Orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie obowiązku rejestracji stron www jako prasę.
środa, 12 wrzesień 2007
> Czy serwis internetowy jest gazetą?
> Posty na forum są materiałem prasowym.
U Z A S A D N I E N I E
W dniu 29 grudnia 2004 r Prokurator Rejonowy w Przemyślu skierował do miejscowego Sądu Rejonowego akt oskarżenia przeciwko Norbertowi Z. i Tomaszowi K. zarzucając im to, że: w okresie od lipca 2003 roku do maja 2004 roku w Przemyślu woj. podkarpackiego i Głogowie woj. dolnośląskiego, działając wspólnie i w porozumieniu wydawali czasopismo internetowe ?Szyciepoprzemysku" pod adresem www.szyciepoprzemysku.prv.pl bez wymaganej rejestracji, tj. przestępstwa z art. 45 Ustawy z dnia 26.01.1984 roku (Dz. U. Nr 5, poz. 24 z późn. zm.). Ponadto zarzucił, że w okresie od lipca 2003 roku do maja 2004 roku w Przemyślu, woj. podkarpackiego i Głogowie woj. dolnośląskiego wspólnie i w porozumieniu wydawali czasopismo internetowe ?Szyciepoprzemysku" pod adresem www.szyciepoprzemysku.prv.pl bez podania w widocznym i zwyczajowo przyjętym miejscu nazwy i adresu wydawcy, adresu redakcji, imienia i nazwiska redaktora naczelnego, miejsca wydawania oraz międzynarodowego znaku informacyjnego, tj. o popełnienie przestępstwa z art. 49 w zw. z art. 27 ust 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. 1984 Nr 5, poz. 24 z późn. zm.).
Wyrokiem z dnia 31 października 2005 roku Sąd Rejonowy w Przemyślu (sygn. akt. II K 55/05) uniewinnił oskarżonych od zarzucanych im przestępstw. Po rozpoznaniu apelacji wniesionej przez Prokuratora Rejonowego w Przemyślu i pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego, wyrokiem z dnia 13 lutego 2006 roku, sygn. akt. II Ka 20/06, Sąd Okręgowy w Przemyślu uchylił zaskarżone orzeczenie i przekazał sprawę Sądowi Rejonowemu w Przemyślu do ponownego rozpoznania. Podczas ponownego rozpoznania sprawy przed Sądem Rejonowym w Przemyślu (sygn. akt II K 80/06) w dniu 28 kwietnia 2006 roku na rozprawie (k. 459 - 460) prokurator dokonał modyfikacji zarzutów aktu oskarżenia poprzez wprowadzenie do opisu czynów zarzucanych oskarżonym sformułowania ?w formie drukowanej, druku papierowego, periodycznego ?Szyciepoprzemysku" i internetowe". Na wniosek obrońcy oskarżonych Sąd Rejonowy odroczył do dnia 23 maja 2006 roku rozprawę w tej sprawie.
Wyrokiem z dnia 22 września 2006 roku sygn. akt. II K 80/06 Sąd Rejonowy w Przemyślu uznał oskarżonych Noberta Z. i Tomasza K. za winnych tego, że: 1) w okresie od lipca 2003 roku do maja 2004 roku w Przemyślu woj. podkarpackiego i Głogowie woj. dolnośląskiego, działając wspólnie i w porozumieniu wydawali czasopismo w formie drukowanej, druku papierowego, periodycznego ?Szyciepoprzemysku" bez wymaganej rejestracji, tj. o przestępstwo z art. 45 Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. 1984 Nr 5, poz. 24 z późn. zm.) oraz tego, że: 2 ) w okresie od lipca 2003 roku do maja 2004 roku w Przemyślu, woj. podkarpackiego i Głogowie woj. dolnośląskiego wspólnie i w porozumieniu wydawali czasopismo w formie drukowanej, druku papierowego, periodycznego ?Szyciepoprzemysku" bez podania w widocznym i zwyczajowo przyjętym miejscu nazwy i adresu wydawcy, adresu redakcji, imienia i nazwiska redaktora naczelnego, miejsca wydawania oraz międzynarodowego znaku informacyjnego, tj. o przestępstwa z art. 49 w zw. z art. 27 ust 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984r Prawo prasowe (Dz. U. Nr 5 poz. 24 z późn. zm.). Za każde z tych przestępstw Sąd Rejonowy w Przemyślu wymierzył każdemu z oskarżonych jednostkowe kary grzywny rozmiarze 70 stawek dziennych po 20 zł i w konsekwencji orzekł wobec każdego z nich karę łączną grzywny w rozmiarze po 90 stawek dziennych przy przyjęciu, że jedna stawka wynosi 25 zł. Jednocześnie Sąd Rejonowy orzekł przepadek zabezpieczonych dowodów rzeczowych.
Wyrokiem z dnia 6 lutego 2007 roku Sąd Okręgowy w Przemyślu ( sygn. akt. II Ka 34/07) po rozpoznaniu apelacji wniesionej przez obrońcę oskarżonego Norberta Z. zmienił zaskarżony wyrok Sądu Rejonowego w stosunku do obu oskarżonych i uniewinnił oskarżonych Tomasza K. i Norberta Z. od zarzucanych im aktem oskarżenia czynów.
Od wyroku Sądu Okręgowego w Przemyślu kasację złożył Prokurator Okręgowy w Przemyślu zaskarżając wyrok w całości na niekorzyść oskarżonych. Prokurator zarzucił rażące naruszenie przepisów- art. 14 § 1 k.p.k. w zw. z art. 17 § 1 pkt 9 k.p.k. , art. 398 k.p.k. w zw. z art. 414§1 k.p.k. w zw. z art. 437 § 2 k.p.k. mające wpływ na treść wyroku, poprzez bezzasadne ? jak stwierdził ? uznanie przez Sąd Odwoławczy, że Sąd I instancji skazał oskarżonych Norberta Z. i Tomasza K. za przypisane im przestępstwa, polegające na wydawaniu bez rejestracji czasopisma ?Szyciepoprzemysku" w formie drukowanej - bez skargi oskarżyciela publicznego, co stanowiło okoliczność wyłączającą postępowanie i bez odebrania od oskarżonych zgody na rozpoznanie na rozprawie tych czynów jako innych niż ujętych w akcie oskarżenia ? co w konsekwencji doprowadziło do niesłusznego uniewinnienia oskarżonych, zamiast ewentualnego uchylenia wyroku i umorzenia postępowania w zakresie czynów nie objętych aktem oskarżenia oraz przekazania sprawy Sądowi I instancji do ponownego rozpoznania w celu rozpoznania w pozostałej części, podczas gdy wbrew stanowisku Sądu Odwoławczego skazanie oskarżonych przez Sąd I instancji za te przestępstwa nie stanowiło wyjścia poza zakres tożsamości czynów jako zdarzeń faktycznych określonych zarzutami aktu oskarżenia, również po zmodyfikowaniu ich opisu przez oskarżyciela na rozprawie. W konsekwencji skarżący wniósł o uchylenie zaskarżonego wyroku Sądu Okręgowego w Przemyślu i przekazanie sprawy temu Sądowi do ponownego rozpoznania w postępowaniu odwoławczym.
Sąd Najwyższy zważył co następuje.
Kasacja Prokuratora Okręgowego w Przemyślu okazała się niezasadna i jako taką należało ją oddalić.
Zasadniczym problemem w sprawie było to czy wydający dziennik bądź czasopismo w formie elektronicznej ? w Internecie ma obowiązek zarejestrować to pismo, czy też nie. W tej kwestii prawnej zarówno Sąd Rejonowy w Przemyślu skazując obu oskarżonych, jak i następnie Sąd Okręgowy w Przemyślu w uzasadnieniu uniewinniającego oskarżonych wyroku wyraziły pogląd oczywiście błędny, przy czym na stanowisko Sądu Okręgowego przemożny wpływ miało postanowienie Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z 25 maja 2005 r. utrzymujące w mocy postanowienie Sądu Okręgowego, w którym oddalono wniosek o wpis do rejestru dzienników i czasopism tytułu wydawanego w formie elektronicznej, w formie witryny internetowej. W świetle przepisów prawa prasowego bezspornym jest, że prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości a ukazują się nie rzadziej niż raz w roku art. 7 ust 1 pkt.1 pr.pr. Jednoznaczny jest także przepis ustawy, że dziennikiem jest ogólno informacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu ukazujący się częściej niż raz w tygodniu (art. 7 ust.2 pkt.2 pr.pr.) oraz to, że podobna zasada dotyczy czasopism (art. 7 ust. 2 pkt.3 pr.pr.). Ustawodawca wyraźnie i jednoznacznie stwierdza, że prasą są zarówno dzienniki i czasopisma jak i ?wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania (?) upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania.? ? art. 7 ust 2 pkt.1 in fine. W tej sytuacji jest rzeczą bezsporną, że dzienniki i czasopisma przez to że ukazują się w formie przekazu Internetowego nie tracą znamion tytułu prasowego, i to zarówno wówczas gdy przekaz internetowy towarzyszy przekazowi utrwalonemu na papierze, drukowanemu, stanowiąc inną, elektroniczną jego postać w systemie on line jak i wówczas gdy przekaz istnieje tylko w formie elektronicznej w Internecie, ale ukazuje się tylko periodycznie spełniając wymogi, o których mowa w art. 7 ust.2 pr.pr. Stanowisko takie jest mocno ugruntowane w doktrynie zob.: J. Sobczak, Ustawa prawo prasowe. Komentarz, Warszawa 1999, s. 113 i 273?274; J. Barta , R. Markiewicz, Internet a prawo, Kraków 1999, s. 35?41; J. Barta, R. Markiewicz, A. Maklat, Prawo mediów, Warszawa 2005, s. 95; E. Nowińska, M. du Vall, Komentarz do ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, Warszawa 2001, s. 184; E. Nowińska Nieuczciwa reklama w Internecie w: ?Internet ? problemy prawne? Lublin 1998, s. 51. Rozważania zawarte w uzasadnieniach wyroków Sądu Rejonowego w Przemyślu z 22 września 2006 r. oraz Sądu Okręgowego w Przemyślu z 6 lutego 2007 r. co do tego, że w świetle obowiązującego prawa wydawanie tytułu w formie elektronicznej za pośrednictwem Internetu nie wymaga rejestracji, pozbawione są racji i sprzeczne z ugruntowanymi stanowiskami doktryny. Błąd w rozumowaniu obu wspomnianych Sądów zasadza się na utożsamieniu Internetu z periodycznym przekazem mającym formę dziennika bądź czasopisma rozpowszechnianym za pośrednictwem Internetu. Jest rzeczą jasną i nie budzącą wątpliwości, że Internet nie podlega żadnej rejestracji ? jak to zresztą stwierdzono w uzasadnieniu Sądu Rejonowego. Internet jest tylko środkiem przekazu podobnie jak ryza papieru. Papieru jako takiego nikt nie może rejestrować, natomiast rejestracji podlega papier zadrukowany a w zasadzie nie sam papier a tylko działalność polegająca na zadrukowywaniu papieru i wydawaniu go w formie dziennika bądź czasopisma ? a więc prasy. Internet jest środkiem przekazu, za jego pośrednictwem wymienia się korespondencję, podobnie jak przekazuje się korespondencję w formie pisemnej na papierze. Przekaz korespondencji w Internecie nie podlega rejestracji, natomiast wydawanie w formie elektronicznej prasy dostępnej w Internecie musi być rejestrowane. Stanowisko zarówno Sądu Okręgowego jak i wcześniej Rejonowego, co do tego, że ?brak jest w prawie prasowym postanowień, które nie tylko wprost odnosiłyby się do Internetu i brak jest też tam i takich normatywnych podstaw lub instytucji czy rozwiązań, które mogły by być, choć ?wycinkowo? zastosowane do Internetu? (s. 601) ? jest błędne i zasadza się na nieodczytaniu treści art.7 ust.2 pkt.1 pr.pr. W przepisie tym stwierdzono bowiem jednoznacznie, że prasą są wszelkie nie tylko istniejące, ale i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania oczywiście pod warunkiem, że rozpowszechniają takie publikacje periodyczne, które ustawodawca traktuje jako prasę. W tej sytuacji, jak stwierdzono w przywołanych poglądach doktryny, prasą są także publikacje rozpowszechniane za pomocą Internetu. Przekazy periodyczne rozpowszechniane za pośrednictwem Internetu mogą mieć postać dzienników bądź czasopism, w zależności od interwału ukazywania się. W tej sytuacji także pogląd Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie zawarty w uzasadnieniu postanowienia z dnia 25 maja 2005 r., w sprawie o rejestrację czasopisma okazuje się błędny, gdyż oparty jest na błędnej przesłance, że w Internecie nie mogą pojawiać się dzienniki i czasopisma. Błędność tego poglądu miała swoje źródło w nieprecyzyjnym sformułowaniu wniosku o rejestrację, w którym domagano się rejestracji ?wydawnictwa prowadzonego w formie witryny internetowej?.
