach realizowanej od lat 'Wystawki chodnikowej'. Mieszkańcy będą mogli wystawiać niepotrzebne im książki, które następnie (po selekcji) przekazane zostaną na potrzeby dzieciom i młodzieży do szkolnych bibliotek.
O miejscu i terminach wystawiania książek informować będzie specjalna ulotka, która ukaże się na stronie www.krakow.pl. i będzie rozdawana wśród mieszkańców przez ekipy sprzątające.
Ulica marzycieli-recenzja książki Roberta McLiam'a Wilsona.
czwartek, 5 kwiecień 2007

"Ulica marzycieli"- recenzja książki Roberta McLiam'a Wilsona.
"Wszystkie opowiadania traktują w gruncie rzeczy o miłości" często od pierwszego zdania i te najbardziej nas urzekają, przenikamy w ich rzeczywistość już od pierwszych stron książki.
Mimo stagnacji i monotonii życia, jakie ukazuje nam autor biegnącego w Ulsterze, na
"Ulicy marzycieli" książkę czyta się płynnie i z zaciekawieniem. Co przyniesie nowy dzień?. Niby jeden podobny do drugiego, z tą różnicą, że w Belfaście, miejscu na ziemi, gdzie trudno o prawdziwy spokój i ciszę.
Fabuła dotyczy młodych mężczyzn zainteresowanych głównie tym, ile mogą jeszcze wypić w pubie, który " był przystanią dla nieudaczników "i nie tylko. Wyjątkiem wśród nich staje się Misiek, przyjaciel Jake'a i zarazem największy łamaga. Realizując wbrew sobie najbardziej utopijne pomysły odnosi sukces finansowy. Wydawałoby się te chore mrzonki niepoprawnego optymisty stają się podstawą dla jego ekonomicznego geniuszu.
Czytelnik może odnajdzie w książce wskazówki jak samemu w żyć i zrealizować "amerykański sen".
Jakby w opozycji to knajpianego obrazka, rytualnych wręcz, codziennych czynności i nawyków bohaterów, tuż obok, za rogiem, wybuchają bomby. Ale w pubach toczy się dalej najnormalniejsze życie towarzyskie. Choć w Belfaście zamachy terrorystyczne są na porządku dziennym, Wilson tworzy postacie ludzi, dla których najważniejsza jest przyjaźń, bez względu czy ktoś jest protestantem, czy katolikiem. Bohater zostając sam na sam ze sobą, przygląda się swojemu życiu i czyni to z lekką nutką ironii. Prowadzi normalne życie; bez patosu, bez patriotycznych uniesień. I nie ma w nim wewnętrznego buntu, lecz afirmacja życia - takim, jakie jest. Czasem potyka się o własne uczucia (nieudane związki z kobietami, poczucie winy z powodu wykonywanej pracy), to boli, bo musi boleć.
Równocześnie od pierwszych stron, najpierw wręcz nienamacalnie i z coraz to większą siłą Wilson przygotowuje czytelnika na drastyczne opisy miejsc zaraz po wybuchu bomb, które są codziennością w Ulsterze. Ukazuje uwarunkowania polityczno-historyczne obecnej sytuacji w Irlandii Północnej;), przeplatając je przy tym własną refleksją. Czyni to w sposób wręcz surowy, sugestywny. Jest to niemal reporterska relacja z miejsca tragedii tuż po wybuchu, jakby oglądana na zdjęciu. Opisy jednakże nie przytłaczają czytelnika. Nie ubarwia ich swoim komentarzem. Nam pozostawia ocenę, czy ma jakiś sens zabijanie ludzi przez grupę religijnych fanatyków, dla której każdy katolik to wróg. W zamachach giną przypadkowi ludzie. A po śmierci najbliższych życie w wielu rodzinach traci sens.
"Ulica marzycieli" to współczesna powieść irlandzkiego pisarza, która wzrusza, rozbawia, pobudza do refleksji nad tym, co w życiu ważne, a co najważniejsze. Nie jest to książka ukazująca zdecydowanie złe lub dobre charaktery, pozwala czytelnikowi na wybór, na opowiedzenie się po którejś ze stron. Traktuje o sprawach jakże poważnych i trudnych dla każdego z nas, ale z poczuciem humoru, co jest jej niekwestionowaną zaletą.
"W prozie Wilsona uderza nadzwyczaj szeroka gama odczuć?tragizm, komedia, realizm, absurd, wnikliwość polityczna..." tak podsumował dzieło R.L Wilsona jeden z recenzentów Times'a, nic dodać nic ująć, bowiem w "Ulicy marzycieli" można faktycznie znaleźć wszystkie te elementy.
Etykiety: książki, recenzje, Ulica marzycieli
"Kraina Chichów"-recenzja książki Jonathana Carolla
niedziela, 1 kwiecień 2007

"Kraina Chichów"- recenzja książki Jonathana Carolla.
Tajemnice miasteczka Galen, czyli miejsca akcji powieści Jonathana Carolla okazują się bardzo mroczne..tylko, że nic tego na początku nie zapowiada. Książka to pod wieloma względami realizuje zasadę M.R. Jamesa na historie o duchach. A zasada jest prosta: zacząć spokojnie, w codziennych dekoracjach jakby nigdy nic?Im dalej jednak brniemy, w na pozór prostą fabułę, tym bardziej wyczuwalnym się staje to, że coś jest zdecydowanie nie w porządku, z kolei ten nieład składa się na opowiadanie o sprawach prawie "nie z tej ziemi";).
