(; Testosteron okiem męskim
środa, 28 marzec 2007
Kobiety nie rozumieją mężczyzn. Nie jest to żadną tajemnicą. Ja z kolei nie będę robił tajemnicy z tego, że nie do końca rozumiem film Testosteron. Oglądając go zgubiło mi się jego przesłanie. Nie wiem czy jest to film ukazujący grupę mężczyzn skrzywdzonych bądź krzywdzonych przez kobiety czy też ma na celu ośmieszenie męskiej płci. Tytułowy bohater zostaje porzucony przed ołtarzem przez swoją wybrankę. Czy zdarzyło się wam oglądać podobną scenę wykonaną przez faceta? Mnie nigdy! W żadnym filmie. Niestety kobiety, takie jesteście. Dla ścisłości, to tylko niektóre z was, na szczęście dla nas mężczyzn. Po pierwszych minutach filmu przypomniało mi się, że sztukę tę napisaną przez Andrzeja Saramowicza czytaliśmy na zajęciach z Kulturowego i Społecznego oddziaływania mediów. Andrzej Saramowicz jest również reżyserem tej lekkiej komedii o męskim spojrzeniu na płeć piękną. W ulotce, która streszczała film można było przeczytać:
W podmiejskim ośrodku weselnym trwają właśnie ostatnie przygotowania do wesela. Kelner Tytus - nieco rozdrażniony, bo przed momentem okazało się, że wkrótce zostanie ojcem - rozkłada na stołach sztućce. Niespodziewanie na dziedziniec wjeżdża z piskiem opon srebrny rolls-royce. Trzej postawni mężczyźni wyciągają z niego pobitego chłopaka i barykadują się w jednej z sal. Gangsterzy? Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy niebawem pojawiają się w ośrodku pan młody z obandażowaną głową oraz jego brat Janis. Tytus już wie, że będzie to wesele inne niż zwykle. Nie wie jednak, że najbliższe kilkanaście godzin na zawsze odmieni jego życie.
Faktycznie, nieco a nawet nieco bardziej odmieniło, i to na zawsze. Wasze życie też odmieni. Fabuła, którą inteligentny widz bez kłopotu może odgadnąć, zawiera w sobie częste zaskakujące zmiany akcji, których nie sposób przewidzieć. Montaż filmu jest bardzo dobry. Zobaczymy sceny w zwolnionym tempie, czy wstawki z wspomnień bohaterów wyjaśniające ich dyskusję, i niebanalne animacje jak walący się mur, bądź powrót samochodem z Płońska do ukochanej czy też wybuch bomby atomowej. Wszystko to zostało przeplecione niebanalnymi komentarzami siedmiu bohaterów filmu. Wyartykułowane przez nich zdania będzie powtarzać cała Polska. Szkoda, że znów będą to przekleństwa. Może wcześniejszą tezę o odmianie życia, między bajki włożę?
Siedmiu bohaterów: Janis (Kosiński), Kornel (Adamczyk), Stavros (Stelmaszyk), Tytus (Szyc), Tretyn (Stuhr), Fistak (Karolak) i Robal (Kot) dyskutują nad swoim miejscem w życiu kobiet. Pikanterii dodaje fakt, że dwóch z nich specjalizuje się w biologii. Właśnie tą nauką próbują wyjaśnić zachowanie się kobiet, których mężczyźni nie rozumieją od wieków. Bo jak biologicznie można wytłumaczyć ucieczkę sprzed ołtarza panny młodej w dniu ślubu? Ano właśnie nie można, więc przestawmy się na męski punkt widzenia i pomyślmy zdroworozsądkowo. Żeby nawiać sprzed ołtarza nam potrzebna by była do tego motywacja. Motywacja w postaci korzyści marketingowych bądź finansowych. I takich właśnie samczych zachowań u coraz większej ilości kobiet można cię coraz częściej dopatrywać w naszym życiu codziennym. Kobiety mówią, że to równouprawnienie, a ja mówię im, że powinny urodzić się w odmiennej płci. Żeby świat zachował równowagę kobiety, powinny być kobietami. Jeśli ten trend się nie zmieni, scenki z filmu testosteron będziemy znać z autopsji.
Testosteron:
Rok i kraj produkcji: 2006 / Polska
Czas trwania: 119 minut
Reżyseria: Andrzej Saramonowicz, Tomasz Konecki; Scenariusz: Andrzej Saramonowicz; Zdjęcia: Tomasz Madejski; Muzyka: Misza Hairulin
Obsada: Piotr Adamczyk - Kornel, Borys Szyc - Tytus, Maciej Stuhr - Tretyn, Krzysztof, Stelmaszyk - Stavros, Cezary Kosiński - Janis, Tomasz Karolak - Fistach, Tomasz Kot - Robal
Zobacz też:
Testosteron widziany kobiecym okiem ;)
Etykiety: film, recenzje, testosteron
Testosteron widziany kobiecym okiem;)
wtorek, 27 marzec 2007
W przyrodzie nic nie ginie? Takim oto sloganem można by opatrzyć film Saramonowicza Testosteron.
Siedmiu mężczyzn, z których kipi złość i agresja do płci pięknej. Bo przecież wszystkiemu winne są kobiety. Nawet, jeśli do tej pory niektórzy przedstawiciele męskiego rodu nie podzielali tego poglądu, to pewnie zmienią zdanie. Przypisywanie kobiecie zachowań samczych, to w dobie walki o równouprawnienie całkiem słuszne i na miejscu.
Bowiem i my mamy swoje potrzeby i oczekiwania, a co najważniejsze w końcu mówimy o nich głośno. Ale doszukiwanie się w tym zawsze jakichkolwiek korzyści to już lekkie nadużycie. Niewyszukane określenia kobiet, nagromadzenie wulgaryzmów i przekleństw tylko ośmiesza męską część populacji. Panowie z wielkiego ekranu zdają się być przesadnie złośliwi.
Słynna i dowiedziona jest solidarność męska, ale cenna ta mądra i przemyślana. A nie owa w niesłusznej sprawie. Zarówno świat mężczyzn jak i kobiet to zbiór poszczególnych jednostek, gdzie każdy przypadek należałoby rozpatrywać indywidualnie. Zabawne jest, że zatwardziali niemal ?macho? w rzeczywistości okazują się być pełnymi kompleksów, wątpliwości, a być może nawet wrażliwości i czułości, samcami. Oprócz aktu prokreacji dają sobie przyzwolenie na czerpanie przyjemności z obcowania z druga osobą, czego z kolei odmawiają kobietom. I nie chodzi tu tylko o zdrady, te pomijam, bo jeśli do nich lub ich samemu się dopuścić to sygnał, że zbliża się rychły, nieubłagany koniec związku. Wtedy haniebny czyn może tylko pomoc i uświadomić nam, że w naszym życiu, relacji z partnerem/ką coś jest nie tak?
I tak podobnie jak popularny wstęp stał się początkiem tych rozważań tak puenta też będzie powszechnie znana: nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe.
Etykiety: film, recenzje, testosteron