Warto zauważyć, że rejestracja dzienników i czasopism ma na celu ochronę odbiorcy, który winien mieć pewność, że tytuł prasowy, którego jest odbiorcą jest tym tytułem, który pragnie nabyć lub, z którego treścią pragnie się zapoznać oraz niedopuszczenie na rynek do obiegu tytułów prasowych, których rejestracja stanowiłaby naruszenie prawa do ochrony nazwy istniejącego już tytułu prasowego ? a więc ochrona przed nieuczciwą konkurencją. Ochrona ta w równym stopniu dotyczy prasy drukowanej ,jak i tej która rozpowszechniana jest za pomocą Internetu.
W tej sytuacji należy stwierdzić, iż osoba rozpowszechniająca bez rejestracji w właściwym sądzie okręgowym dziennik bądź czasopismo za pośrednictwem Internetu zarówno wówczas, gdy przekaz taki towarzyszy przekazowi utrwalonemu na papierze, stanowiąc inną elektroniczną jego postać, jak i wówczas gdy istnieje tylko w formie elektronicznej w Internecie wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 45 ustawy prawo prasowe. Wypada zauważyć, że podmiot taki ma także obowiązek wskazać nazwę i adres wydawcy, imię i nazwisko redaktora naczelnego. Z natury rzeczy nie jest konieczne ? dla przekazów Internetowych wskazywanie miejsca wydania oraz międzynarodowego znaku informacyjnego. Takim międzynarodowym znakiem informacyjnym jest International Standard Serial Number (ISSN) ? gdyż dotyczy on jedynie wydawnictw wydawanych drukiem (nadawanie numerów ISSN powierzono Bibliotece Narodowej, która porządkuje krajowy rynek wydawnictw drukowanych, rejestrując i katalogując poszczególne tytuły druków periodycznych).
Zgodzić się należy ze stanowiskiem Prokuratora zawartym w uzasadnieniu kasacji, że bezpodstawne jest stanowisko Sądu Okręgowego co do tego, że modyfikując zarzuty aktu oskarżenia najpierw Prokurator przed Sądem Rejonowym a potem Sąd Rejonowy w wyroku dopuścił się obrazy przepisu art. 398 § 1 k.p.k. Jak trafnie wskazano w literaturze, nie można mówić o nowym czynie jeżeli materiał zaprezentowany w toku rozprawy wskazuje na nowe elementy uzupełniające lub zawężające dotychczasowe ustalenia albo nowe fakty wchodzą w miejsce dotychczasowych lub korygują dotychczasowe sądy o faktach. Może, więc ulegać zmianie opis czynu, gdyż Sąd nie jest związany opisem, ani oceną prawną czynu, dokonaną przez oskarżyciela, nie jest także nowym czynem dokonanie modyfikacji ustaleń faktycznych i ocen prawnych (zob. R.A. Stefański w: Kodeks postępowania karnego. Komentarz red. Z. Gostyński, t. II wyd. 2 Warszawa 2004, s. 754?755). Mając na uwadze powyższe rozważanie sposób też nie przyjąć, aby Sąd naruszył dyspozycję art. 14 §1 w związku z art. 17 §1 pkt. 9 k.p.k. Na marginesie wypada zauważyć, że z zebranego materiału dowodowego wynika jednoznacznie, że oskarżeni nie wydawali prasy (ani dzienników ani czasopism) w formie drukowanej. Egzemplarze drukowane dołączone do akt sprawy to jedynie wydruki tekstów poszczególnych numerów zamieszczonych przez oskarżonych w Internecie.
Podnieść na koniec należy, że w demokratycznym państwie prawnym, jakim z mocy artykułu 2 Konstytucji jest Rzeczpospolita Polska, jedną z podstawowych zasad określających stosunki między obywatelem a państwem jest zasada ochrony zaufania obywatela do państwa i stanowionego przez nie prawa. Zasada ta opiera się w pierwszym rzędzie na pewności prawa, a więc na takim zespole cech przysługujących prawu, które zapewniają jednostce bezpieczeństwo prawne, które umożliwiają jej decydowanie o swoim postępowaniu w oparciu o znajomość przesłanek działania organów państwowych a także konsekwencji prawnych jakie działania jednostki mogą pociągnąć za sobą. W demokratycznym państwie prawnym jednostka winna mieć możliwość przewidzenia zarówno konsekwencji swoich zachowań, jak i zdarzeń na gruncie obowiązującego w danym momencie stanu prawnego. Bezpieczeństwo prawne jednostki, które jest związane z jednej strony z pewnością prawa, z drugiej zasadza się na przewidywalności działań organów państwa, pozwalając na przewidywanie skutków działań podejmowanych przez takową jednostkę. W przedmiotowej sprawie Prokurator wywodząc kasację od wyroku Sądu Okręgowego w Przemyślu z dnia 6 lutego 2007 roku (sygn. akt. II Ka 34/07) w sposób jednoznaczny uderzał w podstawy zasady zaufania obywatela do państwa. Domagał się bowiem uchylenia zaskarżonego kasacją wyroku, którym uniewinniono oskarżonych od postawionych im zarzutów wydawania czasopisma internetowego bez wymaganej rejestracji i bez wskazania w widocznym i zwyczajowo przyjętym miejscu tzw. immpresum czyli nazwy i adresu redakcji, imienia i nazwiska redaktora naczelnego oraz międzynarodowego znaku informacyjnego ? w sytuacji gdy co najmniej od 17 marca 2005 r, kiedy to postanowieniem Sądu Okręgowego w Krośnie (I Ns. Rej. Pr. 3/05) oddalono wniosek Zdzisława R. o wpis do rejestru pism i czasopism czasopisma internetowego oskarżeni w tej sprawie mogli być przekonani, iż wydawanie w Internecie dziennika bądź czasopisma nie wymaga zezwolenia. Należy zauważyć, iż postanowienie to na skutek apelacji wnioskodawcy zostało utrzymane w mocy postanowieniem Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z dnia 25 maja 2005 r. (I ACa 277/05). Dodać wypada, iż wspomniane postanowienia zostały wydane przed wyrokiem Sądu pierwszej instancji w niniejszej sprawie. Mimo, że nie ulega wątpliwości, że wspomniane postanowienia zarówno Sądu Okręgowego, jak i następnie Sądu Apelacyjnego, odmawiające rejestracji czasopisma wydawanego w formie elektronicznej tj. w Internecie zasadzały się na błędnej wykładni przepisów ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe (Dz. U. 1984 Nr 5, poz. 24 z późn. zm.) oraz na niezrozumieniu stanowiska judykatury oraz całkowitym pominięciu poglądów doktryny ? to jednak stanowiły dla oskarżonych w tej sprawie jednoznaczny sygnał co do stanowiska organów państwa w żywotnych dla nich sprawach, takich, za które przyszło im odpowiadać w sprawach karnych.
Warto zauważyć, iż Prokurator co najmniej od momentu wniesienia i popierania kasacji przed Sądem Najwyższym godził swoimi zasadami procesowymi w zasadę ochrony zaufania obywatela do państwa i prawa określanym także w literaturze i orzecznictwie jako zasada lojalności państwa wobec obywatela. Podkreślenia wymaga, że zasada ta wyraża się zarówno w takim stanowieniu jak i stosowaniu prawa, aby nie stawało się ono swoistą ?pułapką? dla obywatela i aby mógł on układać swoje sprawy w zaufaniu, iż nie naraża się na prawne skutki, których nie mógł przewidzieć w momencie podejmowania decyzji oraz w przekonaniu iż jego działania podejmowane zgodnie z obowiązującym prawem i zgodnie z wykładnią stosowaną przez organy tego państwa są zgodne z porządkiem prawnym. Stanowisko takie wielokrotnie wyraził Sąd Najwyższy wprawdzie w orzecznictwie ówczesnej Izby Pracy (I P.R. 1/91 oraz I PRN 34/91), jak i później Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniach: z 2 marca 1993 r. (K 9/93), 24 maja 1994r. (K. 1/94) oraz w uzasadnieniach wyroków z dnia 14 czerwca 2000 (P. 3/00) oraz 7 lutego 2001 (K. 27/00). Poglądy takie prezentowano także w doktrynie por. S. Wronkowska Zmiany w systemie prawnym, PiP 1991, z.8, s. 8 i n.; Z. Tabor Teoretyczne problemy legalności, Katowice 1998, s. 65 i n. Sąd Najwyższy w niniejszej sprawie stanowiska te podziela stwierdzając, że konstytucyjna zasada lojalności państwa wobec obywatela wyraża się m.in. w takim stanowieniu i stosowaniu
Ustawa z dnia 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe. Tekst ujednolicony
(format .pdf)
Orange wprowadza w błąd internautów
czwartek, 16 sierpień 2007
Winny temu jest program profit. Orange zachęca swoich klientów do zbierania punktów profit, które potem użytkownicy mogą zamieniać na nagrody, m.in. można je wymienić na darmowe doładowanie. Aby wymienić punkty na doładowanie na swoim koncie należy zgromadzić odpowiednią ilość punktów, a potem wysłać sms z odpowiednią komendą pod odpowiedni numer podany na stronach Orange.pl Koszt wysłania takiego smsa to 1,22 zł.