Mieszanka humoru i horroru nie pozwala ani na chwile znudzić się książką, należy ona do tych czytanych jednym tchem. Elementy sensacyjne budują atmosferę niepewności, by zupełnie rozwiać je na koniec. Nim to jednak nastąpi nasza wyobraźnia ma czas na przyswojenie sobie i swobodna interpretacje tych różnych, niezwykłych zdarzeń.
Zaczyna się klasycznie i niewinnie. Tomasz Abbey, nauczyciel angielskiego, jest fanem twórczości pewnego bajkopisarza, autora właśnie tytułowej "Krainy Chichów". Pewnego dnia spotyka w antykwariacie dziwną dziewczynę, która stanie się odtąd jego miłością i redaktorką biografii mistrza. Para młodych badaczy udaje się do małego miasteczka, gdzie prawie przez całe życie mieszkał ich ulubiony literat. Tomasz poznaje osobiście córkę pisarza - fascynującą Annę, która wykazuje chęć współpracy nad książką na temat jej ojca, chociaż Tomasz nie był pierwszym śmiałkiem, pragnącym zgłębić jego życiorys. Za to jedynym jaki przypadł Annie do gustu.
Całej historii przed przyjazdem do Galem i już na miejscu towarzyszy szereg dziwnych spotkań, ale najbardziej niewiarygodne jest zakończenie. Tomasz podczas wizyty u córki Marshalla Franca, Anny stwierdza: "czytanie książki jest przynajmniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człowieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem." I tak jest właśnie z "Kraina Chichów", każdy jej rozdział zaskakuje. Autor pisze o pisarzu, ten z kolei o innym. Jest to opowieść o cudzie i grozie tworzenia. Porusza ona problem osiągnięcia artystycznego: czy wielki pisarz jest zarazem wielkim alchemikiem, zdolnym przemienić słowo zapisane na papierze w człowieka "w niebieskim kapeluszu, który naprawdę staje pod naszymi drzwiami?. "Kraina Chichów" jest lekturą obowiązkową dla miłośników prozy Jonathana Carrolla, a również dla tych, którzy dopiero rozpoczynają z nim czytelniczy flirt. A co tak przyciąga jego fanów i potencjalnych czytelników?. Błyskotliwa fabuła, tajemnica, nieoczekiwane zwroty akcji, bullteriery i oczywiście, świat po "drugiej stronie lustra", który w niczym nie przypomina naszej rzeczywistości.
Etykiety: Kraina Chichów, książki, recenzje
Michnik w Krakowie - "Wściekłość i wstyd"
niedziela, 21 styczeń 2007

"Wściekłość i wstyd" to zbiór esejów napisanych przez Michnika w których dominuje tematyka poświęcona kształtowaniu się polskiej demokracji po 1989r. Naczelny Gazety Wyborczej pisze o stereotypach i postawach Polaków. Omawia nasz stosunek do państwowości, a także przedstawia powinności inteligencji
Co ciekawego ma do powiedzenia? Redaktor naczelny wyjaśnia na okładce swojej książki:
Adam Michnik: Ta książka jest dla mnie dlatego ważna, że jest ona moim głosem w sporze, który się dziś w naszym kraju toczy. Jest ona upomnieniem się o pewien sposób myślenia, mówienia i pisania o współczesności i naszej historii o naszym marzeniu o przyszłości.
Młodzież Wszechpolska rozdaje ulotki przed spotkaniem z MichnikiemByć może najważniejszym przesłaniem XX stulecia jest wiedza o tym, że oczyszczenie świata z grzechu jest niebezpiecznym urojeniem umysłu spragnionego dobra - jesteśmy skazani na niedoskonałość. Dlatego demokracja nie jest czarna ani biała, ani czerwona. Demokracja jest szara, powstaje z trudem, a jej wartość i smak rozpoznaje się najlepiej, gdy już przegrywa pod naporem czerwonych, białych bądź brunatnych idei radykalnych. Bądź tedy pobożny, niepokorny inteligencie, ale nie wyrzekaj się sceptycyzmu - choćby w świecie politycznych zaangażowań. [...] Bowiem przeznaczeniem twoim nie jest ani świętowanie politycznych wiktorii, ani schlebianie własnemu narodowi. Masz dochować wierności sprawom przegranym, mówić rzeczy nieprzyjemne, budzić sprzeciw. Masz zbierać cięgi od swoich i obcych - bo tak tylko zdobędziesz dobro, którego nie zdobędziesz". - Adam Michnik.
Podczas spotkania, Młodzież Wszechpolska wdała się w dyskusję z jak to określili na swoich ulotkach rozdawanych przed Audytorium Maximum"obrońcą katów z UB"...
Wszechpolacy rozdawali dwustronnie zadrukowane ulotki. Na pierwszej stronie widniało czarno-białe zdjęcie Michnika, a pod nim cytat "Nam nie jest wszystko jedno" A. Michnik. Poniżej cytatu napisali:
- obrońca katów z UBŻeby nie było wątpliwości na dole ulotki umieścili logo swojej organizacji oraz adres internetowy www.ma.wszechpolacy.pl oraz numer telefonu 510 058 795.