Później operator informuje nas smsem, że ?Zamowienie na doładowanie numeru xxx-xxx-xxx zostalo przyjęte do realizacji. Masz 10 minut na odwolanie zakupu. Aby anulowac wyslij ANULUJ na 7130 (1,00/1,22 z VAT)."
W kolejnym smsie od operatora otrzymujemy informacje, że wpisaliśmy: ?Bledna komenda. Zamowienie nie może być zrealizowane informacje o komendach i saldzie konta w programie Profit znajdziesz na www.orange.pl i pod nr. 510 300 300?
Dzwoniąc pod ten numer dowiedziałem się, że strona internetowa jest w modernizacji. Oraz, że komendy sms dla planów taryfowych są różne, a ten który znalazłem na ich stronach www tyczy się planów Idea POP, Nowy POP, Idea MIX, Nowy Mix dla Firm, Orange Go, Twój Mix, Twój E-Mix, Firma Mix.
Ja korzystam z usługi ?Jedna idea? i komendy dla tej usługi różnią się od innych. Strona internetowa Orange, nie jest łatwa w nawigacji. Dodatkowym utrudnieniem dla użytkownika jest fakt, że musi się bardzo dobrze orientować w planach taryfowych, przeciwnym razie wywoła u niego to flustracje i wrażenie, że jest oszukiwany.
Przez błędną nawigację straciłem 1,22 zł. Dla zainteresowanych podaje adres: http://www.orange.pl/portal/map/map/profit_servicesdet?id=1470110
Przychodzi Edyta do Kuby
środa, 18 lipiec 2007
Jak twierdzi czuła się zaszczuta, co zmusiło ją do wycofania się z życia publicznego, to jednak nie zniechęciło i nie uciszyło zainteresowania jej osobą.
Aniołek polskiej sceny pop pokazał rogi w liście do dziennikarzy. Po parokrotnych prośbach i próbach załagodzenia sytuacji zdecydowała się ona wreszcie na ostre słowa w ich kierunku. Wreszcie, bo i tak chyba za dużo zniosła i za długo zwlekała próbując oszczędzić i chronić swoją prywatność i rodzinę.
W tym czasie jak każda kobieta powinna być otoczona szczególną troską i opieką. Ale jeśli są ludzie, którzy nie potrafią tego uszanować czy pojąć?należy walczyć z nimi ich własną bronią. Agresja jak wiadomo rodzi agresje.
Etykiety: Edyta Górniak, fakt, gwiazda, Kuba Wojewódzki, media
Wpadki Magdy M.
Trzy kolejne wątki pokazują jak wraz z Pawłem Małaszyńskim nie uchronili się od gaf i wpadek na planie. Takich zabawnych sytuacji było mnóstwo. Najpierw grany przez Małaszyńskiego narzeczony Magdy w romantycznej scenie w łóżku ma skurcz w łydkę, inna z kolei obrazek pokazuje jak wpada do kąpiącej się w wannie Magdy, a woda okazuje się być za?gorąca.
Grani przez ostatnie dwa lata bohaterowie zyskali niebywałą sympatię widzów, a aktorzy sławę i popularność. Urośli do miana idoli pokolenia 20 ? 30 latków. Sam serial miał bardzo zróżnicowaną publiczność. Wiele osób utożsamiało się z granymi przez nich postaciami. Jednak jak to zwykle bywa i oni popełniają błędy, są zwykłymi ludźmi, czego dowodzą właśnie scenki z planu.
Gwiazda czyni dygresje, trafne uwagi, komentuje i wspomina zdarzenia z okresu pracy nad serialem. Wyczuwamy lekką ironię i dystans do siebie samej, okraszony również sporą dawką humoru. Tym bardziej to miłe, że nam Polakom nie łatwo śmiać się z samych siebie.
Etykiety: film, Joanna Brodzik, Magda M., media, seriale
Dziennikarstwo misja czy zawód?
środa, 4 lipiec 2007
Wiele osób uważa że czasy misyjnego dziennikarstwa dawno się skończyły. Twierdzą oni, że dziennikarstwo jest zawodem jak każdy inny. Dziennikarza cechują umiejętność zdobywania informacji, umiejętność wyciągania przejrzyście faktów, oraz takiej techniki pisania aby informacje zebrane i wybrane były łatwe do przyswojenia przez odbiorcę. A zatem, czym jest dzisiaj dziennikarstwo? Zawodem czy powołaniem, misją czy rzemiosłem? Jeśli zawodem to jakiego rodzaju? Co go wyróżnia na tle innych profesji?
Zbigniew Bajka medioznawca z UJ: W Polsce zawód dziennikarza jest zawodem otwartym. Odmiennie, niż w wielu krajach Europy, dostęp do dziennikarstwa w Polsce mają ludzie o różnym wykształceniu, ale co najbardziej istotne każdy z nich może nazwać się dziennikarzem i być za takiego uznany, kiedy tylko wykonuje coś co może wyglądać na robotę dziennikarską. ? Zbigniew Bajka pisał na swoim blogu.
W myśl prawa prasowego (art. 7 ust. 5 Ustawy o Prawie Prasowym z dnia 26 stycznia 1984) dziennikarzem jest każda osoba zajmująca się redagowaniem tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją, albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji. Zbigniew Bajka, opisuje kondycje wynikającą z otwartości zawodu - Trzeba jednak pamiętać, że dzisiejsza kondycja zawodu i sytuacja dziennikarzy jest pochodną wielu czynników: sposobów kształcenia dziennikarzy i wchodzenia do tego zawodu, ale w znacznym stopniu wiąże się z brakiem unormowań prawnych dotyczących dziennikarskiej profesji w naszym kraju oraz relacji między dziennikarzami i ich pracodawcami. Jest coś takiego, jak psucie zawodu, są bowiem u nas dziennikarze, którzy w wielu krajach zostaliby szybko odesłani poza nawias tej profesji. Mamy w Polsce kilka różnych kodeksów etycznych dziennikarskich, a zarazem wiele przykładów notorycznego ich łamania. Nie piszę tego, aby bronić siebie i kolegów kształcących przyszłych dziennikarzy, sporo znanych mi przykładów łamania tych zasad, dotyczy ludzi, którzy studiów takich nie kończyli, ale też, na bakier z etyką zawodową, bywają także absolwenci studiów dziennikarskich. ? pisał Pan Zbigniew Bajka. Wiele osób mówi, że tak powinno zostać gdyż, ci którzy nie mają "żyłki dziennikarskiej" prędzej czy później wypadną z tego zawodu. Są przykłady ludzi z taką żyłką jak np. Monika Olejnik która interesowała się zoologią, a Ryszard Kapuściński będący historykiem z wykształcenia. Profesjonalizm reporterski Ryszarda Kapuścińskiego doceniony został przez wiele zagranicznych mediów, a dociekliwość Moniki Olejnik oglądać i słuchać możemy w kolejnym już jej programie. Spór o to czy dziennikarstwo powinno być zawodem otwartym toczy się od początku istnienia zawodu dziennikarza czyli XIX w. Wiele osób mówi, że tak powinno zostać gdyż, ci którzy nie mają ?żyłki dziennikarskiej? prędzej czy później wypadną z tego zawodu. Ludzie wypowiadający te słowa nie zastanawiają się jednak nad prestiżem zawodu dziennikarza, którzy ludzie opisani prze zemnie powyżej skutecznie obniżają. Ja postawię tylko jedno pytanie: ile osób skrzywdzą zanim ktoś dostrzeże nie profesjonalizm czy nieetyczność działań takich pseudo dziennikarzy?
Otwartość tego zawodu niesie za sobą, to że dziennikarstwo zaczynają uprawiać osoby zaangażowane politycznie, ale co gorsza osoby te uzewnętrzniają swój pogląd w przygotowywanych przez siebie materiałach. Politycy często rzucają słowne oskarżenia o nieobiektywność poszczególnych dziennikarzy, stacji radiowych czy telewizyjnych, jak i tytułów prasowych. Właściwie ciężko uciec od posądzenia przez jedną ze stron czy informacja jest obiektywna czy nie. Wynika to z bezpośredniego zaangażowania wielu pseudo dziennikarzy pozbawionego moralnego kręgosłupa w pomoc politykom na różnych szczeblach. Wynika ta sytuacja również z tego, że politycy uzależnili od siebie media publiczne (radio, telewizja). Skoro dziennikarze opozycji mogą zarzucić nieobiektywność mediów publicznych to rządząca ekipa może takie same oskarżenia kierować w stronę mediów komercyjnych. Prezes telewizji czy radia publicznego, który urzęduje dzięki nominacji partii rządzącej decyduje, kto będzie prezentował swoje materiały a kto nie. Z tego wynika również, fakt kto będzie miał pracę, a kto nie. Rynek mediów jest raczej nasycony, więc o nową pracę niełatwo, nawet dziennikarzowi z dużym doświadczeniem. Dziennikarze oczywiście mogą i powinni głośno o tym mówić. Warto jednak pamiętać, że często mają do stracenia najwięcej. Zawsze przecież można zastąpić ich kimś, kto nie będzie sprawiał kłopotów. Odbiorcy mediów, którzy są zainteresowani sprawami publicznymi, i śledzą informacje przygotowane przez dziennikarzy oczekują od nich przede wszystkim traktowania pracy w zawodzie jako pełnienia pewnego rodzaju służby społecznej. To właśnie ci ludzie doceniają misję dziennikarską czyli dawanie świadectwa prawdzie. Niestety dziś czytelnik czuje się często zagubiony. Nie ma czasu śledzić informacji z kilku mediów, aby porównać materiał przez nich zebrany i wyrobić sobie zdanie. Ludzie zaczynają powtarzać stereotypy wypisywane przez nieobiektywnych dziennikarzy bądź tracą zainteresowanie polityką ponieważ nie umieją się w tych wszystkich wydarzeniach odnaleźć. Im mniejszy jest stopień zainteresowania polityką, tym częstsze ludzie mówią, że zawód ten jest taką pracą jak każda inna.