- przyjaciel aparatczyków z PZPR
- pierwszy cenzor III RP
Gdy obrócimy ulotkę na drugą stronę znajdziemy cytaty Michnika oraz, kto i co powiedział o Michniku. Znajdziemy również informacje o rodowodzie komunistycznym, oraz o przynależności Michnika do ugrupowań komunistycznych. Młodzież Wszechpolska również nazywa Michnika "zdrajcą przyjaciół".
Michnik powiedział:
- należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Nie będe ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska.
- Normalny człowiek z normalnego domu kiedy kończył szkołę, wiedział, że ci rządzący komuniści to są oprawcy, zbrodniarze, że mogą zabić, złamać życie. To rodziło strach. Ja uważałem, że komuniści wprawdzie popełniają błędy ideologiczne, bo nie dość uważnie przeczytali Marksa i Lenina, ale że to da się naprostować. Wystarczy ich trochę oświecić, przekonać, zmusić do czytania (...)
- Tradycyjnie przywykliśmy sądzić, że religijność i Kościół to synonimy wstecznictwa i tępego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu religinego traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik umysłowego i moralnego postępu.
- Generał Kiszczak jest człowiekiem honoru
- Odpieprzcie się od generała! (Jaruzelskiego)
- Uwłaszczenie nomenklatury, a także nowej biurokracji jest faktem (...). Nie myślę, by była to zbyt wysoka cena za rozbrojenie sił "starego porządku" i wpisanie ich w system demokracji parlamentarnej i gospodarki rynkowej
- Najświetlejsze umysły na Zachodzie popierały komunizm
O Michniku powiedzieli:
- Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny (Zbigniew Herbert)
- Adam Michnik cacka się ogromnie ze swoim ciągle podkreślanym marksizmem i "(...) Nie żal mi tych maniaków, wszystkich dyskutujących o "dyktaturze proletariatu" do ciupy i kwita! (...) Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzią alfą i omegą (Stefan Kisielewski)
- W innym układzie, w państwie lustrującym i dekomunizującym jego gazeta nie byłaby tak znacząca. Do polskiej inteligencji dotarłaby inna prawda, która stałaby się politycznie poprawną. A "Wyborcza" stoczyłaby się do roli "Trybuny" (...) nie byłby tak potężny przyjmuje postawą chuligana, który napada na przechodnia i jednocześnie krzyczy "ratunku! Policja!" (...) niewielu ludzi ma taki udział w szerzeniu nienawiści w życiu publicznym, jak Adam Michnik. Na pewno zaś nikt nie potrafił łączyć jej krzewienia z zapewnieniami o własnej szlachetności. (Lech Kaczyński)
- Mamy prawo sądzić, że jest pan kupiony (górnicy z kopalni "Wujek")
Rodowód komunistyczny: ojciec - Ozjasz Szechter działacz Komunistycznej Partiii Zachodniej Ukrainy domagającej się wcielenie ziem polskich do ZSRR, matka - Helena, autorka kłamliwych komunistycznych podręczników do historii, brat - Stefan, sędzia stalinowski, autor wielu wyroków śmierci na żołnierzach AK. Michnik wielokrotnie ich usprawiedliwał i mówił, że jego brat był nieświadomy, a rodzice byli polskimi patriotami.
Michnik komunista: w młodości działacz "Czerwonego Harcerstwa", potem zwolennik trockizmu i przeciwnik Kościoła. Od zawsze stał na straży interesów SB i byłych aparatczyków PZPR broniąc ich w swojej "Gazecie". Zawzięcie atakował lustrację i dekomunizację. Swoich przeciwników oskarżał o "oszołomstwo" i "antysemityzm" nie używając przy tym racjonalnych argumentów. Przyznaje sie do bliskiej znajomości z Jerzym Urbanem, Wojciechem Jaruzelskim, Mieczysławem Rakowskim i Aleksandrem Kwaśniewskim, z którym już dawno chciał założyć wspólną partię.
Zdrajca przyjaciół: po roku 1989 atakował tych, którzy mu wcześniej pomagali: Jerzego Giedorycia, ks. Henryka Jankowskiego, Lecha Wałęsę, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Zbigniewa Herberta, hierarchów Kościoła Katolickiego.