Praca ta polega na zdobywaniu informacji. Jest to podstawą, a rzec można fundamentem nie do ruszenia. Na tym fundamencie, żerują niektóre media. W ostatnich latach w Polsce pojawiły się dzienniki potocznie i fachowo zwane tabloidami. Z łam tych gazet epatuje ?tania? sensacja. Chodzi o to, żeby przelicytować konkurenta. Informacje podawane przez te gazety odwołują się do najniższych gustów czytelniczych. Wśród ich odbiorców mają wywołać określone emocje, dzięki informacjom przesyconym tanią sensacją, dosadnym populistycznym tytułom oraz zdjęciom zawierającym drastyczne sceny, nierzadko przesycone erotyką. Taką gazetą w Polsce jest Fakt, któremu dwa razy z rzędu przyznano tytuł ?Hieny roku?. Tytuł ten jest przyznawany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, dziennikarzowi bądź redakcji która wykazała się szczególną nierzetelnością i lekceważeniem etyki dziennikarskiej. W 2004r. Fakt taki tytuł dostał za umieszczenie zdjęcia rozebranych do naga przez policję zwłok zamordowanego człowieka. Za brak szacunku dla ludzkiej tragedii. Rok później powtórzył ?sukces? i ponownie dostał ten tytuł za umieszczenie zdjęcia niewinnego człowieka z podpisem 'Ten zboczeniec jest na wolności'. Jednak należy pamiętać, że wśród dzienników ogólnopolskich Fakt jest najlepiej sprzedającą się gazetą w Polsce. Należy postawić pytanie, czy w Fakcie pracują właśnie tacy pseudo dziennikarze, czy raczej taki efekt ich pracy wynika z linii programowej wydawcy. Niektórym wydawcom bowiem zależy na tym by ich pismo po prostu się sprzedawało, tak aby mogli jak najwięcej sprzedać reklam. I w tym miejscu dochodzimy do kolejnej bolączki dziennikarstwa. Media nie utrzymałyby się bez reklamodawców. Plusem komercjalizacji mediów jest to, że większość z nich uniezależniła się od władz. Jednakże jest również wielkim jej minusem ? silna pogoń za zyskiem. Kiedyś istniało pojęcie krypto reklamy, czy reklamy ukrytej. Obecnie poziom etyki zszedł tak nisko, że już nikt się nie bawi w krypto reklamę. Jawna reklama jako tekst czy program dziennikarski jest widoczna na każdym kroku. A jeżeli za reklamowanie czegoś ktoś płaci, to wiadomo, że wymaga określonego produktu medialnego, więc o obiektywność trudno mówić. A właśnie obiektywizm i dążenie do dawania świadectwa prawdzie są założeniami zawodu dziennikarskiego, jego misją. O obiektywizm bardzo trudno walczyć. Przede wszystkim w czasach gdy na rynku polskim rośnie silna nowa branża zwana Public Relations, z polskiego zwaną też branżą rzeczników prasowych. Zadaniem przedstawicieli tej branży jest dotarcie z właściwą informacją do właściwego odbiorcy, we właściwym momencie po to aby uzyskać pożądany efekt. Takim efektem ma być takie przedstawienie pracodawcy rzecznika prasowego w mediach, aby przyniosło mu to prestiż a poniekąd sprzedaż swoich produktów bądź inny niemierzalny zysk. Rzecznicy prasowi nie ustają więc w próbach dotarcia do mediów z informacjami korzystnymi dla wizerunku ich pracodawców. Wysyłają, bądź podsyłają na konferencjach, dziennikarzom tak zwane informacje prasowe. Nie ma nic złego w pomocy dziennikarzom w zbieraniu informacji. Problem pojawia się jednak, gdy dziennikarze z chęci zysku zaczynają podpisywać takie informacje własnym nazwiskiem. W praktyce stosowane jest również przeredagowywanie informacji prasowej tak aby zawierały te same myśli, tezy i informacje jednak napisane innymi słowami. Prowadzi to niestety do zniekształcenia obiektywizmu dziennikarskiego. Jednak jeszcze nie to jest najgorsze. W ostatnich latach pojawiła się druga strona Public Relations, tzw. czarny PR. Jest to forma antyreklamy bądź negatywnej kampanii skierowanej przeciw konkurentowi pracodawcy rzecznika prasowego. Stosuje się do tego celu m.in. przecieki prasowe (prawdziwe lub prawdopodobne) które przedstawiają przeciwnika w niekorzystnym świetle. Dla niektórych dziennikarzy jest to prosty sposób na szybkie wybicie się ciekawym, sensacyjnym tematem. Wielu z nich nie zdaje sobie jednak sprawy, że to działanie krótkowzroczne. Jeden temat uczyni tych dziennikarzy na chwilę ?gwiazdkami?, jednak co dalej pokażą? Czy praca na skróty pomoże w ich przyszłej karierze? Nie sądze, gdyż skoro raz nie potrafili zdobyć takiego tematu uciekając się do pomocy ?życzliwych? rzeczników prasowych, to później również tego nie będą potrafić.
Dobre i złe dziennikarstwo można odróżnić łatwo ? w dobrym dziennikarstwie oprócz opisu wydarzenia znajduje się również wytłumaczenie jego przyczyn. W złym dziennikarstwie istnieje sam opis, bez żadnych związków czy odniesień do kontekstu historycznego ? relacja z nagiego wydarzenia, z której nie dowiemy się ani o jego przyczynach, ani o tym co je poprzedziło. ? pisał Ryszard Kapuściński.
Co roku od 1997r. najlepszym dziennikarzom miesięcznik Press przyznaje nagrodę Grand Press. Nagroda ta jest przyznawana za wybitne walory warsztatowe, znaczenie materiału dla opinii publicznej, ciekawy indywidualny charakter materiału oraz za zachowanie standardów etycznych dziennikarstwa. Ludze nagrodzeni, a jest ich ponad pięćdziesięciu są przykładem, że można połączyć zawód z misyjnością. Misja dziennikarska to zdobywanie takich informacji, które poruszą tysiące, a nawet miliony. Do czego poruszą? Do poszerzenia swojej wiedzy o danym temacie, lub do wyrobienia sobie opinii, bądź jej zmiany. Misyjność to nie omijanie tematów trudnych, wymagających większej pracy, wysiłku. Misyjność polega na tym, żeby nie tylko patrzeć wokoło siebie, ale również widzieć i reagować. Misja w tym zawodzie jest możliwa, choć w praktyce trudna. Wszystkim kolegom po fachu, życzę powodzenia!
Etykiety: dziennikartswo, media
Hipokryzja rzecznika prezydenta miasta Krakowa
poniedziałek, 26 marzec 2007
Wg. rzecznika prezydenta miasta Pana Helbina redaktor Kwaśniewski:
- podaje nieprawdziwe powody stojące u podstaw decyzji Prezydenta Krakowa
Kwaśniewski pisał:
Jeżeli jednak ktoś uznał, że karą za niepoprawne teksty jest niewpuszczanie dziennikarza, na salę obrad rady miasta, to znaczy, że ktoś nie rozumie nie tyle prawa co podstawowych zasad demokracji.
Helbin odpisał, że:
Podstawowym i jedynym powodem decyzji w sprawie dziennikarzy "Faktu" była troska o prawidłowy i niezakłócony przebieg sesji Rady Miasta Krakowa. Prezydent Krakowa podjął ją wspólnie z Przewodniczącym Rady ? po licznych sygnałach radnych i innych osób uczestniczących w pracach krakowskiego samorządu, skarżących się na niestosowne, a często wręcz prowokacyjne zachowania dziennikarzy tej gazety.
Gdyby takowe prowokacyjne i niestosowne zachowania naprawdę miały miejsce, myślę że już dawno przeczytalibyśmy o nich w konkurencyjnych gazetach. Rzecznik prasowy Prezydenta na pewno by je ujawnił, by wzmocnić swój przekaz w postaci sprostowania prasowego.
Wg. Helbina, redaktor Kwaśniewski:
Myli się także pisząc, że prezydent ogranicza dostęp dziennikarzom "Faktu" do prac krakowskiego samorządu. Mogą oni swobodnie śledzić sesje Rady Miasta Krakowa z balkonu dla gości.
Niezrozumiałe dla mnie w tym sprostowaniu jest to stwierdzenie.. Czy nie jest ograniczeniem zakaz wstępu dziennikarzy na sale obrad tak jak innym dziennikarzom? Wszak jak sama nazwa wskazuje galeria dla gości z której obrady krakowskiego samorządu mogą śledzić dziennikarze "Faktu", jest przeznaczona dla publiczności, a miejsce dla dziennikarzy jest miejscem osobnym.
Poza tym Pan Helbin o "Fakcie" pisze że jest w nim:
Brak rzetelnej informacji o istotnych dla mieszkańców sprawach i problemach omawianych podczas sesji.
Ciężko mi się odnieść do tego fragmentu. Nie czytam "Faktu". Stwierdzenie to wygląda na tzw. dołożenie dziennikarzom "Faktu" i zdyskredytowanie ich pracy w oczach opinii publicznej.
Ciekaw jestem dlaczego Pan Helbin odniósł się tylko do komentarza Redaktora Macieja Kwaśniewskiego, a nie do artykułu, który nad nim widniał, i wyjaśniał wszystkie kwestie co do których miał zastrzeżenia Pan Helbin.
Fragment artykułu z Gazety Krakowskiej (15 marzec 2007)
Krakowscy dziennikarze gazety "Fakt" mogą śledzić sesję rady miasta tylko z galerii dla publiczności. Prezydent Jacek Majchrowski jedynie reporterom tej redakcji zabronił wstępu na salę obrad, argumentując, że przeszkadzają w pracy radnym. Tymczasem radni, niezależnie od opcji politycznej, zapewniają, że "Fakt" wcale im nie przeszkadza. (...) Rzecznik prezydenta Marcin Helbin twiedzi jednak, że radni zachowują się w sposób dwulicowy, ponieważ najpierw narzekają, że dziennikarze "Faktu" przeszkadzają im w pracy, a potem stają w obronie tej redakcji. Pytany przez "GK" o nazwiska dwulicowych radnych, odparł, że ich nie poda, bo nie jest pewien, czy radny chcieliby je ujawnić. Wczoraj dziennikarzom "Faktu" także nie udało się dotrzeć na salę obrad. Przed każdym z trzech wejść dostępu broniło po trzech strażników miejskich.
Komentarz Redaktora Macieja Kwaśniewskiego:
W każdej chwili któryś z naszych tekstów może się nie spodobać urzędnikom. Dziś dotyczy to "Faktu", jutro "Gazety Wyborczej", "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej". Pojutrze władzy nie spodoba się obywatel, który krzywo spojrzał. Nie ma tu wyjątków. Jeżeli jednak ktoś uznał, że karą za niepoprawne teksty jest niewpuszczanie dziennikarza na salę obrad rady miasta, to znaczy że ktoś nie rozumie nie tyle prawa, co podstawowych zasad demokracji. W Polsce mieliśmy do tej pory do czynienia z kilkoma podobnymi incydentami, ale wszystkie dotyczyły głębokiej prowincji, gdzie władza zżarta była korupcją. Mam nadzieję, że krakowski przykład okaże się incydentem, który łącznie z nazwiskiem pomysłodawcy trafi do podręczników dziennikarstwa, komentarzy do prawa prasowego, ustawy o dostępie do informacji publicznej i samorządzie terytorialnym. Posłuży jako przykład źle zrozumianych zasad demokracji. I to w Krakowie!!! Na koniec sentencja do wycięcia i powieszenia nad biurkiem. Polityk narzekający na media jest jak żeglarz narzekający na fale.
Sprostowanie Marcina Helbina, rzecznika prasowego prezydenta Miasta Krakowa (Gazeta Krakowska 22 marzec 2007):
Gazeta Krakowska z 15 marca br. Publikuje komentarz redaktora Macieja Kwaśniewskiego "Wszyscy jesteśmy z Faktu". Autor bierze w nim w obronę dziennikarzy "Faktu", "ukaranych" przez Prezydenta Krakowa odmową kart wejścia do sali obrad Rady Miasta Krakowa, jakoby za 'niewygodne teksty' pod swoim adresem. W swoim komentarzy redaktor Kwaśniewski, nie ustrzegł się nieścisłości. Co więcej podaje nieprawdziwe powody, stojące u podstaw decyzji Prezydenta Krakowa. Myli się pan Redaktor pisząc, że decyzja Prezydenta to reakcja na "niewygodne teksty", które "nie podobają się urzędnikom". Nikt nie przeszkadza dziennikarzom tej gazety w publikowaniu materiałów prasowych, które uznają za stosowne i nie ingerują w ich treść. Takie prawo daje im ustawa Prawo Prasowe. Podobnie jak władzom Krakowa, ta sama ustawa, daje prawo do reakcji na nieścisłe czy nieprawdziwe treści zawarte w tych materiałach. Z prawa korzystamy, śląc do redakcji "Faktu" sprostowania za każdym razem kiedy w materiałach prasowych tej gazety podawane są nieprawdziwe informacje o samorządzie Krakowa. Podstawowym i jedynym powodem decyzji w sprawie dziennikarzy "Faktu" była troska o prawidłowy przebieg sesji Rady Miasta Krakowa. Prezydent Krakowa podjął ją wspólnie z Przewodniczącym Rady ? po licznych sygnałach radnych i innych osób uczestniczących w pracach krakowskiego samorządu, skarżących się na niestosowne, a często wręcz prowokacyjne zachowania dziennikarzy tej gazety. Redaktor Kwaśniewski myli się także pisząc, że prezydent ogranicza dostęp dziennikarzom "Faktu" do prac krakowskiego samorządu. Mogą oni swobodnie śledzić sesje Rady Miasta Krakowa z balkonu dla gości. Trudno stwierdzić, czy z tej możliwości korzystają, bo w gazecie brak jest rzetelnej informacji o istotnych dla mieszkańców sprawach i problemach omawianych podczas sesji. Jedną z zasad demokracji jest nieskrępowany dostęp do informacji publicznej. Prezydent tej normy nie łamie. Jednak podstawowym fundamentem ładu demokratycznego jest przestrzeganie ogólnie przyjętych zasad i porządku, a te były wielokrotnie przez dziennikarzy "Faktu" łamane.
Czy serwis internetowy jest gazetą?
czwartek, 15 marzec 2007
Sąd regionalny uznał, że serwis internetowy Gazety Bytowskiej jest gazetą w rozumieniu prawa prasowego i postawił zarzut prowadzenia jej bez rejestracji w sądzie. Sąd umorzył jednak tę część oskarżenia ze względu na niską szkodliwość czynu.
Wynika z tego, że tysiącom stron internetowych grożą procesy za nierejestrowanie swoich witryn jako gazet. Według Artykułu 20 ustawy z dnia 28 stycznia 1984 r. Prawo prasowe wynika że: wydawanie dziennika lub czasopisma wymaga rejestracji w sądzie wojewódzkim właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej "organem rejestracyjnym". Do postępowania w tych prawach stosuje się przepisy kodeksu postępowania cywilnego o postępowaniu nieprocesowym, ze zmianami wynikającymi z niniejszej ustawy.
Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone - podlega karze grzywny2).Ale czy witryna internetowa jest prasą w rozumieniu prawa prasowego? Prasa zazwyczaj przecież kojarzy się nam z zadrukowaną kartą papieru. Ale ustawa uchwalono w 1984 roku wybiega daleko w przyszłość i z punktu widzenia tj ustawy Artykuł 7 ustawy z dnia 28 stycznia 1984 r. Prawo prasowe:
1. Ustawa reguluje prasową działalność wydawniczą i dziennikarską.
2. W rozumieniu ustawy:1) prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz w roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie tele- i radiowęzły zakładowe upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,
2) dziennikiem jest ogólnoinformacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku i obrazu, ukazujący się częściej niż raz w tygodniu,
3) czasopismem jest druk periodyczny ukazujący się nie częściej niż raz w tygodniu a nie rzadziej niż raz w roku: przepis ten stosuje się odpowiednio do przekazu za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu innego niż określony w pkt. 2,
5) dziennikarzem jest osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji,
6) redaktorem jest dziennikarz decydujący lub współdecydujący o publikacji materiałów prasowych,
7) redaktorem naczelnym jest osoba posiadająca uprawnienia do decydowania o całokształcie działalności redakcji,
8) redakcją jest jednostka organizująca proces przygotowywania (zbierania, omawiania i opracowywania) materiałów do publikacji w prasie.
Tak więc zgodnie z punktem pierwszym "prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania" zalicza się do nich internet. Skoro internet jako medium jest w sensie prawa prasą, czy innym środkiem przekazu, każdą stronę internetową na której publikujemy informacje powinniśmy zarejestrować. Wynika z tego, że Polska jest krajem o bardzo dużej liczbie dziennikarzy i zapewne przodujemy w tym na świecie :)
Myślę jednak, że jest to luka prawna, a osoby które na serio chcą prowadzić stronę internetową przypominającą funkcjonalnością i zawartością informacji czasopismo lub gazetę powinni ją zarejestrować. Istnieje obawa że ze względu na właśnie rozpoczętą lustrację dziennikarzy, osoby prowadzące takie witryny nie zechcą ów internetowego periodyku zarejestrować w sądzie jako gazetę lub czasopismo. Jest jednak na to sposób.
Nazwy (domeny) stron internetowych rejestruje NASK. W przedmiocie działania ma obowiązek rejestracji i utrzymania domen internetowych. Prawodawcy powinni przemyśleć, czy nie dodać do obowiązków NASK, określania co jest a co nie internetową prasą. Następnie organizacja ta przekazywałyby do sądu dane o tych witryny, które jako prasa nie byłyby zgłoszone. Sąd zmuszałby do rejestracji właścicieli domen bądź do zawieszenia działalności
Posty na forum są materiałem prasowym.
środa, 14 marzec 2007
Leszek Szymczak, redaktor naczelny internetowej "Gazety Bytowskiej naruszył wolność słowa, nie usuwając z forum postów wzywających do linczu na miejscowym komorniku." Uznał w środę Sąd Rejonowy w Słupsku (Pomorskie). (...) Ta bezprecedensowa sprawa dotyczyła 5 z 935 postów, jakie ukazały się w marcu 2005 r. na internetowym forum "Gazety Bytowskiej" pod tekstem dotyczącym nieprawidłowej pracy miejscowego komornika. Ich autorzy nawoływali do linczu na komorniku. Posty te pozostawały na stronie "Gazety Bytowskiej" trzy miesiące. Komornik poczuł się zagrożony ich treścią, o czym zawiadomił miejscową prokuraturę.Czy posty na forum dyskusyjnym są materiałem dziennikarskim w rozumieniu prawa prasowego?
Materiały dziennikarskie przygotowuje dziennikarz, według Artykułu 7 podpunkt 5 ustawy z dnia 28 stycznia 1984 r. Prawo prasowe dziennikarzem jest:
osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji.Tak więc redakcja strony internetowej musiałaby płacić forumowiczom za pisanie na forum. Wiadomo, że tak nie jest więc osoba ta z punktu widzenia tej części prawa prasowego dziennikarzem nie jest, a więc nie może przygotowywać materiałów prasowych. Jednakże druga część mówi o tym że osoba ta prowadzi taką działalność na rzecz i z upoważnieniem redakcji. Można by powiedzieć, że rejestracja osoby na forum dyskusyjnym i umożliwienie jej publikowania jest upoważnieniem redakcji do tworzenia materiałów prasowych. Tak więc wydawca strony internetowej, którą sąd uznał za dziennik odpowiada za wszystkie treści publikowane na swoich łamach.
Należałoby się zastanowić czy strona internetowa w rozumieniu prawa prasowego może być dziennikiem. Nad tym zastanawiać będziemy się już jutro.
Bzyknąć Fakt na 75.000 zł
poniedziałek, 29 styczeń 2007
Zgodnie z art. 78 ust. 1 prawa autorskiegoAutorka nie wyraziła zgody na rozpowszechnianie swojego wizerunku, a sądy nie uznają gwiazd za osoby publiczne. Owszem gdy znajdują się na premierach filmów, spotkaniach autorskich, gdzie prezentują własną twórczość to tak, ale gdy są na plaży prywatnie status "osoby publicznej" ich nie obowiązuje. Tak właśnie było w tym przypadku gdyż zdjęcie zostało zrobione podczas prywatnego urlopu na plaży w Egipcie.
1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.
2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.
Nie tylko prawo prasowe chroni gwiazdy i zwykłych ludzi przed nadmiernym interesowaniem się przez osoby trzecie ich życiem prywatnym.
Kodeks Cywilny Art. 23.Jeden "Fakt" mnie zastanawia. Czy kwota zarządzona przez sąd jest adekwatna do wyrządzonej krzywdy? Dziś reklama na głównej stronie dziennika kosztuje 29 tysięcy złotych. Gdyby zsumować reklamy na pozostałych zapewne kwota oscylowałaby około 1 mln zł. Gdyby pomnożyć tę kwotę przez wszystkie dni w miesiącu dawałoby to ok 30 milionów złotych. Wiadomo jednak, że gazeta nie sprzedaje wszystkich miejsc reklamowych. Więc zerknąłem na dane dotyczące zysków z reklam Faktu (wrzesień 2006 dane expert-monitor). Wynika z nich, że w ciągu miesiąca kwota oscyluje wokoło 2 mln zarobku. Tak więc zasądzona przez sąd kwota wydaje się być adekwatna do winy jaką popełnili dziennikarze Faktu. Wniosek jest jeden: za "wchodzenie w butach w prywatne życie" kosztuje dziennik połowę miesięcznych wpływów.
Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach.
Co sądzicie na ten temat? Czy dziennikarze mają prawo opisywać prywatne życie gwiazd? Czy odszkodowanie, który Fakt zapłacił aktorce jest odpowiednio wysokie?
Inne procesy przegrane przez Fakt:
-> Kolejna porażka dziennika "Fakt" - Sto tysięcy złotych odszkodowania ma zapłacić "Fakt" redaktorowi naczelnemu "Przeglądu Konińskiego" - Stanisławowi Pigule.
-> Skrzynecka zawarła ugodę z "Faktem" - "W Fakcie będzie opublikowane oświadczenie wydawcy o wyrazach ubolewania za naruszenie dóbr osobistych".
-> Joanna Brodzik wygrywa z "Faktem" - Grzegorz Jankowski, redaktor naczelny "Faktu", i Axel Springer Polska, wydawca tytułu, muszą przeprosić Joannę Brodzik za naruszenie jej dóbr osobistych.