Mój komentarz: Michnik to osoba bardzo inteligentna. Dało się to wyczuć na spotkaniu z nim. Inteligentne riposty na odpowiedzi słuchaczy. Nie chcę brać tego pana w obronę, ale również nie podzielam opinii Wszechpolaków. Uważam że w Polsce panuje demokracja, której bardzo istotnym elementem jest pluralizm, czyli wolność wyrażania różnych poglądów. Michnik, ma prawo do swoich poglądów. Nikt jednak nie ma prawa do szkalowania innych osób. Właśnie tak postąpiła MW, która oskarża Michnika, nie podając jasnych i rzeczowych faktów. Postanowiłem je sprawdzić w wikipedii pod hasłem Adam Michnik. Owszem okazało się, że był on członkiem " Hufca Walterowskiego ZHP", jednakże nie było to "Czerwone harcerstwo" jak określają to Wszechpolacy... zresztą co oznacza termin "czerwone harcerstwo"? Domniemam, że komunistyczne harcerstwo, jednak ... z mojej wiedzy wiem, że w Polsce nigdy nie było komunizmu, a jedynie (aż) socjalizm. Szkoda również, że Wszechpolacy nie napisali o tym, że Michnik w okresie PRL, siedział w więzieniu:
Wikipedia.pl: "W marcu 1968 roku został ostatecznie relegowany z uczelni za aktywny udział w tzw. Wydarzeniach Marcowych, czyli protestach studentów i środowiska akademickiego, zapoczątkowanego zdjęciem przez cenzurę inscenizacji "Dziadów" Mickiewicza ze sceny Teatru Narodowego. Wkrótce po relegowaniu został aresztowany i skazany na 3 lata więzienia za "wybryki chuligańskie", polegające w istocie na uczestniczeniu w Wydarzeniach Marcowych."MW, nie napisała również nic o jego działalności opozycyjnej oraz o wielu innych pozytywnych aspektach z życia publicznego Michnika. Bo na pewno nie jest publicznym życiem, los jego rodziny. Mogę powiedzieć, że prawda przedstawiona na rozdawanych przez MW ulotkach, jest nieprawdą. Jest to informacja nieobiektywna i nierzetelna. Uważam również, że podawanie informacji niepełnych, stronniczych o innych osobach przez różne organizacje polityczne powinno być karane grzywną.
Przeczytaj również:
-> Gazeta Wyborcza: Spotkanie z Adamem Michnikiem w Auditorium Maximum UJ
-> Lewica.pl: Recenzja książki "Wściekłośc i wstyd"
Grand Press 2004 - dziennikarskie hity
sobota, 28 październik 2006
Cóż można napisać o książce, która sama w sobie zawiera najlepsze teksty dziennikarskie? Przede wszystkim to, że jest to książka która wyznacza standardy dla polskiego dziennikarstwa. Standardy w różnych gatunkach prasowych, takich jak: reportaż prasowy, news, dziennikarstwo śledcze, publicystyka, dziennikarstwo specjalistyczne, reportaż radiowy i reportaż telewizyjny. Zastanowić by się można, po co komu książka która zawiera stare materiały, już nieaktualne. Jest to książka przede wszystkim dla dziennikarzy, którzy chcą poprawić swój własny warsztat. Wielu dziennikarzy pouczając młodych adeptów tej sztuki sugeruje aby najpierw postarać się kopiować styl dziennikarzy już pracujących w zawodzie. Własny styl wypracujemy potem, gdy już będziemy mieć napisanych dziesiątki stron artykułów. Wzorowanie się na czyimś stylu nie jest niczym złym. Oczywistym jest, że uczymy się od najlepszych podglądając ich warsztat. Jednak ta książka to coś więcej niż modelowy warsztat poszczególnych gatunków dziennikarskich. Tu są problemy poruszone, parę lat temu, które pozostały nadal aktualne. Najlepszy reportaż to tekst Angeliki Kuźniak i Włodzimierza Nowaka z Gazety Wyborczej - ? Mój warszawski strzał.? Tematyką tego reportażu są wspomnienia niemieckiego żołnierza, który walczył z Polakami podczas Powstania Warszawskiego. Reporterzy którzy napisali tę historię zwracali uwagę na szczegóły, np. Liczyli stopnie schodów po którym wchodzi bohater, jak trzyma papierosa itp. Dlaczego kochają reportaż? Za jego nieprzewidywalność, za pasję, z jaką pozwala poznawać nowe drogi, za powolne wkradanie się w ludzkie serca. Reportaż jet najtrudniejszym spośród gatunków prasowych, dlatego warto sięgnąć do tego gatunku.
Ważną częścią każdego materiału są odautorskie refleksje, opinie, anegdoty na temat włożonej w niego pracy. Dowiadujemy się z nich co czują podczas jak i po zakończeniu pisania tekstu, jakie wzbudzają się w nich wątpliwości podczas zbierania materiałów, o co boją się zapytać. Dzielą się tymi refleksjami z czytelnikami. Opowiadają nam o reakcji z jaką spotykali się po wydrukowaniu już materiału, reakcją ze strony czytelników. Ciekawostką dla wielu będzie odpowiedź na pytanie jak poniektórzy autorzy wpadli na trop swoich artykułów, np. Michał Zaremba i Piotr Kranowski przyznali, że felieton ?Wysysanie lisa? opracowany był początkowo na podstawie plotek.
Zamieszczenie przebiegu pracy zawodowej autorów, wraz z wykazem kolejnych redakcji w których pracowali, może pomóc nam uświadomić sobie, jak zawariowana może być dziennikarska kariera. Kolejnym plusem jest fakt, poznania kolegów po fachu.
Oprócz prac nominowanych i nagrodzonych w konkursie znajdziemy tu wspomnienie o Marcinie Pawłowskim ? Dziennikarzu Roku 2004. Reporter i prowadzący ?Fakty w TVN-ie, który pokazał nam, że dziennikarzem się jest, a nie bywa.
Wszystkie teksty to ?kamienie milowe? polskiego dziennikarstwa. Poznanie ich to jak otrzymanie mapy, która zdecydowanie ułatwi nam poruszanie się po dziennikarskim świecie.