-> Edyta Górniak wygrała z "Faktem"? - Sąd zakazał brukowej gazecie "Fakt" pisania o Edycie Górniak
Inne procesy wytoczone przeciwko Faktowi:
-> Mandaryna idzie na wojnę z "Faktem"
-> "Fakt" do prokuratury za prowokację wobec min. Jurgiela
-> Poseł skarży "Fakt"
Zapowiedzi pozwów przeciwko Faktowi:
-> Lepper pozwie "Fakt" za "chuligana bez matury"
-> Minister pozwie "Fakt" za publikację
-> Posłanka SdPl pozywa do sądu "Fakt"
Michnik w Krakowie - "Wściekłość i wstyd"
niedziela, 21 styczeń 2007

"Wściekłość i wstyd" to zbiór esejów napisanych przez Michnika w których dominuje tematyka poświęcona kształtowaniu się polskiej demokracji po 1989r. Naczelny Gazety Wyborczej pisze o stereotypach i postawach Polaków. Omawia nasz stosunek do państwowości, a także przedstawia powinności inteligencji
Co ciekawego ma do powiedzenia? Redaktor naczelny wyjaśnia na okładce swojej książki:
Adam Michnik: Ta książka jest dla mnie dlatego ważna, że jest ona moim głosem w sporze, który się dziś w naszym kraju toczy. Jest ona upomnieniem się o pewien sposób myślenia, mówienia i pisania o współczesności i naszej historii o naszym marzeniu o przyszłości.
Młodzież Wszechpolska rozdaje ulotki przed spotkaniem z MichnikiemByć może najważniejszym przesłaniem XX stulecia jest wiedza o tym, że oczyszczenie świata z grzechu jest niebezpiecznym urojeniem umysłu spragnionego dobra - jesteśmy skazani na niedoskonałość. Dlatego demokracja nie jest czarna ani biała, ani czerwona. Demokracja jest szara, powstaje z trudem, a jej wartość i smak rozpoznaje się najlepiej, gdy już przegrywa pod naporem czerwonych, białych bądź brunatnych idei radykalnych. Bądź tedy pobożny, niepokorny inteligencie, ale nie wyrzekaj się sceptycyzmu - choćby w świecie politycznych zaangażowań. [...] Bowiem przeznaczeniem twoim nie jest ani świętowanie politycznych wiktorii, ani schlebianie własnemu narodowi. Masz dochować wierności sprawom przegranym, mówić rzeczy nieprzyjemne, budzić sprzeciw. Masz zbierać cięgi od swoich i obcych - bo tak tylko zdobędziesz dobro, którego nie zdobędziesz". - Adam Michnik.
Podczas spotkania, Młodzież Wszechpolska wdała się w dyskusję z jak to określili na swoich ulotkach rozdawanych przed Audytorium Maximum"obrońcą katów z UB"...
Wszechpolacy rozdawali dwustronnie zadrukowane ulotki. Na pierwszej stronie widniało czarno-białe zdjęcie Michnika, a pod nim cytat "Nam nie jest wszystko jedno" A. Michnik. Poniżej cytatu napisali:
- obrońca katów z UBŻeby nie było wątpliwości na dole ulotki umieścili logo swojej organizacji oraz adres internetowy www.ma.wszechpolacy.pl oraz numer telefonu 510 058 795.
- przyjaciel aparatczyków z PZPR
- pierwszy cenzor III RP
Gdy obrócimy ulotkę na drugą stronę znajdziemy cytaty Michnika oraz, kto i co powiedział o Michniku. Znajdziemy również informacje o rodowodzie komunistycznym, oraz o przynależności Michnika do ugrupowań komunistycznych. Młodzież Wszechpolska również nazywa Michnika "zdrajcą przyjaciół".
Michnik powiedział:
- należałem do komunistów w sześćdziesiątych latach. Nie będe ukrywał, że coś mieliśmy wspólnego z trockizmem. Uważałem, że komunistyczna Polska to moja Polska.
- Normalny człowiek z normalnego domu kiedy kończył szkołę, wiedział, że ci rządzący komuniści to są oprawcy, zbrodniarze, że mogą zabić, złamać życie. To rodziło strach. Ja uważałem, że komuniści wprawdzie popełniają błędy ideologiczne, bo nie dość uważnie przeczytali Marksa i Lenina, ale że to da się naprostować. Wystarczy ich trochę oświecić, przekonać, zmusić do czytania (...)
- Tradycyjnie przywykliśmy sądzić, że religijność i Kościół to synonimy wstecznictwa i tępego Ciemnogrodu. Z tej perspektywy wzrost indyferentyzmu religinego traktowany był przez nas jako naturalny sojusznik umysłowego i moralnego postępu.
- Generał Kiszczak jest człowiekiem honoru
- Odpieprzcie się od generała! (Jaruzelskiego)
- Uwłaszczenie nomenklatury, a także nowej biurokracji jest faktem (...). Nie myślę, by była to zbyt wysoka cena za rozbrojenie sił "starego porządku" i wpisanie ich w system demokracji parlamentarnej i gospodarki rynkowej
- Najświetlejsze umysły na Zachodzie popierały komunizm
O Michniku powiedzieli:
- Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny (Zbigniew Herbert)
- Adam Michnik cacka się ogromnie ze swoim ciągle podkreślanym marksizmem i "(...) Nie żal mi tych maniaków, wszystkich dyskutujących o "dyktaturze proletariatu" do ciupy i kwita! (...) Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzią alfą i omegą (Stefan Kisielewski)
- W innym układzie, w państwie lustrującym i dekomunizującym jego gazeta nie byłaby tak znacząca. Do polskiej inteligencji dotarłaby inna prawda, która stałaby się politycznie poprawną. A "Wyborcza" stoczyłaby się do roli "Trybuny" (...) nie byłby tak potężny przyjmuje postawą chuligana, który napada na przechodnia i jednocześnie krzyczy "ratunku! Policja!" (...) niewielu ludzi ma taki udział w szerzeniu nienawiści w życiu publicznym, jak Adam Michnik. Na pewno zaś nikt nie potrafił łączyć jej krzewienia z zapewnieniami o własnej szlachetności. (Lech Kaczyński)
- Mamy prawo sądzić, że jest pan kupiony (górnicy z kopalni "Wujek")
Rodowód komunistyczny: ojciec - Ozjasz Szechter działacz Komunistycznej Partiii Zachodniej Ukrainy domagającej się wcielenie ziem polskich do ZSRR, matka - Helena, autorka kłamliwych komunistycznych podręczników do historii, brat - Stefan, sędzia stalinowski, autor wielu wyroków śmierci na żołnierzach AK. Michnik wielokrotnie ich usprawiedliwał i mówił, że jego brat był nieświadomy, a rodzice byli polskimi patriotami.
Michnik komunista: w młodości działacz "Czerwonego Harcerstwa", potem zwolennik trockizmu i przeciwnik Kościoła. Od zawsze stał na straży interesów SB i byłych aparatczyków PZPR broniąc ich w swojej "Gazecie". Zawzięcie atakował lustrację i dekomunizację. Swoich przeciwników oskarżał o "oszołomstwo" i "antysemityzm" nie używając przy tym racjonalnych argumentów. Przyznaje sie do bliskiej znajomości z Jerzym Urbanem, Wojciechem Jaruzelskim, Mieczysławem Rakowskim i Aleksandrem Kwaśniewskim, z którym już dawno chciał założyć wspólną partię.
Zdrajca przyjaciół: po roku 1989 atakował tych, którzy mu wcześniej pomagali: Jerzego Giedorycia, ks. Henryka Jankowskiego, Lecha Wałęsę, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Zbigniewa Herberta, hierarchów Kościoła Katolickiego.
Mój komentarz: Michnik to osoba bardzo inteligentna. Dało się to wyczuć na spotkaniu z nim. Inteligentne riposty na odpowiedzi słuchaczy. Nie chcę brać tego pana w obronę, ale również nie podzielam opinii Wszechpolaków. Uważam że w Polsce panuje demokracja, której bardzo istotnym elementem jest pluralizm, czyli wolność wyrażania różnych poglądów. Michnik, ma prawo do swoich poglądów. Nikt jednak nie ma prawa do szkalowania innych osób. Właśnie tak postąpiła MW, która oskarża Michnika, nie podając jasnych i rzeczowych faktów. Postanowiłem je sprawdzić w wikipedii pod hasłem Adam Michnik. Owszem okazało się, że był on członkiem " Hufca Walterowskiego ZHP", jednakże nie było to "Czerwone harcerstwo" jak określają to Wszechpolacy... zresztą co oznacza termin "czerwone harcerstwo"? Domniemam, że komunistyczne harcerstwo, jednak ... z mojej wiedzy wiem, że w Polsce nigdy nie było komunizmu, a jedynie (aż) socjalizm. Szkoda również, że Wszechpolacy nie napisali o tym, że Michnik w okresie PRL, siedział w więzieniu:
Wikipedia.pl: "W marcu 1968 roku został ostatecznie relegowany z uczelni za aktywny udział w tzw. Wydarzeniach Marcowych, czyli protestach studentów i środowiska akademickiego, zapoczątkowanego zdjęciem przez cenzurę inscenizacji "Dziadów" Mickiewicza ze sceny Teatru Narodowego. Wkrótce po relegowaniu został aresztowany i skazany na 3 lata więzienia za "wybryki chuligańskie", polegające w istocie na uczestniczeniu w Wydarzeniach Marcowych."MW, nie napisała również nic o jego działalności opozycyjnej oraz o wielu innych pozytywnych aspektach z życia publicznego Michnika. Bo na pewno nie jest publicznym życiem, los jego rodziny. Mogę powiedzieć, że prawda przedstawiona na rozdawanych przez MW ulotkach, jest nieprawdą. Jest to informacja nieobiektywna i nierzetelna. Uważam również, że podawanie informacji niepełnych, stronniczych o innych osobach przez różne organizacje polityczne powinno być karane grzywną.
Przeczytaj również:
-> Gazeta Wyborcza: Spotkanie z Adamem Michnikiem w Auditorium Maximum UJ
-> Lewica.pl: Recenzja książki "Wściekłośc i wstyd"
RMF tworzy swoje podcasty!
czwartek, 18 styczeń 2007
Nowe konkurencyjne medium
Nowe medium w internecie oznacza rewolucję medialną z którą będą musiały się zmierzyć przodkowie tradycyjnych mediów jak prasa radio czy telewizja, ale również ich sieciowe odpowiedniki czyli portale, telewizje i radia internetowe. Czcze słowa? Nie sądze. Przypomnijmy jak działa podcast... Plik audio w formacie mp3 umieszcza się na stronie www, skąd można go pobrać dzięki technologi RSS, w dowolnym momencie nie zważając na ramówkę stacji radiowej.
W tradycyjnym radio ograniczeniem jest właśnie ramówka. Jeśli np. chcemy słuchać naszej ulubionej audycji o godz. 8:00, a jesteśmy wtedy na uczelni, urlopie czy pracy, audycja nam przepada. Nawet jeśli uda nam się wysłuchać audycje, nie możemy do niej wrócić, i posłuchać jej jeszcze raz. Jest to bardzo niewygodne i znacznie ograniczające naszą swobodę.
Podcast to radio tam gdzie chcesz i kiedy chcesz. Audycje ściągamy na własny komputer, bądź nagrywamy na przenośny odtwarzacz mp3, lub płytę CD. Układając w ten sposób swoją własną ramówkę z ulubionymi audycjami. Do każdej z tych audycji możemy wrócić i odsłuchać jej ponownie ile dusza zapragnie
Jak dokładnie działa podcast RMF i inne?
Plik audio w formacie mp3 umieszcza się na stronie www, skąd można go pobrać dzięki technologi RSS. Oznacza to ni mniej ni więcej iż nie musimy już sprawdzać czy na stronie www pojawiły się nowe informacje lub audycje. Program sprawdzi to za nas, i o nowościach poinformuje. Od tej chwili słuchacze nie przegapią już żadnego odcinka Clary Weritas... oraz innych które radio RMF udostępniło swoim słuchaczom. Są to m.in. Fakty, Kotrwywiad RMF FM, POPlista, Felieton Tomasza Olbratowskiego, Cyrk Narodowy, Świat się śmieje, Ottoteka, Między Bugiem a prawdą.
Wszystkie podcasty rmf.fm : rmf.fm/rss/
Słuchalność RMF FM to około 22 % rynku radiowego w Polsce (SMG/KRC IX-XI 2006) i jest najczęściej słuchanym radiem w Polsce. Czy podcasty zwiększą zainteresowanie radiem? Trudno orzec gdyż nie ma żadnej możliwości sprawdzenia popularności podcastów. Jedno jest pewne, wraz z wykorzystaniem najnowszej technologii przez najpopularniejsze radio w Polsce polski podcasting już niedługo może przeżyć falę szybkiego rozwoju, a nowe podcasty będą się pojawiać jak grzyby po deszczu.
Zobacz też:
Podcast alternatywą dla radia?
Jak słuchać podcastów?
Polecane strony o podcastingu:
podcasting.pl - pierwszy serwis poświęcony podcastingowi
podcast.pl - katalog polskich podcastów
polskipodcast.pl - forum polskich podcasterów
www.podcasting.com.pl - łodzka akcja podcastingowa "łap"
Media o podcastingu:
Newsweek: "Radio bez fal"
WirtualneMedia.pl : "Boom na podcasty"
Onet.pl : "Podcast... podcasting... podcaster..."
Fotoreporter a prawo?
niedziela, 14 styczeń 2007
Przypadkowym świadkiem tego zdarzenia był fotoreporter Maciej Kuroń, 22-letni współpracownik "Gazety". Kiedy zobaczył, że pod Auchan biegają uzbrojeni policjanci, w naturalnym odruchu wyjął aparat i zaczął robić zdjęcia. Kilkanaście minut później policja go zatrzymała, a zdjęcia zabrała.Zastanawia mnie czy policja miała prawo zatrzymać fotoreportera i zabrać go na przesłuchania oraz jednocześnie zabrać mu jego sprzęt do pracy w postaci kart pamięci? Czy polskie prawo pozwala u nas zatrzymać każdego pod dowolbym pretekstem? Czy policja nie mogła grzecznie poprosić o udostępnienie zdjęć dla dobra śledztwa?
"Opowieść Maćka Kuronia, współpracownika "Gazety"
Pojechałem na zakupy, ale nie zdążyłem wejść do sklepu, gdy zobaczyłem, że wokół migają niebieskie "koguty". Stanąłem z boku i zacząłem robić zdjęcia. Nagle otoczyli mnie policjanci, uzbrojeni w długą broń. Zaczęli wypytywać kim jestem i co tu robię. Pokazałem im legitymacje prasową. Mimo to zabrali mi aparat i powiedzieli: "Jedziesz z nami". Nie chciałem zostawiać auta pod Auchan, wtedy panowie pozwolili mi nim jechać, pod eskortą policjanta.
W siedzibie CBŚ usłyszałem, że muszę zeznawać jako świadek. Uprzedzili o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Trochę się wystraszyłem. Nie miałem pojęcia, czego właściwie byłem świadkiem. Potem zaczęli wypytywać: "Po co tam pojechałeś?", "Skąd wiedziałeś o akcji?", "Skąd wiesz, że to byli policjanci?" "Dlaczego robiłeś te zdjęcia?". Poczułem się jak przestępca, który próbuje coś ukryć. Czułem się zmanipulowany. Wśród zdjęć szukali tych, na których był widoczny półotwarty bagażnik auta. Zjawił się też mężczyzna, twierdzący że jest prokuratorem, ale nie podał nazwiska, nie przedstawił się. W końcu zażądali ode mnie dwóch kart pamięci z aparatu, na których były foty z akcji. Byłem już wystraszony na całego, nigdy nie zdarzyło mi się coś podobnego. Dostałem zaświadczenie, że policja zgarnęła moje zdjęcia. Podpisała się pod nim nadkomisarz Elżbieta Lisek. Po trzech godzinach wreszcie mnie puścili. Obiecali, że oddadzą karty za tydzień, może za kilka dni. Jak je przejrzą. Mam nadzieję, że nie skasują żadnego zdjęcia. Jest to przecież własność "Gazety".
Komentarz Ewy Kulisz, red. nacz. "GW" w Częstochowie: Czekamy na wyjaśnienia i niezniszczone karty Prokuratura natomiast bez zażenowania wyznaje, że zdjęcia zrobione przez fotoreportera "Gazety" i zarekwirowane przez policję przydadzą im się do pracy. Fotoreporter zrobił zdjęcia po to, by je opublikować w "Gazecie". Po to, by za ich pomocą poinformować mieszkańców, co się wydarzyło pod Auchan. Wykonywał swój zawodowy obowiązek, a policja mu to uniemożliwiła. Był w miejscu publicznym i nie zrobił nic złego, nie było więc żadnego powodu, by go zatrzymywać i nękać przez trzy godziny. Zwłaszcza że się od razu wylegitymował. Nie przekonuje mnie argument prokuratora Basińskiego o potrzebie ochrony "tajniaków", skoro działali publicznie i każdy przechodzień mógł ich sfotografować, choćby komórką.Spodziewam się, że policja jak najszybciej wyjaśni nam wszystkim, co się stało pod hipermarketem. I że fotoreporter odzyska karty, z których nie zostanie wykasowane ani jedno zdjęcie. Nawet jeśli jest dla policji niewygodne.
Konstytucja mówi:Tak więc czy w tym przypadku Policja nie ograniczyła prawa do wolności fotoreportera który jest przedstawicielem prasy?
Art. 14. Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu.
Art. 31. KonstytucjiCzy zgodnie z punktem trzecim była to sytuacja konieczna dla utrzymania bezpieczeństwa lub porządku publicznego? Czy ten punkt daje prawo policji na zarekwirowanie karty i fotografa?
1. Wolność człowieka podlega ochronie prawnej.
2. Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje.
3. Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.
Art. 41. KonstytucjiJak widać wg. konstytucja policja ma prawo się tak zachować, choć mam wątpliwości czy w tym przypadku było to uzasadnione. Niestety konstytucja jest rzadko przez obywateli a także policjantów rzadko znana i mało przestrzegana.
1. Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą. Pozbawienie lub ograniczenie wolności może nastąpić tylko na zasadach i w trybie określonych w ustawie.
2. Każdy pozbawiony wolności nie na podstawie wyroku sądowego ma prawo odwołania się do sądu w celu niezwłocznego ustalenia legalności tego pozbawienia. O pozbawieniu wolności
powiadamia się niezwłocznie rodzinę lub osobę wskazaną przez pozbawionego wolności.
3. Każdy zatrzymany powinien być niezwłocznie i w sposób zrozumiały dla niego poinformowany o przyczynach zatrzymania. Powinien on być w ciągu 48 godzin od chwili zatrzymania przekazany do dyspozycji sądu. Zatrzymanego należy zwolnić, jeżeli w ciągu 24 godzin od przekazania do dyspozycji sądu nie zostanie mu doręczone postanowienie sądu o tymczasowym aresztowaniu wraz z przedstawionymi zarzutami.
4. Każdy pozbawiony wolności powinien być traktowany w sposób humanitarny.
5. Każdy bezprawnie pozbawiony wolności ma prawo do odszkodowania.
Art 64. ust 3. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty prawa własności.
USTAWA z dnia 6 kwietnia 1990 r. o Policji. (Dz.U.02.7.58)Dzień później na łamach Gazety dowiedzieliśmy się, że Fotoreporter "Gazety" odzyskał karty z fotografiami, które zrobił podczas środowej akcji.
§ 1. Rozporządzenie określa sposób postępowania oraz wzory dokumentów stosowanych przy wykonywaniu przez policjantów uprawnień określonych w art.15 ust. 1 pkt 1, 2a, 3, 3a lit. b, pkt 3b, 5, 5a, 6 7 ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 r. o
Policji, zwanej dalej "ustawą":
1) legitymowania osób w celu ustalenia ich tożsamości;"
i dalej:
"§ 2. 1. Policjant, który przystępuje do czynności służbowych związanych z
wykonywaniem uprawnień określonych w § 1 pkt 1-3, 5, 7 i 8, jest obowiązany
podać swój stopień, imię i nazwisko w sposób umożliwiający odnotowanie tych danych, a także podstawę prawną i przyczynę podjęcia czynności służbowej.
Maciej Kuroń przez hipermarketem znalazł się przypadkiem. Kiedy zobaczył, co się dzieje, zaczął robić zdjęcia. Policja go zatrzymała, przewiozła do siedziby CBŚ w miejskiej komendzie, przesłuchała. Zabrała dwie karty pamięci z aparatu. - Policjanci nie mogli dopuścić, by na zdjęciach zostały utrwalone twarze osób, które są utajnione. Z drugiej strony fotografie bardzo nam mogą pomóc w pracy, a karty pamięci oczywiście oddamy - tłumaczył w czwartek Romuald Basiński, rzecznik prokuratury. O tym, że policja postępowała wbrew prawu, nie mówił.Tekst powstał w oparciu o cytaty z Gazety Wyborczej.
Wczoraj jeszcze zapowiedział: - Policja skopiuje zdjęcia, bo mogą pomóc w badaniu ewentualnego przecieku o akcji, narażenia dziecka, samego zatrzymania. Oczywiście do skopiowania dojdzie w obecności fotoreportera.
Policja oddała karty. - Nic nie skasowali - sprawdził Kuroń. O kopiowaniu nic nie usłyszał.
Ewa Nowińska, znawczyni prawa prasowego i dyrektorka Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie ma wątpliwości: - Redakcja może wydać materiały reporterskie albo dobrowolnie, albo na podstawie wyroku sądu. Nadużyciem było już samo przeszukiwanie aparatu i kart pamięci. Organa ścigania wykazały się nadgorliwością.
Prokuratura będzie tymczasem badać, czy informacje o planowanej akcji nie przeciekły do mediów. - Zastanawiająca jest obecność fotoreportera w tamtym miejscu - stwierdził Basiński.
Jerzy Dziewulski, znany policjant i antyterrorysta, były poseł, komentuje: - O samej akcji powiem tyle: sam bym zatrzymywał bandytę, mimo obecności dziecka. Co do fotoreportera, policja przesadziła w histerycznej reakcji. Zamiast zatrzymywać reportera i rekwirować materiały, powinni porozmawiać. Mogli mieć nagłośniony sukces, a sami go zepsuli. Teraz mają aferę, więc będą wymyślać historie o przeciekach i zdradzaniu tajemnic. Częstochowska policja wiele musi się jeszcze nauczyć.