Najlepszym podręcznikiem dobrego pisania jest cudzy tekst, stałe czytanie. Czytanie gazet i czasopism, oczywiście przeczytanie tej książki prowadzi najszybciej do celu.
Janusz Kulig - album
czwartek, 26 październik 2006
Książka ta w zamyśle powstawała jako album, przygotowywany dla sponsorów Janusza Kuliga. Jednakże to coś więcej niż album. To opowieść o człowieku, kierowcy rajdowym, który opowiada o swojej pasji jaką są rajdy samochodowe. Pomysł stworzenia takiej publikacji narodził się w 2003 roku, i miał początkowo trafić do sponsorów Janusza, tych większych i mniejszych. Nad albumem pracował osobiście Janusz, który opowiadał redaktorom o zdarzeniach jakie kojarzyły mu się z oglądanymi zdjęciami. Wspominał zdarzenia, opowiadał ciekawostki, anegdoty, dzielił się swoją wiedzą związaną z rajdami. W publikacji miały znaleźć się również ostatnie wydarzenia ? zawiązaniu zespołu Fiat Auto Poland, w którym Janusz miał być kierowcą.Niestety 13 lutego 2004 roku dowiedzieliśmy się o jego tragicznej śmierci. Janusz Kulig zginął w wypadku koło Bochni. Jadąc Fiatem Stilo wjechał pod pociąg na strzeżonym przejeździe w miejscowości Rzezawa, który z niewiadomych przyczyn był otwarty. Miał 35 lat, był trzykrotnym mistrzem Polski w latach 1997, 2000, 2001 i wicemistrzem Europy w roku 2002. Redakcja współpracująca z Januszem po wielu dyskusjach i konsultacjach z rodziną Janusza i bliskimi mu osobami, postanowiła wydać to dzieło do końca w niezmienionej formie. W takiej, jaką po raz ostatni widział i akceptował Janusz Kulig.
Wszystkie teksty znajdujące się w tej publikacji są osobistymi wypowiedziami Janusza, który zabiera nas w podróż zwaną rajdami samochodowymi: ?Nie ma chyba facetów nie interesujących się autami. To zaczyna się już w dzieciństwie i te samochodziki zostają ludziom na dłużej. Dzieje się tak, zwłaszcza gdy tuż koło rodzinnego podwórka przebiega trasa lokalnych rajdów.? Na kolejnych stronach przeczytamy skróconą biografię mistrza. Dowiemy się, że zawsze wiedział o tym, że chce zostać kierowcą rajdowym: ?Samochód potrafię prowadzić od siódmego roku życia. Szybko też zorientowałem się, że hamulec ręczny to urządzenie pomocnie nie tylko przy parkowaniu.? Kolejne strony to opowieść o samochodach którymi jeździ, zaczynając od najmniejszych i najsłabszych jak Fiat 126p: ?Nasz biedny ?maluszek? poddany został strasznym torturom, dzięki, którym moc jego silnika wzrosła prawie dwukrotnie, osiągając zawrotne 40 KM.? po mocniejsze jak Renault Megane Maxi: ?Cóż to był za samochód! Genialnie przyspieszający, równie genialnie hamujący i dający nadzieję na zwycięstwo w generalce?, po najmocniejsze: ?W roku 2000 ? jako pierwsza niefabryczna załoga na świece ? dostaliśmy do dyspozycji auto nowej generacji ? Forda Focusa WRC.?. Przy każdym z samochodów wspomina jakiś rajd, który był dla niego wyjątkowy. Opisuje również swoje miejsce pracy prezentując techniki budowy rajdowego samochodu. Zdradza nam zaplecze rajdowego warsztatu zwanego ?strefą serwisową?. Opowiada o ?drugiej skórze? kierowcy rajdowego, czyli kombinezonie, rękawicach, bieliźnie.
Kolejne strony to kolejne anegdoty o rajdach samochodowych,w których pokazuje jak trudne sztuką jest rajdowanie: ?Rzeczywistość widziana przez boczną szybę samochodu rajdowego to wielobarwna smuga bez wyraźnie zarysowanych konturów poszczególnych domków, słupków, drzewek?. Po śmierci Janusza kibice podejmowali najróżniejsze inicjatywy ku pamięci wspaniałego człowieka jakim był. Dzięki temu wiem jedno - Janusz pozostanie w naszych wspomnieniach bardzo długo. On także nie zapomniał poświecić strony swoim kibicom. Zatytułował ją ?Najwierniejsi z niewidzialnych.? Kolejna strona opatrzona nagłówkiem ?Wielkie słowa to żart? a pod nim: Towarzysząca rajdom popularność to sprawa, z którą mam nadzieję, dobrze sobie poradziłem. Nie występuje, tylko jeżdżę, tak w skróce można by opisać mój stosunek do rajdów i ich medialnej otoczki.?
Janusz nie zapomina o ludziach, którzy byli dla niego idolami, jak Marian Bublewicz czy Sobiesłąw Zasada, poświęca im paręnaście zdań, jak również kierowcą u boku których rozwijał swoje umiejętności jak Petter Solberg, Sebastain Lindholm, Tommi Makinen, Carlos Sainz. Nie zapomina również o najważniejszej osobie jaka towarzyszyła mu przez większość swojej kariery. O swoim pilocie, Jarku Baranie. Opisuje rolę pilota w samochodzie rajdowym, zdradza technikę rajdowego opisu. Kolejne strony poświęcone są pamiętnemu sezonowi 2002, w którym Janusz ścigał się z najlepszymi w Rajdowych Mistrzostwach Europy. Ostatnie strony poświęcone są udziałowi w cyklu PCWRC, rozgrywanemu w ramach Mistrzostw Świata. To był ostatni sezon dla Janusza.
Książka ta to unikat na księgarskim rynku. Unikat pod względem oryginalności. Jest wiele publikacji poświęconych Januszowi, ale tylko ta jedna jest pisana przez niego. Pisana jasnym, prostym ale bardzo barwnym językiem. Czytającemu udziela się pasja jaką Janusz darzył rajdy samochodowe. Książka ta to opowieść o rajdach samochodowych jednego z najlepszych polskich kierowców rajdowych. Wzbogacona zdjęciami najlepszych fotografów rajdowych.
Zobacz też:
Dzień po 13 II 2004. Jak wygląda świat rajdowy bez Janusza Kuliga?
Jak polacy wygrywają Jak polacy przegrywają
wtorek, 24 październik 2006
Większość z nas lubi czytać różnego rodzaju raporty, statystyki, sondaże opinii publicznej. Dowiadujemy się z niej co myśli reszta społeczeństwa, być może nasi przyjaciele, sąsiedzi etc. Sprawdzamy, czy nasz pogląd różni się od poglądu większości społeczeństwa, bądź dopiero wyrabiamy sobie go na niektóre sprawy i problemy. W większości raportów tego typu nie znajdujemy jednak wyjaśnienia opinii prezentowanych na różnorakich słupkach, liczbach, wskaźnikach itp. Specjalnie z myślą o takich osobach Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, przygotowało ksiązkę ?Jak Polacy przegrywają, jak polacy wygrywają?. Jest to praca zbiorowa pod redakcją Marka Drogosza. Mottem ksiązki jest hasło ?Poznaj samego siebie?. Książka jest podzielona na osiem rozdziałów ? rozpraw - z których dowiemy się: czy polacy są wielkim i dumnym narodem, jaką mamy kulturę narzekania, oraz co pozytywnego z tego może wyniknąć. Sprawdzimy czy nasze społeczeństwo jest prorozwojowe, oraz czy jesteśmy obywatelscy i jakie są nasze symbole wspólnoty. Czy stajemy się lepsi? Przeczytamy o optymistach i ryzykantach, oraz o historiach które kształtują nasze życie.
Pierwszy rozdział to portret własny Polaków na tle krajów Europejskich mierzony według sondaży różnorakich instytucji działających w ramach Uni Europejskiej. Maria Lewacka próbuje wyjaśnić nam dlaczego przegrywamy oraz w których momentach. Pokazuje również nasze dobre strony i osiągnięcia. W drugim rodzdziale Bogdan Wojcisze i Wiesław Baryła udowodnią nam, że Polacy są narodem wieznie niezadowolonym. Co ciekawe okaże się, że to wcale nie jest taka zła cecha dla narodu, ale... tylko w pewnych sytuacjach. Dokładniej te pewne sytuacje opisuje w rozdziale trzecim Dariusz Doliński, który twierdzi, że z narzekania może wyniknąc wiele dobrego.Czwarty rozdział napisany przez Krystynę Skarżyńską wyjaśni jak ważne dla naszego kraju są inicjatywy oddolne. Poznamy mechanizmy, które pozwolą nam wzmocnić takie inicjatywy, oraz stworzyć sieć powiązań pomiędzy rządzonymi a rządzącymi. W piątej rozprawie Ireneusz Krzemiński pokazuje nam plusy i minusy ponurego onastroju oraz radości. Autor dostrzega że z tych dwóch nastrojów jakże skrajnych nastrojów może wyniknąć coś pożytecznego. Szósty rozdział odpowie nam na pytanie czy stajemy się lepsi. Janusz Grzelak przedstawił w nim portret polaka społecznika, proces transformacji ustrojowej, oraz wyjaśnia zmiany orientacji społecznych. W siódmym rozdziale Janusz Czapiński krśli sylwetki polaków optymistów i ryzykantów. Oraz odpowiada na pytanie nurtujące wielu, czy można być jednocześnie optymistą i pesymistą. Ósmy rozdział napisany przez Jerzego Trzebińskiego i Marka Drogosza to opis w jaki sposób kształtujemy swoją własną rzeczywistośc, nasz punkt widzenia oraz jak może się to odbić na całe społeczeństwo.
Ksiązka ta pomimo, że nierzadko uzbrojona w wiele cyfr i procentów jest łatwa w odbiorze. Stylu w jakim autorzy przedstawiają i wyjaśniają badania socjologiczne, mógłby pozazdrościć im niejeden dziennikarz piszący na temat najnoweszych badań opini społecznej. Ksiązka po lekturze której uzbroimy się w optymizm oraz częściej będziemy śmiać się z własnych przywar narodowych. Warto zatem wziąść tę pozycję bo jak piszą autorzy: ?somopoznanie jest jednym z głównych warunków rozwoju ? o czym łatwo zapominamy w codziennym wirze spraw?.