Etykiety: dziennikartswo, media, policja, prasa, prawo, zdjęcia
Grzegorz Miecugow: Inny Punkt Widzenia
sobota, 21 październik 2006
Niewiele jest książek po lekturze których mamy okazję zatrzymać się na chwilę i zreflektować się nad naszym i otaczającym nas życiem. Jeżeli już są takowe, prawda w nich jest najczęściej ukryta, a dotarcie do niej wymaga nie lada wysiłku. Trzeba umieć czytać między wierszami. W dzisiejszym świecie niestety nie ma na to czasu. Potrzebny jest nam przewodnik, który wprost wyjawi prawdę o otaczającym naś świecie. Taką książką jest właśnie ?Inny punkt Widzenia? Grzegorza Miecugowa. Jest on znanym dziennikarzem i publicystą, który w 2003 roku na antenie TVN 24 rozpoczął cykl rozmów ze zananymi i ciekawymi ludźmi.Ludźmi którzy mogą być dla nas autorytetami?Myślę, że nasze społeczeństwo straciło pewne autorytety. My ? artyści, dziennikarze i wszyscy ludzie, którzy mają coś do powiedzenia ? nie wykreowaliścmy pewnego podstawowego systemu wartości. Systemu opierającego się na uczciwości, pracy, obowiązkach wobec rodziny? - przyznaje Jerzy Pilch, jeden z rozmówców Miecugowa.
W książce jest 20 takich rozmów. Z pisarzami (np. Lem, Stasiuk, Kapuściński, Pilch), aktorami (Dymna, Janda. Kondrat, Nowicki, Majchrzak), z ludźmi inaczej znanymi ze sceny (Bem, Mann, Materna, Bartosz Waglewski), z Władysławem Bartoszewskim, Jackiem Hołówką, Robertem Korzeniowskim, Aleksandrem Wolszczanem, Krzysztofem Pawłowskim, Zbigniewem Preisnerem.
Każdy z rozmówców mówi rzeczy ważne i warte zapamiętania. Goście Miecugowa to ludzie którzy lubią rozmawiać, i tą sztukę rozmawiania widać. Na przykład Zbigniew Preisner przyznaje: "Przestaliśmy ze sobą rozmawiać, bo wysyłamy SMS-y, przestaliśmy czytać książki, bo oglądamy telewizję. Przestaliśmy interesować się tym, co dzieje się u sąsiada, ponieważ oglądamy Big Brothera". Z każdym rozmawia inaczej, koncentruje się jednak na człowieku i otaczającej go rzeczywistości.W rozmowach goście rozstrząsają problemy globalne, filozoficzne, starają się odnaleźć miejsce Polski w Europie i na świecie.
Krzysztof Majchrzak: ?Chwile mają to do siebie że są niezatrzymywalne. Każdy kto interesuje się filozofią, religioznawstem wie o tym doskonale. Nasz świat składa się z niezatrzymywalności i z ulotności?. Trzeba przyznać, że ?Inny Punkt Widzenia? Miecugowa zdołał złapać tę chwile, myśli do których będziemy wracać nie raz. Będziemy wracać bo każdy z nas znajdzie tam swój autorytet.
Etykiety: dziennikartswo, książki, media, recenzje
Podcast alternatywa dla radia?
piątek, 29 wrzesień 2006
Jak to wygląda?
Plik audio w formacie mp3 umieszcza się na stronie www, skąd można go pobrać na dwa różne sposoby, ale o tym później. Podcast jest inny od zwykłej mp3jki, ponieważ jego najważniejszą cechą jest cykliczność owych przekazów (regularne odcinki).
Regularne odcinki podcastów uzyskuje się dzięki zastosowaniu technologii RSS do plików audio. Co to jest RSS? RSS czyli Really Simply Sindication to alternatywna technologia udostępniana informacji w sieci. RSS przypomina prenumeratę. Nie musimy chodzić codziennie do kiosku, żeby sprawdzić czy jest już nasz ulubiony magazyn, dostajesz go po prostu pocztą. W technologi RSS funkcję poczty spełnia odpowiedni program, tzw. 'Agregator' czyli czytnik kanałów RSS. Nie musimy dzięki temu sprawdzać czy na stronie www pojawiły się nowe informacje lub audycje. Program sprawdzi to za nas, i o nowościach poinformuje.
Ale co to ma wspólnego z radiem?
Przyglądnijmy się więc zwykłemu radiu i podcastowi aby zauważyć podobieństwa oraz różnice:
- Każde radio posiada swoją własną unikalną nazwę oraz swóją częstotliwość, na którą musimy nastawić odbiornik radiowy. Aby wysłuchać tej stacji potrzebujemy odbiornik radiowy, który przekształci nam sygnał radiowy na dźwięki.
- Każdy podcast posiada swoją nazwę oraz częstotliwość (adres RSS). Aby wysłuchać tej "stacji" potrzebujemy program popularnie zwany agregatorem RSS (odpowiednik odbiornika radiowego), który ściągnie nam pliki audio z audycjami.
- W tradycyjnym radio ograniczeniem jest ramówka. Jeśli np. chcemy słuchać naszej ulubionej audycji o godz. 8:00, a jesteśmy wtedy w szkole czy pracy, audycja nam przepada. Nawet jeśli uda nam się wysłuchać audycje, nie możemy do niej wrócić, i posłuchać jej jeszcze raz.
- Podcast to radio tam gdzie chcesz i kiedy chcesz. Audycje ściągamy na własny komputer, bądź nagrywamy na przenośny odtwarzacz mp3, lub płytę CD. Układając w ten sposób swoją własną ramówkę z ulubionymi audycjami. Do każdej z tych audycji możemy wrócić i odsłuchać jej ponownie.
Czy podcast zastąpi radio?
Trudno powiedzieć, jednak brytyjska stacja BBC uznała, że podcast to idealne rozwiązanie, z którego warto skorzystać. Na swoich stronach BBC informuje słuchaczy o nowej formie nadawania i publikuje swoje podcasty, przygotowane pierwotnie na antenę radiową w jednej ze swoich 17 stacji. BBC podzieliło także swoje podcasty ze względu na audycje, i programy. Mamy więc do wyboru np. informacje sportowe, kulturalne, filmowe, regionalne serwisy informacyjne i wiele innych.
Z polskich stacji podcasty ze swoich audycji radiowych przygotowuje na razie tylko Radio Bis. Posiada ono ponad 28 wyodrębnionych podcastów (informacyjne, kulturalne, społeczne, rozrywkowe). Co ciekawe Radio Bis jest jedynym radiem, które puszcza w prawdziwy eter podcasty znalezione w internecie w audycji ?Radiowa Kuchnia Odsłuchowa?. Audycja o radiu z tej drugiej strony. Audycja pokazuje radio ?od kuchni?, prezentuje wpadki dziennikarzy polskiego radia, są rozmowy o radiu itp.
Radio BIS prowadzi również konkurs na audycje swoich radiosłuchaczy.
Podcast jednak nie zastąpi radia, chociażby w informacjach, które w radiu podawane są natychmiast, często na żywo. Podcasterzy jeszcze nie mają możliwości puszczania swoich audycji ?na żywo?. Podcast i radio będą się wzajemnie uzupełniać. Może to doprowadzić to odnowienia się takich form dziennikarstwa radiowego jak reportaż, pogadanka, czy dźwiękowa wycieczka, które dziś w ramówce tradycyjnego radia nie znajdują dla siebie miejsca, rzekomo poprzez swoją nieatrakcyjność.
Jak powstał podcast?
Podcast to zlepek dwóch słów: Ipod, czyli odtwarzacz audio firmy Apple oraz broadcasting czyli transmitowanie. Podcast nazwał i po raz pierwszy użył w 2004r. Adam Curry, były prezenter MTV. Na zachodzie zjawisko podcastingu jest powszechne, a o nowej technologii rozpisywały się czołowe amerykańskie gazety, które sugerowały że podcasty będą miały podobny wpływ na dziennikarstwo jak np. blogi. Tysiące podcasterów informuje o wszystkim i o niczym.
Pierwszy polski podcast powstał w 2004 roku w Lublinie, a nadał go Jacek Artymiak. Do tej pory w Polsce powstało niespełna 50 podcastów. Jak na razie polscy podcasterzy to grupa pasjonatów radia, którzy robią to wyłącznie dla przyjemności parunastu, parędziesięciu słuchaczy, których liczba z audycji na audycje systematycznie rośnie.
Polecane strony o podcastingu:
podcasting.pl - pierwszy serwis poświęcony podcastingowi
podcast.pl - katalog polskich podcastów
polskipodcast.pl - forum polskich podcasterów
podcasting.pl - "łap" - łódzka akcja podcastingowa
Media o podcastingu -> Newsweek: "Radio bez fal"
Jak słuchać podcastów?
wtorek, 4 kwiecień 2006
Program można ściągnąć ze strony: juicereceiver.sourceforge.net Zaletą tego programu jest to, że posiada polski interfejs użytkownika.
1. Instalujemy i wybieramy język

Po prostej instalacji włączamy program. Pierwszą czynnością, którą zrobimy to zmiana języka interfejsu użytkownika. W Menu wybieramy [Tools], następnie [Select Language] i [Polski].
Program wyświetli komunikać o konieczności zamknięcia i ponownego uruchomieniu programu, kliknijmy [OK]. Po ponownym uruchomieniu programu, wszystkie opcje powinny być już po polsku.
2. Dodajemy nowy podcast
Przechodzimy do zakładki [subskrypcje].
Klikamy na ikonkę [+], a następnie w okienku które nam wyskoczy wpisujemy adres RSS podcastu.dodaj_feed Przykładowo: http://jacek.rajdy.info/cache/podrss20.xml (kliknij na obrazek z prawej aby powiększyć). Klikamy [zapisz].
3. Sprawdzamy audycje dostępne w podcaściePo zapisaniu adresu naszego podcastu kliknij na niego (górne okno), a wtedy program pobierze listę aktualnych audycji do ściągnięcia. lista_podcast
Gdy już to zrobi, czytamy tytuły epizodów (audycji) i wybieramy te które nas interesują, zaznaczając je [v].
4. Ściągamy wybrane podcasty
Gdy już zaznaczyliśmy wybrane audycje teraz wystarczy je ściągnąć. Zrobić to można jednym kliknięciem myszki, klikając na ikonkę [Sprawdź wybrany feed].5. Sprawdzamy ściągnięte
Przechodzimy do zakładki [Ściągnięte].Niebieska ikonka ze strzałką w dół oznacza ściąganie audycji z serwera.
Zielona ikonka ze strzałką w prawo oznacza już ściągnięte audycje. Wystarczy wtedy kliknąć dwukrotnie na zieloną ikonkę, i otworzy nam się standardowy program muzyczny ustawiony jako domyślny w Windowsie.
Ciekawe linki:
www.podcast.pl - katalog polskich podcastów
www.teoria.pl/ranking/ - pierwszy polski ranking podcastów