Grzegorz Miecugow: Inny Punkt Widzenia
sobota, 21 październik 2006
Niewiele jest książek po lekturze których mamy okazję zatrzymać się na chwilę i zreflektować się nad naszym i otaczającym nas życiem. Jeżeli już są takowe, prawda w nich jest najczęściej ukryta, a dotarcie do niej wymaga nie lada wysiłku. Trzeba umieć czytać między wierszami. W dzisiejszym świecie niestety nie ma na to czasu. Potrzebny jest nam przewodnik, który wprost wyjawi prawdę o otaczającym naś świecie. Taką książką jest właśnie ?Inny punkt Widzenia? Grzegorza Miecugowa. Jest on znanym dziennikarzem i publicystą, który w 2003 roku na antenie TVN 24 rozpoczął cykl rozmów ze zananymi i ciekawymi ludźmi.Ludźmi którzy mogą być dla nas autorytetami?Myślę, że nasze społeczeństwo straciło pewne autorytety. My ? artyści, dziennikarze i wszyscy ludzie, którzy mają coś do powiedzenia ? nie wykreowaliścmy pewnego podstawowego systemu wartości. Systemu opierającego się na uczciwości, pracy, obowiązkach wobec rodziny? - przyznaje Jerzy Pilch, jeden z rozmówców Miecugowa.
W książce jest 20 takich rozmów. Z pisarzami (np. Lem, Stasiuk, Kapuściński, Pilch), aktorami (Dymna, Janda. Kondrat, Nowicki, Majchrzak), z ludźmi inaczej znanymi ze sceny (Bem, Mann, Materna, Bartosz Waglewski), z Władysławem Bartoszewskim, Jackiem Hołówką, Robertem Korzeniowskim, Aleksandrem Wolszczanem, Krzysztofem Pawłowskim, Zbigniewem Preisnerem.
Każdy z rozmówców mówi rzeczy ważne i warte zapamiętania. Goście Miecugowa to ludzie którzy lubią rozmawiać, i tą sztukę rozmawiania widać. Na przykład Zbigniew Preisner przyznaje: "Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, bo wysyłamy SMS-y, przestaliśmy czytać książki, bo oglądamy telewizję. Przestaliśmy interesować się tym, co dzieje się u sąsiada, ponieważ oglądamy Big Brothera". Z każdym rozmawia inaczej, koncentruje się jednak na człowieku i otaczającej go rzeczywistości.W rozmowach goście rozstrząsają problemy globalne, filozoficzne, starają się odnaleźć miejsce Polski w Europie i na świecie.
Krzysztof Majchrzak: ?Chwile mają to do siebie że są niezatrzymywalne. Każdy kto interesuje się filozofią, religioznawstem wie o tym doskonale. Nasz świat składa się z niezatrzymywalności i z ulotności?. Trzeba przyznać, że ?Inny Punkt Widzenia? Miecugowa zdołał złapać tę chwile, myśli do których będziemy wracać nie raz. Będziemy wracać bo każdy z nas znajdzie tam swój autorytet.
Etykiety: dziennikartswo, książki, media, recenzje
Pojedynek na słowa
środa, 18 październik 2006
Dziś, gdy my obywatele, nie wiemy, co politycy mówią do nas. Gdy zewsząd ogarnia nas medialny chaos informacji. W czasach, gdy w mediach królują politycy, którzy jeden przez drugiego krzyczą, przekonując do swoich racji. W czasach gdzie prawda stała się instrumentem walki politycznej, gdy pojęcie prawdy znaczy tyle, co nic. W czasach, gdy ta prawda dla wielu polityków równa się tylko ich zdaniu. W tych czasach musimy się jakoś bronić. Często w potoku słów, które codziennie docierają do nas z ekranów telewizorów, głośników odbiorników radiowych, czy na łamach prasy nie potrafimy rozróżnić, kto ma racje. Potrzebna jest nam pomoc. Wiedza, która pozwoliłaby nam odróżnić prawdę od kłamstwa. Wiedza pozwalająca wyróżnić populizm i demagogię.
Potrzebna jest nam wiedza erystyczna, czyli sztuka prowadzenia sporów za pomocą sztuczek, których jedynym celem nie jest wyłonienie prawdy, ale stworzenie wrażenia, że ma się rację.
W pojedynku na słowa nie wystarczy mieć rację. Kto nie umie obronić się przed demagogią ? Przegrywa! Znajomość tej sztuki jest potrzebna każdemu, kto chce dokonywać racjonalnych wyborów i umieć bronić się przed manipulacją.
Sztukę tę prezentuje w swojej książce ?Pojedynek na słowa. Techniki erystyczne w publicznych sporach? Marek Kochan. Przedstawia ją jako podręcznik samoobrony przed nieświadomym utajonych praktyk manipulatorskich odbiorcą środków masowego komunikowania. Dr. Marek Kochan jest wykładowcą retoryki i erystyki w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w zagadnieniach perswazji językowej, autoprezentacji i kreowania wizerunku.
Swoją wiedzę zebrał w trzech rozdziałach, po lekturze, których nie będziemy już bezbronni jak dzieci. W pierwszej części autor wyjaśnia nam teorie erystyki i źródła pochodzenia tej tajemnej - jak na razie - dla nas sztuki. Pokazuje jak sztuka ta występuje w publicznych dyskusjach tych, na co dzień i w mediach. Wyjaśnia nam najważniejsze zagadnienia, ilustrując przykładami z życia zaczerpniętymi. Prezentuje nam budowę studia telewizyjnego, które ma ogromy wpływ na to jak zostaniemy pokazani, prowadząc nas niemal za rękę wyjaśnia rolę rozmieszczenia kamer, wzrostu dyskutantów, sposobu ubioru, poruszania się, mimiki.
Druga część to przegląd technik, Schopenhauera przeniesionych na grunt współczesnego, bliższego nam świata. Kochan omówił ponad 27 różnych technik, pokrótce charakteryzując każdą z nich, uzupełniając je przykładami wypowiedzi znanych nam polityków. Integralną częścią każdej z opisanych technik jest przedstawienie paru sposobów jak się przed opisanymi sztuczkami skutecznie bronić.
Trzecia część to zapis debaty politycznej, jaką pomiędzy sobą stoczył Andrzeje Lepper z Janem Marią Rokitą do którego doszło w studiu Radia Zet. Debata ta to wyśmienity przykład sporu, w którym autor bezlitośnie obnaża techniki erystyczne użyte przez obydwu panów. Dla czytelnika stanowi to swoiste repetytorium nabytej wcześniej wiedzy.
Książkę tę polecałbym każdemu, kto chciałby się bronić przed niebezpieczeństwem, na które codziennie narażają nas politycy. Na niebezpieczeństwo manipulacji słownej. Poznawszy erystyczne chwyty będziemy wstanie ocenić, którzy politycy naprawdę uzasadniają swoje stanowisko, a kiedy tylko wykręcają się od odpowiedzi.
Świat według Jeremy Clarksona
poniedziałek, 9 październik 2006
Jeremy Clarkson jest brytyjskim dziennikarz specjalizujący się w motoryzacji. Prowadzi w telewizji BBC program Top Gear poświęcony samochodom, motoryzacji oraz sportom motorowym. W Polsce Top Gear emitowany jest na kanałach TVN Turbo i BBC Prime. Jeremy nie wstydzi się swoich poglądów, co nieraz wzbudza kontrowersje. Jednakże właśnie swoim zdroworozsądkowym podejściem i poczuciem humoru zjednuje sobie telewidzów. Jest autorem 10 książek. W 2006 roku w Polsce ukazała się jedna z nich. ?Świat według Jeremy Clarksona? to zbiór felietonów pisanych do Sunday Timesa. Książka ta utrzymywała się przez osiem tygodni na pierwszym miejscu listy bestselerów w Wielkiej Brytanii. Spodziewałem się, że będzie to książka w dużej mierze o samochodach, a tymczasem samochody w ogóle w niej nie występują. Po lekturze pierwszych stron zastanawiałem się, dlaczego dziennikarz, który prowadzi najlepszy program motoryzacyjny na świecie, tak beznadziejnie pisze! Miałem wrażenie, że czytam słowa marudera. Uwierzyłem już w magię szklanego ekranu, czarodziejskie triki i przygotowane scenariusze, które on tylko wkuwa na pamięć. Jednak gdzieś w środku zrozumiałem, że Jeremy był jak stary zimny diesel, który w końcu załapał i z felietonu w felieton zaczął się rozkręcać sprawiając mi coraz większą frajdę z lektury. Dalej było już tylko lepiej.
Z felietonów Jeremiego wyłania się człowiek jak każdy inny, który próbuje poradzić sobie z otaczającym go światem. Człowiek z własnymi słabymi i mocnymi stronami. Próbuje ośmieszać zazdrość o pieniądze, doceniać ludzi, którzy odnoszą sukces, jak i sprowadzić na ziemię tych, którzy na szczyty sławy dostali się przez przypadek np. pokazując własną głupotę, chamstwo.
Książka rozśmiesza wprost proporcjonalnie do ilości przeczytanych stron, tak jak z liczbą przejechanych kilometrów, im więcej ich zrobimy tym pewniej czujemy się za kierownicą własnego pojazdu, tak ze światem Clarksona, rozumiemy jego irytację z otaczającego nas życia. Tak więc dajmy mu szansę. Clarksonowi bliskie są sprawy ochrony ginących gatunków i uwierzcie mi naprawdę warto dotrzeć do strony, w której ?zawraca? sobie głowę Makakami, i dywaguje, co z tego można wyniknąć. Oprócz tego za wszelką cenę stara się udowodnić, że inne środki komunikacji jak np. pociąg, samolot, autobus są niepotrzebne, bądź bardzo nieużyteczne.
Dzięki tej książce poznałem jego sposób patrzenia na świat, bardzo ożywczy i bardzo ludzki. Pod przykrywką brytyjskiego humoru pokazuje sprawy ludzkie, które nie powinny być zepsute przez nadmierną ostrożności, głupie przepisy i nieodpowiedzialnych ludzi. Clarkson uczy nas by nie dać się zwariować. Daje nam wiele do myślenia. Książka jest bardzo niebanalna, bardzo brytyjska, bardzo Clarksonowska.
Przeczytaj również: recenzje w serwisie wiadomosci24.pl
Etykiety: książki, motoryzacja, recenzje
